• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Specjalistyczna likwidacja

Poniedziałek, 1 lipca 2013 (02:00)

Wyśrubowane wymogi NFZ dotyczące kontraktowania w poradniach specjalistycznych paraliżują ich pracę. W skrajnych przypadkach prowadzą do zamknięcia. Taki los czeka poradnię endokrynologiczną w Szczecinku.

Zgodnie z zarządzeniem prezesa NFZ w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną warunkiem otrzymania kontraktu przez taką poradnię jest spełnienie zasadniczego wymogu – musi ona być czynna nie krócej niż trzy dni w tygodniu po 4 godziny dziennie, w tym co najmniej raz w tygodniu w godzinach przedpołudniowych, między godz. 7.30 a 14.00, oraz co najmniej raz w tygodniu w godzinach popołudniowych, między godz. 14.00 a 20.00. Warunki te muszą być spełnione niezależnie od limitu przyjęć ustalonego w kontrakcie.

W ocenie Funduszu, miałoby to zwiększyć dostęp do świadczeń specjalistycznych. Jednak zdaniem zatrudnianych tam lekarzy, przepisy są absurdalne w sytuacji, kiedy NFZ przyznaje określony limit finansowania poradni specjalistycznych.

– Bezzasadne jest w takiej sytuacji zatrudnianie lekarza przez 12 godzin tygodniowo dla spełnienia wymogów, gdy ten limit zaspokaja realizację świadczeń w ramach od 4 do 5 godzin tygodniowo – zauważa Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

– Według NFZ, specjalista ma być w przychodni trzy razy w tygodniu, ale faktu, że nie ma na to wystarczającego finansowania, Fundusz nie bierze pod uwagę – dodaje Krajewski.

Rozwiązanie to utrudnia pracę zdecydowanej większości poradni specjalistycznych, a ostatecznie doprowadza do ich zamknięcia. Do Naczelnej Izby Lekarskiej wpływa coraz więcej apeli w tej sprawie.

– NFZ zajmuje się bilansowaniem swoich potrzeb, a nie zabezpieczaniem finansów na pokrycie kosztów leczenia chorych – ocenia Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Jego zdaniem, tłumaczenie NFZ, że dzięki temu zwiększa się dostęp do realizacji świadczeń, jest bezpodstawne, skoro i tak ograniczenie stanowi limitowanie świadczeń w kontrakcie. Lekarz zamiast dziennie przyjąć dziesięciu pacjentów, przyjmie jedynie czterech, aby nie przekraczać miesięcznego limitu zakontraktowanych świadczeń zdrowotnych.

Tak jest m.in. w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie). Na początku lipca ma zostać zamknięta jedyna w tym powiecie poradnia endokrynologiczna, funkcjonująca w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej PEOZET.

Jak wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr n. med. Dorota Szpernalowska, kierownik PEOZET, powodem likwidacji jest właśnie niemożność spełnienia wymogów Funduszu. Po pierwsze, brakuje lekarzy specjalistów, w tym wypadku endokrynologów.

– Po prostu ich nie ma. Nie ma szans, aby lekarz specjalista dojeżdżał do Szczecinka trzy razy w tygodniu, jak tego chce NFZ – mówi dr Szpernalowska. Po drugie, limit świadczeń w zakresie poradni endokrynologicznej jest bardzo mały, to zaledwie 140 porad miesięcznie.

Lekarz może zrealizować limit, przyjmując pacjentów raz w tygodniu. Tak było w przypadku szczecineckiej placówki. W maju br. NFZ przeprowadził tam kontrolę. Fundusz uznał, że skoro pacjenci są przyjmowani raz w tygodniu, narusza to przepisy zarządzenia Funduszu. I nałożył na przychodnię karę – blisko 3 tys. złotych.

Jeżeli uchybienia będą się powtarzać, NFZ grozi wyższą karą, a nawet zerwaniem kontraktu. Kierownictwo placówki tłumaczy, że w żaden sposób nie jest w stanie dostosować się do wymogów NFZ. W tej sytuacji dr Szpernalowska rozważa zamknięcie poradni już z początkiem lipca.

– Wystąpiłam już o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, bo nie miałam wyjścia. NFZ co prawda nie każe mi poradni likwidować, ale dostosować się do przepisów – a to jest fizyczną niemożliwością. Nie mam innego wyjścia, długo się zastanawiałam, czy ryzykować dla dobra pacjentów, ale przecież następna kontrola wykaże to samo: po prostu nie ma szans zatrudnić specjalisty na zasadach ustalonych przez NFZ. W Polsce jest za mało endokrynologów, trudno ich znaleźć – mówi. Gdybyśmy dostali większy limit, tak by nie było – tłumaczy lekarka.

Jej zdaniem, błędem jest wprowadzanie rozporządzeń, które są nie do zrealizowania. Zamknięcie poradni dla pacjentów oznacza brak fachowej opieki i konieczność szukania nowego lekarza. Najbliższe poradnie endokrynologiczne znajdują się w Kołobrzegu – 100 kilometrów od Szczecinka.

Sam Fundusz przyznaje, że zależy mu na równym dostępie pacjentów do świadczeń specjalistycznych, ale brak specjalistów nie zawsze to umożliwia.

W krytycznej sytuacji jest też Wojskowa Specjalistyczna Przychodnia Lekarska w Szczecinku, jedyna w powiecie, która przyjmuje pacjentów w ramach kasy chorych. Od miesiąca w poradni kardiologicznej, która przyjmowała nawet do 4 tys. pacjentów rocznie, nie ma lekarza specjalisty. Fundusz wyznaczył placówce termin do końca czerwca na jego znalezienie.

– Mamy nadzieję, że te wysiłki zakończą się sukcesem i poradnia kardiologiczna nadal będzie funkcjonować – mówi Małgorzata Koszur, rzecznik prasowy Zachodniopomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Jednak poszukiwania kardiologa w całym regionie na razie nie przyniosły efektu. Skutek? Od kilku tygodni poradnia jest zamknięta.

– Do kwietnia przyjmował u nas lekarz z Piły, 70 kilometrów od Szczecinka. W obie strony to już 140 kilometrów. Nikt nie jest zainteresowany, by dojeżdżać tak daleko, a już na pewno nie trzy razy w tygodniu – mówi doktor Waldemar Rud, szef placówki. A przecież chodzi o osoby z poważnymi chorobami serca.

– Lekarzy brakuje, deficytowi specjaliści mieszkają najczęściej w większych miastach, są ogromne problemy z ich ściągnięciem – wskazuje dr Rud.

– Liczne pisma i prośby do Funduszu, że może zgodzi się na dwa dni w tygodniu, na niewiele się zdały. NFZ twierdzi, iż dla nikogo wyjątków robić nie będzie, że jest zarządzenie prezesa w tej materii i jest ono wiążące – dodaje.

– Gdyby z NFZ były większe pieniądze, to może ktoś by się znalazł. Na dziś – z tej puli finansowej, którą Fundusz przeznacza na funkcjonowanie poradni, bilansując koszty dojazdów – to dla lekarzy nie jest opłacalne – reasumuje dr Rud.

– Dla Funduszu jest łatwiej, by poradnia została zamknięta, niż gdyby miał uelastyczniać swoje zapisy. Wystarczy, jeżeli w małej miejscowości jakiś kardiolog czy neurolog pojawi się w raz w tygodniu, bo alternatywą może być to, że nie pojawi się w ogóle – stwierdza Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia w rządzie PiS.

Anna Ambroziak