• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

NINIWA Team u sióstr albertynek

Niedziela, 30 czerwca 2013 (12:56)

  Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Beaty Fleiszner z 58. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Dziś już długo wyczekiwana sobota i ostatnie wysiłki przed niedzielnym odpoczynkiem. Oj, trudny to był tydzień! Organizmy też już są wycieńczone dwumiesięczną jazdą i brakiem pełnowartościowych posiłków. Podobno to takie uczucie, jakby mięśnie pracowały z opóźnionym zapłonem i w lekko zwolnionym tempie. Ale dobra wiadomość jest taka, że mają idealny dwunocleg na niedzielny wypoczynek! Ale o tym za chwilkę.

Noc przebiegła w spokoju, żadnych niedźwiedzi ani głośnych śpiewów. Ale niestety było bardzo zimno. Gdy zadzwonił budzik budzikowej Justyny, o godzinie 5.00 były jedynie 3 st. C. Masakra, jak tu wyjść z ciepłego śpiwora? Ale dali radę, zagotowali wrzątek na herbatkę i jakoś delikatnie się rozgrzali. Do wyjazdu byli gotowi o 6.00, ale niestety Hani przebiła się dętka i musieli jeszcze trochę pomarznąć.

Pierwsza przerwa po 54 km na stacji benzynowej, na której nie było do kupienia niczego poza benzyną. Podczas drugiego dystansu Wojtkowi Mazurowi zerwała się linka od tylniej przerzutki. Druga dłuższa przerwa, na odprawienie Mszy św., ugotowanie makaronu i pół godziny drzemki. Niestety, w czasie trzeciego dystansu zaczęło wiać dość mocno w twarz, co wiadomo, nie ułatwiło im jazdy. Ale poza wiatrem to pogoda w dzień była sprzyjająca, słonecznie, nie za ciepło ani nie za zimno. Teren pagórkowaty, dziś 1300 metrów przewyższeń. Ale za to nowością był wyjazd z tajgi! Teraz już krajobraz jest nieco bardziej urozmaicony: lasy brzozowe na przemian z polami i łąkami.

Na ostatnim dystansie spotkali dwóch rowerzystów. Najpierw Francuza o imieniu (z tego, co zrozumiałam) Francois. Wyjechał on z domu w styczniu i tak codziennie pokonuje sobie 100 km. Jechał przez Polskę, a teraz wybiera się do Mongolii. Dalszych planów na podróż na razie nie ma. Co ciekawe, rowerzysta ten nie ma ze sobą telefonu komórkowego. Biedni znajomi i krewni, muszą się o niego bardzo martwić. Drugi kolarz – Mark, którego spotkali nieco później, pochodzi z Nowego Jorku. Robi on sobie takie koło: Nowosybirsk, Mongolia, Ułan Bator, Irkuck, Nowosybirsk. Tacy ludzie są dowodem na to, że podróże rowerowe mają w sobie coś niesamowicie pociągającego!

I tak nasi śmiałkowie zrobili dziś 189 kilometrów. Gdy dojeżdżali do miejscowości Usole Syberyjskie (70 km od Irkucka), podjechały do nich dwa samochody. Jeden z nich był wozem lokalnej telewizji, która dostała zlecenie na wykonanie filmu o 100-leciu kościoła w Wierszynie. Dowiedzieli się o naszych rowerzystach jadących na te obchody i postanowili dołączyć to wydarzenie do tegoż filmu. Wyśledzili ich trasę, obliczyli, kiedy mniej więcej będą w tej miejscowości, i czekali na nich przy wjeździe do miasta. Co więcej, poinformowali mieszkające tam siostry albertynki, że będą miały gości z Polski. Z drugiego samochodu, który podjechał do rowerzystów, usłyszeli „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” z akcentem rosyjskim. Był to pan, którego dziadek Polak przybył do Wierszyny jeszcze za czasów Stalina. Również chciał poznać naszych uczestników wyprawy i czekał na nich, aby pokazać im zdjęcia z Wierszyny.

I tak z taką eskortą dojechali do wspomnianego już klasztoru Sióstr Albertynek, w którym mieszkają dwie siostry Polki: s. Agnieszka i s. Talba. Jaka to radość spotkać tak daleko od Ojczyzny swoich rodaków! Radość była więc obustronna.  Siostry otwarły drzwi swojego domu na oścież. Najpierw więc wszyscy udali się do kaplicy, aby przywitać się z Gospodarzem – Panem Jezusem. Choć kaplica sióstr była niewielka, mniejsza nawet od kaplicy Ojców Oblatów w Kokotku, to wszyscy się do niej zmieścili (muszą być rzeczywiście bardzo wychudli. Gdy podziękowali za cały dzień i za gościnność sióstr albertynek, zastali zastawiony stół. Siostry przygotowały dla nich cały garnek przepysznego polskiego bigosu, ciepłą herbatę, kompot, chleb z pasztetem i dżemem do wyboru oraz cały karton słodyczy. Jednym słowem, siostry uratowały naszych rowerzystów, gdyż dziś nie było po drodze ani jednego sklepu i nie mieli by już nawet nic do zjedzenia na kolację. A tutaj, proszę – wszyscy najedzeni do syta! Co więcej: są 3 prysznice, duża pralka i wyposażona kuchnia – po prostu wymarzone miejsce na niedzielny odpoczynek! Dziękujemy siostrom za gościnność i otwartość!

Bilans dnia:

– 189 km

– 1300 m przewyższeń

– 2 rowerzystów

– 2 siostry

– 1 dętka

– 1 linka

– 3 prysznice

 

Nocleg:

Usole Syberyjskie

 

Przejechanych do tej pory kilometrów: 7952

 

Źródło: niniwateam.pl