Triumf Radwańskiej
Sobota, 29 czerwca 2013 (21:34)Rozstawiona z numerem czwartym Agnieszka Radwańska wygrała z amerykańską tenisistką Madison Keys 7:5, 4:6, 6:3 w trzeciej rundzie i awansowała do 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Pula nagród w turnieju wynosi 22,56 mln funtów.
Czwarta w rankingu WTA Tour Radwańska w Londynie broni 1400 punktów za ubiegłoroczny występ w finale, jej pierwszy i jak dotychczas jedyny w Wielkim Szlemie. Wówczas pokonała ją w trzech setach Amerykanka Serena Williams.
Keys, 52. na świecie, to jedna z utalentowanych zawodniczek objętych specjalnym programem szkoleniowo-sponsorskim prowadzonym przez Amerykański Związek Tenisowy USTA. 18-latka coraz śmielej przebija się do światowej czołówki, a przez prasę w USA okrzyknięta została nawet następczynią Williams.
Już początek trwającego dwie godziny i 22 minut meczu zapowiadał ciężką przeprawę, głównie za sprawą bardzo mocnego serwisu Amerykanki, którą trudno było przełamać. Udało się to Radwańskiej dopiero w ostatnim, dwunastym gemie, gdy poprosiła o sprawdzenie zagrania rywalki i okazało się, że było autowe, choć sędzia liniowy uważał wcześniej inaczej. Zdobyła seta dopiero po 57 minutach.
Druga partia była również bardzo zacięta i wyrównana, a do samego końca obie tenisistki bardzo dbały o utrzymywanie swoich gemów serwisowych. Z tej reguły wyłamała się 24-letnia krakowianka, która nieoczekiwanie pozwoliła się przełamać w dziewiątym, a chwilę później Amerykanka wykorzystała swoje podanie i wyrównała stan meczu, wykorzystując trzeciego setbola, po godzinie i 37 minutach walki.
Na otwarcie decydującej partii Radwańska znalazła się w opałach, gdy przy jej serwisie na tablicy pojawił się wynik 0-40. Jednak wyszła z opresji, a w kolejnym gemie była bliska objęcia prowadzenia 2:0, ale to jej się nie udało.
Potem Polka od stanu 2:2 zdobyła trzy kolejne gemy, jednego z przełamania, ale gdy odskoczyła na 5:2 w kolejnym gemie, wypuściła z ręki cztery meczbole przy podaniu rywalki.
Chwilę później wykorzystała piątego meczbola, a pierwszego przy własnym serwisie.
IK, PAP