NINIWA Team nie ma czasu na nudę
Sobota, 29 czerwca 2013 (16:13)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Beaty Fleiszner z 57. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię
Dzisiejszy dzień również nie różnił się zbytnio od standardowego wyprawowo-rowerowego dnia na Syberii. Aż trochę mi głupio pisać codziennie ten sam, powtarzający się scenariusz. Gdybym nie była na żadnej wyprawie rowerowej, to pomyślałabym, że to musi być strasznie nudne tak jechać, jeść, modlić się i spać, jeść, spać, modlić się, naprawiać rower, jechać i spać... itd. Jak można to lubić?
Ale jak chwilkę się zastanowiłam, to przecież gdyby każdy z nas robił codziennie relacje ze swojego dnia, to pewnie tak samo dałoby się wyczuć jakąś rutynę i monotonię. Ważne jest właśnie to, jak się przeżywa tę codzienność i jaki jest cel tego, co robimy. Rowerzystom będącym gdzieś tam daleko w świecie, mającym jasno określony cel i starającym się każdego dnia zaspokoić najpilniejsze potrzeby, by móc jechać dalej, czas biegnie dużo, dużo szybciej niż w normalnej codzienności.
To, co dzieje się w grupie, to, co odkrywa się w samym sobie, i to, jak trzeba dostosować się do wszystkiego, co przynosi dana chwila, dany dzień, jest tak pochłaniające, że miesiąc zdaje się zaledwie tygodniem i nie ma czasu na nudę.
Raczej nie odkryłam teraz Ameryki, ale może za to usprawiedliwiłam choć trochę swoje monotonnie pisane relacje. A więc: 5.30 pobudka (Wow! Pół godziny snu więcej), 5.45 Msza Święta, w której uczestniczył również spotkany wczoraj pan Grzegorz, kierowca TIR-a.
Wyjazd kilka minut przed 7.00. Rowerzyści musieli po cichutku się spakować i wyjść, gdyż pielęgniarki prosiły, aby ich nie obudzić tak wcześnie. W naszych szpitalach służba zdrowia jest już trochę wcześniej na nogach. Jednak pożegnać się i cyknąć obowiązkową fotę przybiegła pani gałowa, której serdecznie dziękujemy za pomoc w zorganizowaniu noclegu.
Przez pierwsze 20 kilometrów nie było asfaltu. Nie wiem, czy na szczęście, czy na nieszczęście, nie było błota, za to przeciwnie – bardzo mocno się kurzyło i nieprzyjemny pył dostawał się dosłownie wszędzie. Joli dodatkowo przebiła się dętka. Pierwsza przerwa odbyła się po 50 kilometrach, przy sklepie spożywczym. Był on dobrze zaopatrzony, coś na wzór naszych sklepów „Społem”. Ceny porównywalne do naszych, może nawet odrobinę wyższe, ale chleb tańszy! I tutaj trochę zmoczył ich deszcz. Co do deszczu, to jak zwykle niniwowcy są przed nim jakoś dziwnie chronieni. W Skandynawii pada podobno przez większość roku, a na wyprawie na Nordkapp padało zasadniczo wszędzie, ale nie na nas. I teraz jest podobnie, rowerowcy jadą często po mokrym asfalcie, co oznacza, że chwilę przed nimi padało, a z boków również widać, że są deszczowe chmury.
Na przerwę obiadową zatrzymali się na trawniku przed jednym z drewnianych domków, a jego właściciele przynieśli rowerzystom tyle wrzątku, ile tylko potrzebowali. Jednak jeszcze większą sympatię wzbudziła u nich 3-letnia Pola, która przynosiła co chwilkę z domu ciasteczka i częstowała naszych łakomych sybajkraków. Ów domek znajdował się około 100 metrów od torów Kolei Transsyberyjskiej i ktoś zauważył tabliczkę z numerem 4856, co oznacza, że tyle kilometrów dzieli to miejsce od Moskwy, skąd wyrusza transport kolejowy i biegnie aż na sam kraniec Rosji.
Po kolejnym dystansie 50-kilometrowym nastąpiła krótka przerwa na doładowanie energii, by dobić ostatnie 27 kilometrów do miejsca noclegu. W czasie jazdy doszło do jeszcze jednej awarii. Mateuszowi Majchrzakowi po raz drugi wkręciła się tylna przerzutka w szprychy, ale tym razem wykrzywił się przez to łańcuch.
Dzisiaj nastąpiło kolejne spotkanie kolarzy z rodakiem! Z jednego z przejeżdżających obok kolumny rowerzystów samochodu wychyliła się pani, która krzyknęła: „Wy do Wierszyny?”. Takie zdanie było rzeczywiście nowością, bo zazwyczaj Rosjanie pytają ich tylko, skąd jadą. A tym razem okazało się, że pani pochodząca z Gdańska słyszała w naszym polskim radiu, Trójce, o Polakach wybierających się rowerami do Wierszyny. Pozdrawiamy!
W sumie przejechali dziś 187 kilosów i śpią w wiosce, której nazwy nikt nie pamiętał, a nawet jak pamiętał, to już spał w tym czasie, gdy ojciec zdawał relację z dnia. Śpią za domem przy lesie, za zgodą właścicieli tej ziemi. Pani gospodyni powiedziała, że nie będzie dzisiaj niedźwiedzi. Trzymamy ją za słowo. Gdy już się rozbili, pomodlili się Litanią do NSPJ i odmówili modlitwę za wstawiennictwem bł. księdza Popiełuszki. W tym samym czasie przyszła z lasu ekipa dzieci i młodzieży, którzy, jak mówili, świętują urodziny jednego z kolegów i robią w lesie ognisko.
Dało się wyczuć i zauważyć, że nie dadzą rady już długo poimprezować. Chłopcy byli bardzo zainteresowani wszystkim, co mają ze sobą nasi kolarze, wchodzili nawet do namiotów i nie bardzo dało się im wytłumaczyć, że rowerzyści chcieliby już iść spać i mieć trochę ciszy. Na szczęście ktoś z mieszkańców wioski zauważył, że coś się dzieje pod lasem i zadzwonił po policję. Gdy młodzieniaszki zauważyły radiowóz, prysnęły w las. Panowie policjanci obiecali, że co godzinę będą podjeżdżać i sprawdzać, czy uczestnikom wyprawy nic nie grozi. Ciekawe, jak wygląda interwencja policji, kiedy do namiotu wchodzi niedźwiedź... Miejmy nadzieję, że nigdy się tego nie dowiemy.
Na deser ciekawostka. Michał z Hanią wymyślili sposób na senność. Kiedy chce im się spać, a trzeba pedałować, wąchają cynamon! Akurat studenci i uczniowie mają wakacje, więc nie potrzebują teraz „obudzaczy”, ale osoby pracujące mogą przetestować, czy taka metoda jest skuteczna na przysypianie.
Bilans dnia:
– 187 km dystansu
– 968 m przewyższeń
– średnia prędkość: 20 km/h
– jedna dziurawa dętka
– skrzywiona przerzutka i łańcuch
Źródło: niniwateam.pl