• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Nie ma umowy, są umorzenia

Sobota, 29 czerwca 2013 (02:00)

Choć śledztwa w sprawie mordów ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej trwają kilkanaście lat, a świadkowie wskazują sprawców, do sądu nie wpłynął ani jeden akt oskarżenia.

Przywódcy nie żyją, a pozostałych sprawców trudno zidentyfikować – tłumaczą prokuratorzy pionu śledczego IPN. Poza tym brakuje umów z Ukrainą, które dopuszczałyby ściganie rozpoznanych sprawców zbrodni.

– Obecnie trwają 32 postępowania w Oddziałowych Komisjach w Lublinie, Rzeszowie, Wrocławiu i Krakowie, część została zakończona umorzeniem – informuje „Nasz Dziennik” Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy IPN.

Śledztwo „w sprawie zbrodni ludobójstwa popełnionych na terenie byłego województwa wołyńskiego w latach 1939-1945 przez nacjonalistów ukraińskich” jest prowadzone w Lublinie.

– Jest jedno śledztwo w przypadku Wołynia, odnośnie do innych terenów szereg śledztw prowadzą inne oddziałowe komisje – wyjaśnia prok. Piotr Zając z pionu śledczego IPN w Lublinie.

Wiele śledztw trwa już ponad dziesięć lat, część została już umorzona, bo od 2003 r. prowadzonych było ponad 50 tego typu postępowań.

W oddziale rzeszowskim z głównego śledztwa w sprawie „zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej na terenie byłego powiatu sanockiego w latach 1943-1947” prowadzonego od 2000 r. (wcześniej było zawieszone) „wyłączono i załatwiono w sposób merytoryczny około 18 wątków” czy w przypadku powiatu Lesko ok. 12 wątków – co oznacza umorzenia. Jak podkreślają prokuratorzy, „obecnie wyjaśniane są okoliczności zbrodni” w wielu miejscowościach, m.in. takich jak: Tyrawa Wołoska, Kulaszne, Rymanów, Komańcza, Kamienne, Jawornik, Szczawne.

Prokuratorzy wskazują na obiektywne trudności w ustaleniu osób odpowiedzialnych za mordy. – Przywódcy OUN-UPA nie żyją, możemy jedynie próbować poszukiwać tych bezpośrednich wykonawców – wskazuje prok. Zając.

– Kilkakrotnie podejmowaliśmy próby wyjaśnienia pewnych okoliczności czy zdarzeń, świadkowie próbowali typować sprawców, natomiast te czynności na terenie Ukrainy nie potwierdziły tego na tyle, żeby była możliwość sformułowania zarzutów – zaznacza prokurator.

Dodaje jednak, że śledztwo jest dynamiczne i nie można wykluczyć, że dojdzie do wniesienia do sądu aktu oskarżenia. – Śledztwo jest cały czas prowadzone, sytuacja jest dynamiczna. Nie można wykluczyć, że kogoś uda się pociągnąć do odpowiedzialności karnej – mówi prok. Zając.

Świadkowie w zeznaniach niejednokrotnie wskazują sprawców. Tak jest choćby w śledztwie w sprawie zbrodni w powiatach Kałusz i Rohatyń (woj. stanisławowskie). Przesłuchano w nim ponad 400 świadków. – Podali szereg nazwisk sprawców zbrodni i ukraińskich mieszkańców danej miejscowości, którzy wskazywali napastnikom osoby narodowości polskiej – zapewnia śledczy.

Jednak jak pokazuje przypadek umorzenia w maju zeszłego roku śledztwa w sprawie ludobójstwa na terenie byłego powiatu stanisławowskiego, może być i inaczej – nie wykryto sprawców.

– Przyczyniły się do tego okoliczności obiektywne, w tym wiek wskazanych osób w chwili popełnienia przestępstwa i prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że osoby te już zmarły i sprawdzenie ich linii obrony nie jest możliwe, zbyt mała liczba danych pozwalających ustalić ich tożsamość, fakt wywiezienia wielu osób podejrzewanych o sprzyjanie nacjonalistom ukraińskim na Syberię – uzasadnia taką decyzję prok. Lilianna Ciepłoch z wrocławskiego pionu śledczego IPN.

Wskazuje jeszcze na jedną istotną przyczynę umorzenia. Chodzi o brak umów z Ukrainą, które by umożliwiły ściganie sprawców.

– Brak stosownych umów w obrocie prawnym z Ukrainą pozwalających na ściganie i ukaranie sprawców tych zbrodni w przypadku ich ustalenia – podkreśla prok. Ciepłoch.

Cały czas jednak śledczy z kilku oddziałów przesłuchują świadków i przeszukują archiwa. Jak podkreśla prokurator z oddziału wrocławskiego IPN Konrad Bieroń, w jednym ze śledztw przesłuchano ponad 2 tys. świadków, a akta liczą już 123 tomy.

W przypadku archiwów znajdujących się na terenie Ukrainy prokuratorzy napotykają trudności, ponieważ udostępnia się im mało wartościowe dokumenty. W śledztwie w sprawie zbrodni na terenie powiatu Buczacz (Tarnopolskie) co prawda „Dyrekcja Archiwum Służby Bezpieczeństwa we Lwowie wyraziła zgodę na zapoznanie się z dostępnym materiałem dotyczącym spraw karnych przeciwko członkom i dowódcom UPA”, jednak po kwerendzie okazało się, że „strona ukraińska udostępniła wyselekcjonowaną część dokumentów archiwalnych, które są jednakże mało przydatne dla śledztw”. Podobnie jak w przypadku śledztwa w sprawie mordów na terenie dawnego powiatu Podhajce (Tarnopolskie).

Z kolei, jak informuje prowadząca śledztwo prok. Bogusława Marcinkowska, w dochodzeniu prowadzonym przez krakowski pion śledczy w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej dokonanej przez ukraiński oddział XIV Dywizji SS Galizien zwrócono się do strony rosyjskiej, ukraińskiej i niemieckiej.

„Strony rosyjska i ukraińska odpowiedziały, że w tej sprawie nie mają żadnych dokumentów”.

Prokuratorzy są jednak pewni, że mordy dokonywane na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej były zbrodnią ludobójstwa.

W świetle dotychczasowych ustaleń nie ulega wątpliwości, że zbrodnie, których dopuszczono się wobec ludności narodowości polskiej, noszą charakter niepodlegających przedawnieniu zbrodni ludobójstwa – podkreślają śledczy lubelscy w informacji o stanie śledztwa.

Podobnie jak prokuratorzy z oddziału wrocławskiego, gdzie toczy się kilkanaście śledztw dotyczących mordów w poszczególnych powiatach Małopolski Wschodniej. Prokurator Ciepłoch podkreśla, że „stwierdzono, że zbrodnie te, mające na celu wyniszczenie ludności narodowości polskiej, zamieszkującej tereny Małopolski Wschodniej, wyczerpują znamiona zbrodni ludobójstwa”.

W ocenie historyków, podczas masowych zbrodni popełnionych przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło od 100 do 130 tys. Polaków.

Zenon Baranowski