• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Nocleg NINIWA Team w szpitalu

Piątek, 28 czerwca 2013 (10:22)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Beaty Fleiszner z 56. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Dzisiejszy dzień do złudzenia przypominał wczorajszy. O 5.00 pobudka, na dworze czuć było zimę, więc rozpoczęli Mszą Świętą i przed godz. 7.00 wyruszyli w drogę.

Pierwsza przerwa po 55 km na barierkach przy drodze. Druga przerwa, obiadowa, po 55 km, przy długo wyczekiwanym już sklepie spożywczym, który okazał się  bardzo drogi. Chwila drzemki i kolejny dystans 50-kilometrowy, po którym nastąpiła krótka przerwa 15-minutowa, aby zjeść coś dobrego i na tych kaloriach docisnąć ostatnie 23 km do noclegu.

Jeżeli chodzi o nocleg, to pierwsza próba szukania miejsca do odpoczynku nastąpiła w miejscowości Wierszyna! Niestety, to jeszcze nie ta Wierszyna, do której zmierzają. I dobrze, bo tam nikt nie chciał ich przyjąć, ani w szkole, ani w domu kultury.

Jednak dostali kontakt do pani „gałowej” z sąsiedniej wioski Szeberty. „Gałowa” to ktoś w rodzaju burmistrza czy sołtysa. I tak znaleźli nocleg w miejscu, w jakim NINIWA Team jeszcze nigdy nie nocowała. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że można by znaleźć schronienie w szpitalu!

Trochę mnie zdziwiła ta informacja, więc zaczęłam wypytywać, czy przypadkiem  nie zamknęli ich w „psychiatryku”, na jakim oddziale i w ogóle o co chodzi? A więc: szpital jest „ogólny” z dziesięcioma salami, bez podziału na oddziały. Pacjenci też nie są podzieleni ani ze względu na problemy zdrowotne, ani na wiek, a teraz jeszcze pomiędzy nimi na wolnych łóżkach leżą nasi uczestnicy wyprawy. Szpital jest cały z drewna, nie ma ciepłej wody i posiada tylko dwie toalety.

Na korytarzu jest piec elektryczny, na którym można sobie coś ugotować. Tak że ogólnie wszyscy się cieszą! Pacjenci i pracownicy szpitala, że coś się dzieje, a nasi, że spotykają się z taką życzliwością ludzi i mają bezpieczne schronienie na noc.

Jak widać, rowerzyści unikają rozbijania namiotów, ale nie ze względu na zimne noce. Tak szczerze to boją się dzikich zwierząt, zwłaszcza niedźwiedzi, przed którymi ostrzegają ich wszyscy spotykani ludzie.

W ciągu dnia temperatura sprzyjająca jeździe, kilkanaście stopni powyżej zera, teren górzysty i oczywiście zalesiony. Dziś tylko jedna awaria – Sławkowi urwała się linka od przerzutek, ale nasi techniczni szybko wymienili, co trzeba. Jako że ruch samochodowy jest niewielki, ekipa jedzie jedną zwartą kolumną i planują już do końca wyprawy nie dzielić się na grupy.

Aby trochę zaburzyć monotonię codziennego kręcenia oraz rozweselić towarzystwo, prowadzący przez jakiś czas kolumnę Szymon Zieliński i Kuba Kostrzewski na jednej z przerw zamienili się cichaczem rowerami, koszulkami, okularami i kaskami. Wiedział o tym tylko Filip i co jakiś czas podjeżdżał do któregoś ze współwyprawowiczów i zachęcał, aby podjechał do kolegów z czołówki, bo mają pyszne cukierki. I tak zwabiony dodatkowymi węglowodanami śmiałek podjeżdżał poprosić o cukierka Kubę lub Szymona i przez chwilę nie wiedział, o co chodzi, bo coś było nie tak. Podobno każdy kolejny miał przez chwilę wrażenie, że zgłupiał, bo nie poznawał swoich kolegów, z którymi jedzie już przez 56 dni! Takie oto wybryki budują fajną atmosferę w grupie.

Ale dziś tak naprawdę na czele jechała Ania Baran. Biedulce całą trasę przeszkadzali chłopcy, chwytając ją za koszulkę, aby ułatwić sobie jazdę. Takimi cwaniakami byli: Piotrek Waksmundzki, który nawet musiał oddać przyczepkę Szymkowi, Kuba Hepner i Wojtek Mazur. Ale tylko pomagając sobie wzajemnie, są w stanie dojechać do celu!

Na koniec jeszcze (standardowo już) dwie ciekawostki. Pierwszą z nich jest stwierdzenie rowerzystów, że w Rosji jest najsmaczniejszy chleb! To rzeczywiście nowość, bo na każdej z wypraw chleb był zdecydowanie dużo gorszej jakości niż polski. Na przykład w drodze do Jerozolimy pieczywo przypominało gruby placek, a smakowało jak upieczona mąka z wodą bez żadnych dodatków. W drodze na Nordkapp zjadane były tylko bagietki, a chleb mógł się schować przy naszym, w dodatku był strasznie drogi  (około 20 zł za bochenek). A w Rosji chleb kosztuje 2 złote i w smaku jest, ich zdaniem, nawet smaczniejszy od naszego polskiego pieczywa.

Kolejną nowinką jest dzisiejsze spotkanie z Grzegorzem z Sieradza. Pan Grzegorz od kilku już lat regularnie jeździ TIR-em z Polski do Rosji. Opowiadał naszym rowerzystom, do jak tragicznych sytuacji dochodzi w jego pracy zimą na Syberii. Podobno niebezpiecznie jest robić sobie tam jakiekolwiek przerwy, gdyż po nich TIR może już nie zapalić ponownie, a gdy nie zapali, bo wszystkie płyny zamarzną, to i sami kierowcy zamarzają, gdyż nie mają się jak ogrzać przy nawet 40-stopniowym mrozie. Ogólnie rozmowa toczyła się tak sympatycznie, że pan Grzegorz postanowił przerwać swoją jazdę na dziś i nocuje razem z rowerzystami w szpitalu, a rano po wspólnie przeżytej Eucharystii uda się w dalszą podróż.

Aha, i jeszcze sprawa naszych telefonowych bohaterów – Marcela i Marcina. Otóż dołączyli oni do grupy po północy, a na miejscu czekała już na nich przygotowana przez Sonię ciepła kolacja. Niestety, gdy chłopcy dotarli do szkoły, telefonu już tam nie było. Szkoda, że nie udało się go odzyskać, ale bardzo podziwiam taki gest poświęcenia.

 

Podziękowania:

– zaległe podziękowania dla Mieszka Maliszewskiego, który pisał kilka dni temu relacje

 Bilans dnia:

– 183 km dystansu

– 1600 m przewyższeń

– jedna zerwana linka

 

Nocleg:

Szeberta

Przejechanych do tej pory kilometrów: 7576

 

I jeszcze dodatkowa minirelacja z autokaru, który jest już od wczoraj w drodze do Wierszyny! Pierwszą granicę z Ukrainą udało się pokonać bez większych problemów. Autokarowcy zgodnie z planem przepakowali swoje bagaże oraz wszystkie dary, jakie wiozą dla Polaków mieszkających w Wierszynie, do innego autokaru. Gorzej było na granicy z Białorusią, gdzie spędzili siedem godzin i musieli udostępnić celnikom do wglądu cały przewożony przez nich bagaż. Ale już ruszyli i zmierzają w stronę Smoleńska.

Źródło: niniwateam.pl