Szandory stawiano świadomie
Środa, 18 lipca 2012 (08:02)Na posiedzeniu zespołu kryzysowego pojawiły się informacje, że postawienie metalowych zapór podniesie poziom wody w części Kędzierzyna-Koźla i sąsiednich wsi - przyznał na pierwszej rozprawie jeden ze świadków. Powodzianie domagają się od samorządu odszkodowania za poniesione straty.
Po długich przepychankach prawnych wczoraj przed Sądem Okręgowym w Opolu ruszył proces z pozwu zbiorowego powodzian. Ponad 130 mieszkańców jednej z części Kędzierzyna-Koźla i dwóch okolicznych gmin domaga się odszkodowania od miasta i powiatu za szkody, które ponieśli w wyniku decyzji samorządowców podczas powodzi na rzece Odrze w dniach 18 i 19 maja 2010 roku.
Reprezentant powodzian Kazimierz Krzynówek podkreśla, że z powodu błędnych decyzji urzędników mieszkańcy ul. Raciborskiej utracili dorobek swojego życia. Istotną rolę odegrała tu decyzja o postawieniu tzw. szandorów, czyli metalowych zapór. Jak przyznał na pierwszej rozprawie Marek Waszkiewicz, szef powiatowego zespołu zarządzania kryzysowego, podczas powodzi na posiedzeniu zespołu kryzysowego skupiającego przedstawicieli miasta i starostwa padły głosy, że postawienie szandorów podniesie poziom wody w części miasta, której zagrażało zalanie.
- Powiedziano, że konsekwencje postawienia szandorów będą takie, że nas tutaj zaleje - wskazuje Krzynówek. - Podejmując decyzję o postawieniu szandorów, członkowie zespołu kryzysowego byli świadomi, że może to zwiększyć poziom zalania wsi Kobylice - podkreśla radca prawny Paweł Gawor z Kancelarii Prawnej "Gawor i Partnerzy" w Opolu, który jest pełnomocnikiem prawnym powodzian. - Nie zastanawiano się nad tym, czy można to zagrożenie w jakiś sposób zmniejszyć albo zlikwidować. Waszkiewicz nie pamięta, żeby były rozmowy na ten temat - dodaje mecenas.
Jedna opcja
Gawor zaznacza, że nie chodzi nawet o samo postawienie szandorów, ale o "świadome ich postawienie". - Na razie z wypowiedzi pana Waszkiewicza wynika, że w ogóle nie myślano o tym, czy można zmniejszyć poziom zalania Kobylic, czy też nie, nie rozważano możliwości wysadzenia wałów, a świadomość zwiększenia zalania poprzez postawienie szandorów była, uprzedzał o tym w imieniu miasta Andrzej Leja, szef miejskiego zespołu kryzysowego - mówi Gawor.
Kolejna rozprawa ma się odbyć w połowie września. Mają wówczas zeznawać ówczesny starosta kędzierzyński Jerzy Gisman, ówczesna wiceprezydent miasta, a obecna poseł PO Brygida Kolenda-Łabuś, która podjęła decyzję o postawieniu zapór, zatwierdzoną później przez starostę. - Chodzi o to, jak się odbyło w ogóle podejmowanie decyzji, jakimi metodami szacowali zagrożenia, czy starali się to zagrożenie zmniejszyć - zastanawia się Gawor.
- Jesteśmy pewni w tej sprawie swoich racji - stwierdza Grzegorz Fuławka, inny przedstawiciel powodzian, który jest zadowolony z zeznań Waszkiewicza.
Zenon Baranowski