Wielka Pętla po raz setny
Czwartek, 27 czerwca 2013 (20:44)Już w najbliższą sobotę z wielką pompą ruszy 100. największy wyścig kolarski świata i jedna z największych imprez sportowych Francji, czyli Tour de France. W związku z tą wyjątkową rocznicą organizatorzy przygotowali równie wyjątkową trasę, która ma być niesamowitym wyzwaniem dla kolarzy i niezapomnianym widowiskiem dla kibiców.
Najlepsi kolarze mają w sumie do przejechania 3404 km najeżone różnorodnymi trudnościami. To, na co oczywiście najbardziej czekają kibice, to etapy górskie. Specjalnie na rocznicę przewidziano w sumie aż 28 podjazdów najwyższych kategorii, czyli dwukrotnie więcej niż choćby przed rokiem. Są to przełęcze górskie, które są wizytówkami Touru od niemal samego jego początku.
Fani kolarstwa już dziś zacierają ręce, słysząc nazwy takie jak: Mont Vantoux, Col de la Madeleine, Col du Tourmalet czy Alpe d’Huez (przejeżdżane dwa razy na jednym etapie!!!). Bez bicia należy przyznać, że po raz pierwszy od kilku dobrych lat trasa wyścigu dookoła Francji wygląda na naprawdę trudną i nie wywołuje uśmiechu politowania w porównaniu z profilem np. Giro d’Italia.
Do tego dochodzą jeszcze trzy jazdy na czas, w tym jedna drużynowa, która powinna ustawić klasyfikację generalną w pierwszym tygodniu ścigania. Największe trudności oczywiście na sam koniec. Walka o żółtą koszulkę może się rozegrać nawet na przedostatnim etapie.
A skoro 100. rocznica, to organizatorzy przygotowali nie tylko wyjątkowo ciekawą trasę, ale także mnóstwo atrakcji dla kibiców. I tak będziemy mogli z całą pewnością obejrzeć różnorodne wspomnienia, filmy archiwalne, zdjęcia i reportaże z całej ponadstuletniej historii wyścigu (edycja jest setna, ale wyścig dużo starszy – nie był rozgrywany w czasie wojen).
Będziemy mogli posłuchać opowieści o niezapomnianych momentach, wielkich wydarzeniach oraz wspaniałych mistrzach tej imprezy. Usłyszymy z całą pewnością wielokrotnie o legendach Touru, nazwiska takie jak: Bernard Hinault, Jacques Anquetil, Miguel Indurain, Eddy Merckx czy Greg LeMond dziesiątki razy. Być może także usłyszymy o „polskim” zwycięzcy Rogerze Walkowiaku. Obejrzymy przebitki z największych tryumfów kolarzy, ale i chwil słabości, będziemy im towarzyszyć na historycznych podjazdach i brać udział w legendarnych walkach z rywalami.
Problem pojawi się w momencie, kiedy przyjdzie wspominać ostatnie piętnaście lat wyścigu. Bo jeszcze o ile końcowe zwycięstwa Jan Urlicha i Marco Pantaniego, choć do dziś owiane aurą wszechobecnego w peletonie dopingu, są raczej akceptowane, to następująca tuż po nich „era Armstronga” według najnowszych ustaleń… w ogóle się nie wydarzyła.
Zastanawiające jest, czy wobec tego osoba Teksańczyka, do niedawna jeszcze ośmiokrotnego zwycięzcy Touru, jego żywej legendy, wręcz symbolu, zostanie pominięta całkowitym milczeniem. Myślę, że jest to całkiem prawdopodobne, gdyż nawet na oficjalnej stronie wyścigu w kontekście największych momentów z jego historii nie pada ani razu nazwisko Amerykanina.
Historia musi więc być pisana na nowo. Muszą pojawić się nowi bohaterowie, o jaśniejszych kartach karier i bez wiszących nad nimi nieustannie podejrzeń o doping. Wciąż nie możemy być pewni, że producenci środków wspomagających sportowców nie wyprzedzają o krok komisji, które z nimi walczą, jednak musimy zauważyć, że tak twarda walka z procederem dopingu jak obecnie w światowym peletonie zdecydowanie musi zniechęcać do opierania na nim swojej kariery. Z dobrym kibicowskim sercem zakładamy więc, że Tour de France 2013 jest czysty jak nigdy od 100. edycji, i zasiadamy do kibicowania. A komu możemy kibicować?
W tegorocznej Wielkiej Pętli weźmie udział w sumie trzech Polaków. Będą to: Michał Kwiatkowski, Maciej Bodnar i Przemysław Niemiec. Najłatwiej w kolorowym peletonie wypatrzeć nam będzie Kwiatkowskiego, który zaledwie kilka dni temu zdobył mistrzostwo Polski, wobec czego na Tour pojedzie w biało-czerwonej koszulce. Z całą pewnością młody Polak będzie chciał się zaprezentować z dobrej strony na tak prestiżowym wyścigu i możemy oczekiwać, iż zobaczymy naszego orła atakującego na kilku etapach.
Duży apetyt swoją jazdą w Giro d’Italia rozbudził w kibicach Przemysław Niemiec, który był tam szósty w klasyfikacji generalnej. Sam zawodnik studzi oczekiwania, podkreślając, że nie wie, jakie zadania wyznaczy mu zespół i o jakie cele będzie walczył. Trzeci z naszych, Maciej Bodnar, z całą pewnością będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony podczas czasówek.
A faworyci do końcowego zwycięstwa? W zgodnej opinii obserwatorów i komentatorów, pewniakiem do tryumfu jest Brytyjczyk Chris Froome. Urodzony w Kenii zawodnik, w zeszłym roku „jedynie” pomocnik zwycięzcy Bradleya Wigginsa, obecnie dostaje szansę potwierdzenia swoich niebywałych umiejętności.
Jego mocarstwowe plany będzie chciała jednak pokrzyżować grupa zawodników z Hiszpanami Alberto Contadorem, Joaquimem Rodriguezem i Alejandro Valverdem na czele. Broni składać nie powinni również Australijczyk Cadel Evans czy Belg Jurgen Van den Broeck, lecz w tym miejscu lista faworytów chyba się niestety kończy. Oczywiście, należy liczyć się z niespodziankami, iż ktoś nietypowany do roli zwycięzcy zamiesza w czołówce… Może jakiś Niemiec…
Podsumowując, 100. Tour de France zapowiada się bardzo ciekawie, z dużą ilością wycieczek sentymentalnych, z taką samą liczbą podjazdów i z ostrą walką do samego końca… ale bez Armstronga.
Łukasz Sianożęcki