Dyskutujmy o faktach
Czwartek, 27 czerwca 2013 (02:00)Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem prasowym płk. Ryszarda Kuklińskiego w kraju, rozmawia Marcin Austyn
Dlaczego biogram płk. Ryszarda Kuklińskiego zawarty w „Wielkiej Księdze Patriotów Polskich” wydanej przez Białego Kruka budzi tyle kontrowersji?
– Nie mam nic przeciwko temu, by dokładnie badać życiorysy wielkich Polaków, w tym także płk. Ryszarda Kuklińskiego, bo i sam to czynię. Jeśli jednak stawiane są tezy, jak np. ta, że płk Kukliński nawiązał współpracę z CIA inaczej niż jest to powszechnie wiadome, bo poprzez zachodnioniemiecką Federalną Służbę Wywiadowczą, czy że brał pieniądze od Amerykanów, albo że był podwójnym agentem, to odnoszę wrażenie, że autor biogramu nie zapoznał się z żadnymi materiałami źródłowymi i żadnymi książkami, jak chociażby „Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne” Benjamina Weisera, czy nawet nie obejrzał filmu „Gry wojenne” Dariusza Jabłońskiego. Tam wypowiadają się wysocy rangą funkcjonariusze CIA i w sposób jednoznaczny mówią o Kuklińskim. Oczywiście wiadomo, że do niektórych źródeł rzucających nowe światło dociera się po latach badań. I gdyby autor biogramu dotarł do tych relacji oraz na ich podstawie wysnuwał wnioski, to co innego. Ale podawane informacje nie mają tej bazy. Ponadto zarzut stawiany jest w sytuacji, w której najlepszy dowód niewinności Kuklińskiego dał komunistyczny sąd wojskowy, który w 1984 r., skazując go zaocznie na karę śmierci, bardzo chciał wykazać, że był on płatnym szpiegiem, ale prokuratura wojskowa nie była w stanie mu tego udowodnić. Bo nie brał tych pieniędzy. Nie żył też na jakimś bardzo wysokim poziomie. Oczywiście miał stosunkowo duże pobory, bo pełnił wysokie funkcje w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, ale jego styl życia nie odbiegał od stylu innych oficerów. Nie wiem, skąd pan dr Tymoteusz Pawłowski czerpał wiedzę. I przykro mi, że powtarza pewne tezy propagandy komunistycznej.
Autor biogramu, mimo zarzutów stawianych Kuklińskiemu, za szefem CIA Williamem Caseyem stwierdza, że nikt na świecie nie zaszkodził komunizmowi jak on.
– Zatem Kukliński, będąc podwójnym agentem, na polecenie Kremla rozbijał Związek Sowiecki? Oczywiście możemy założyć dowolną teorię, tylko musi zostać ona poparta dowodami. Jeśli ich nie ma, pozostajemy w sferze domniemań. W tym wypadku są one o tyle przykre, bo są powtórzeniem komunistycznej propagandy prowadzonej przeciwko Kuklińskiemu. Ponadto stawiając zarzut pobierania wynagrodzenia od Amerykanów, dochodzimy do pewnego kuriozum, ponieważ wszyscy amerykańscy współpracownicy Kuklińskiego wyraźnie zaznaczali, że nie brał on żadnych pieniędzy. Tylko sprzęt, za pomocą którego nawiązywał kontakt z CIA. A jedynym warunkiem współpracy było to, że w razie zagrożenia zostanie ewakuowany wraz z rodziną na Zachód, co zresztą się stało. Amerykanie byli pod ogromnym wrażeniem tego, że Kukliński działał w sposób bezinteresowny, z pobudek patriotycznych. Dlatego też nigdy nie nazywali go szpiegiem, ale oficerem współpracującym. Jestem przekonany, że gdyby Amerykanie mieli jakiekolwiek wątpliwości co do Kuklińskiego, zachowaliby wstrzemięźliwość w jego ocenie. Oczywiście bardzo chętnie wejdę w rzeczową dyskusję z dr. Pawłowskim. Wprawdzie jestem filozofem, ale sprawę płk. Kuklińskiego znam dość dobrze. Nie zakładam, że moja wiedza o pułkowniku jest kompletna, bo być może są rzeczy, o których nic nie wiem. Tymczasem opinia CIA o Kuklińskim jest dla mnie wiążąca. Jeśli było inaczej, to oczekuję dowodów, relacji świadków. Zresztą pan prof. Andrzej Nowak, który jest redaktorem tego tomu i wybitnym znawcą historii, wycofał się z tej najbardziej kontrowersyjnej części publikacji i zapewnił, że te fragmenty w drugim wydaniu będą usunięte. Z prof. Nowakiem znamy się od wielu lat i myślę, że nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że otrzymałem od niego list, w którym ubolewa nad tym, co się stało. Jestem za to pełen uznania dla niego, bo nie udaje, nie ucieka od prawdy, tylko stwierdza wprost, że to niedopatrzenie, że to wynik pośpiechu i przeprasza.
Wydawca z jednej strony tłumaczy, że za dziełem stoją wybitni profesorowie, a z drugiej dodaje, że w publikacji pośród prawie 500 biogramów mógł znaleźć się ten mniej udany…
– Dziwię się takiej postawie, szczególnie że prof. Nowak dał najlepszą lekcję tego, jak należało się zachować. Naukowiec musi umieć przyznać się do błędu i liczę, że dr Pawłowski także będzie umiał to zrobić. Osobiście bardzo cenię wydawnictwo Biały Kruk i mam nadzieję, że był to wypadek przy pracy, ale próby usprawiedliwiania błędu są nie na miejscu. Szczególnie że pojawia się w nich pean na cześć podwójnej agentury Kuklińskiego. To ślepa uliczka. Skoro już redaktor tomu uznaje błąd, to wydawca, który jednak nie jest specjalistą w dziedzinie historii, powinien zająć zbieżne stanowisko. Nie jest też tak, jak twierdzi wydawca, że jeden biogram decyduje o krytycznej ocenie całego dzieła. Nie. To normalne, że przy ocenie publikacji zwraca się uwagę na aspekty wybitne lub te mniej udane. Przyznam, że po lekturze biogramu płk. Kuklińskiego wahałem się, czy zabrać głos, bo nie chciałem uderzać w tak zasłużone wydawnictwo, ale przekonano mnie, że jako rzecznik pułkownika muszę interweniować. Ale zaznaczam, moje wystąpienie nie przekreśla całej publikacji, a jest tylko sprzeciwem wobec błędów, jakie wkradły się w jeden z biogramów. I zgadzam się z tym, że wielu zasłużonych Polaków błądziło. Józef Piłsudski współpracował z austriackim wywiadem. I co? Nikt z tego nie robi tajemnicy. Tu biogram Kuklińskiego usprawiedliwiany jest tym, że jego zasługi są większe niż to, co zrobił złego. Tyle że to, co złe w jego życiorysie, bazuje na podejrzeniach. A na problem trzeba spojrzeć faktograficznie. Zatem podtrzymywanie wersji, że Kuliński był podwójnym agentem, iż brał pieniądze od Amerykanów, ale w sumie to bardzo się zasłużył, wymaga dowodów.