• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

NINIWA Team: Siła leży w miłości

Środa, 26 czerwca 2013 (10:32)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Dalszy ciąg relacji Mieszka Maliszewskiego z 53. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Ciąg dalszy relacji z 24-godzinnej jazdy.

Dzień rozpoczął się kwadrans po północy Mszą Świętą. Większość wcześniej nie szła nawet spać. Pierwsza przerwa po 50 km na jakimś przystanku w lesie, więc króciutko, 15 minut. Po kolejnej pięćdziesiątce pół godziny na stacji benzynowej, na której nic przydatnego dla kolarzy nie było.

Następna pięćdziesiątka i następna stacja, tym razem z wrzątkiem od obsługi. Po dwustu kilometrach czas na obiad. We wsi dostali wrzątek. Przy wietrznej pogodzie i kilku stopniach powyżej zera taki prezent jest doceniany. Po 40 km grupa przejeżdżała przez Kańsk. Były sklepy, więc była też przerwa. Cykliści wywołali spore zaineresowani mieszkańców. Niektórzy mówili, że czytali o nich w gazetach. Jeszcze inni wspomnieli, że na pewnym forum rowerowym są tłumaczone na rosyjski nasze codzienne relacje. Jednym słowem – SŁAWA.

Ostatni etap poniedziałkowego maratonu to 33 km i przyjazd o 23.30 do Iłańskiego. Tak jak przypuszczałem, znaleźć o tej porze nocleg to niełatwe zadanie. W pierwszej szkole babcia woźna nie wpuściła, w domu modlitwy baptystów babcia nie wpuściła, w drugiej szkole kolejna babcia woźna nie wpuściła. Oj, babcie, babcie! Nieładnie, nieładnie. Na dworze 3 st. C, w tajdze wilki i niedźwiedzie, a wy nie wpuszczacie. Na szczęście po drodze grupą zainteresowali się policjanci. Jeden, drugi radiowóz. Zadzwonili do komendanta, komendant do dyrektora pierwszej szkoły i o 0.20 babcia musiała ustąpić. Tak stał się cud znalezienia noclegu .

Podczas dzisiejszej rozmowy z o. Tomkiem (we wtorek o 15.00 tamtejszego czasu nadal byli w Iłańskim) okazało się, jak ciężki był poniedziałkowy dystans. Otóż dwukrotnie podczas jazdy wywracali się Filip, Michał Kandefer i Kuba Kostrzewski, a po jednym razie Ula i Justyna. Na dokładkę gumę złapali Górnik i Waks, a Piecu zerwał linkę od przerzutek. Jakby tego było mało, kryzys dopadł Kubę Hepnera i Anię, więc podzielili się sakwami z Filipem, Mateuszem M., Witkiem, Wojtkiem i Waksem.

Dzień jazdy w intencji Rosji okazał się bardzo trudny, adekwatny do kalibru sprawy. Względnie niewiele przejechanych kilometrów, ale nie o to chodziło. Chodziło o trud i faktycznie towarzyszył on rowerzystom przez cały czas. Była to lekcja miłości ze względu na niższą dyspozycję niektórych członków ekipy. Ten dzień pokazał, gdzie leży ich siła. Nie w sprzęcie, nie w kondycji, a w miłości, trosce jeden o drugiego. W poniedziałek w Kościele był wspominany Jan Chrzciciel. Jak on wskazywał na Jezusa, tak po tym maratonie rowerowi pielgrzymi wskazują na Boga, który jest Miłością.

 

Źródło: niniwateam.pl