Sytuacja jest tragiczna
Sobota, 14 lipca 2012 (09:22)Z Rafałem Dzięciołowskim, ekspertem ds. Polaków na Wschodzie, wieloletnim członkiem władz Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie", rozmawia Maciej Walaszczyk
Jest Pan w kontakcie z wydawcami i dziennikarzami polskich mediów na Wschodzie. W jakiej sytuacji są dziesiątki takich redakcji działających na Ukrainie, Litwie, Łotwie czy Białorusi?
- Jako członek zarządu Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" zajmowałem się głównie polskimi mediami działającymi na Ukrainie. Większość z nich opiera swoją działalność w dużym stopniu na finansowaniu ich z budżetu państwa polskiego. Chodzi o pokrywanie kosztów podstawowych, a więc druku, opłacenia dziennikarzy, a w przypadku audycji radiowych - opłacenia czasu antenowego w ukraińskich stacjach radiowych. W tym roku na te podstawowe koszty pieniądze z MSZ nie zostały przekazane do dziś. Ponieważ głównym rozdzielającym te środki jest Fundacja "Pomoc Polakom na Wschodzie", wiem, że nie podpisała ona jeszcze umów z MSZ, a mamy połowę lipca. Obracamy się więc w przestrzeni obietnic, nadziei i złudzeń. Taki sam stan niewiedzy i podejrzliwości panuje wśród Polaków na Wschodzie, co pokazuje, jak bardzo destrukcyjna jest ta sytuacja. Wpływa ona źle na stan świadomości mniejszości polskiej. A poza tym podważa również autorytet państwa polskiego.
Które z redakcji, gazet czy wydawnictw zostały dotknięte skutkami opieszałości MSZ?
- Na razie zawiesiły swoje działanie m.in. redakcja pisma "Polskofalówka" z Dyneburga, "Polska Fala" z Mołdawii, polskie audycje nadawane w Radiu Trek, a także w Berdyczowie i Żytomierzu, oraz "Głos Donbasu". Kompletnie nie wiadomo, jak będzie wyglądało funkcjonowanie Radia Lwów oraz Radia Znad Willi w Wilnie, a więc jedynego samodzielnego i nadającego 24-godzinny program radia, jakie udało się stworzyć Polakom żyjącym na Wschodzie. Ze względu na brak środków finansowych zawieszono również nadawanie audycji w Donbasie i Żytomierzu. Jeśli chodzi o gazety, przestała się ukazywać "Gazeta Polska" w Żytomierzu i prawdopodobnie nie będzie się już ukazywała. Podobna sytuacja jest z "Dziennikiem Kijowskim" - zostaje zlikwidowany. "Mozaika Berdyczowska" przestała wychodzić i być może pozostanie tylko wydanie internetowe. "Biuletyn Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie", a więc pismo organizacji skupiającej wszystkie organizacje polskie na Zachodniej Ukrainie aż po Dniepr, przestało być finansowane. Nie ukazują się również pisma takie jak: "Polacy Donbasu", "Monitor Wołyński", "Lwowskie Spotkania", "Jutrzenka" z Mołdawii, "Polak na Łotwie", a także bardzo cenna inicjatywa ks. Józefa Kowalowa "Wołanie z Wołynia". A więc z miejsca będącego epicentrum rzezi wołyńskiej! To raptem informacje tylko z Ukrainy i Mołdawii. Pozostałe pisma funkcjonują tylko wysiłkiem redakcji, ale na dłuższą metę nie są one w stanie utrzymać się z reklam i własnej działalności. Brak stałego dopływu pieniędzy przez pół roku powoduje, że wpadają one w potworną turbulencję, zalegają za drukarnię, ubezpieczenia społeczne itp. A to rodzi już konflikt z prawem.
A jak wyglądał harmonogram finansowania tych wydawnictw i redakcji przed zmianami wprowadzonymi przez ministra Radosława Sikorskiego?
- Było z tym różnie. Najpóźniej Polacy otrzymywali pieniądze w maju. Jednak już od lutego wszyscy wiedzieli, ile środków otrzymają na działalność w danym roku i co najistotniejsze, byli pewni, że je uzyskają. Teraz mamy połowę lipca, a oni dalej nie wiedzą, ile i czy w ogóle otrzymają w tym roku finansowanie. To jest jednak sytuacja ekstremalna. Trudno w takiej sytuacji reagować elastycznie. W poprzednich latach mogli jakoś zorganizować sobie finansowanie np. poprzez kredyt. Teraz zostali postawieni w bardzo trudnej sytuacji.
Dziękuję za rozmowę.