To jest sport, wygrać nie jest łatwo
Sobota, 14 lipca 2012 (06:04)Niestety, w dzisiejszym finale Drużynowego Pucharu Świata na żużlu w Malilli nie zobaczymy Biało-Czerwonych, taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od 2006 roku. Trzy razy z rzędu nasza reprezentacja zdobywała mistrzostwo świata. Przyzwyczailiśmy się do zwycięstw, jednak obecna sytuacja sprowadza na ziemię i przypomina, że mistrzostwo nie przychodzi łatwo, ale zdobywa się je z trudem. I tym razem drużyna walczyła do końca, jednak brak kontuzjowanych zawodników, w tym kadrowiczów Janusza Kołodzieja, Jarosława Hampela, był bardzo odczuwalny.
W dzisiejszym finale udział wezmą Australijczycy, Rosjanie, Duńczycy oraz gospodarze – Szwedzi. Mimo kłopotów kadrowych w polskiej drużynie, związanych z kontuzjami czołowych zawodników, mieliśmy nadzieję, że Biało-Czerwoni wystąpią w finale. O tym jednak rozstrzygał dopiero baraż, gdyż nie udało się zwyciężyć we wcześniejszym półfinale. W Bydgoszczy wystąpili zamiast kontuzjowanych zawodników Grzegorz Walasek i Piotr Protasiewicz. Zabrakło punktu, by już wtedy awansować. Nieudany wyścig w wykonaniu Walaska spowodował, że trener kadry do barażu wystawił za niego Krzysztofa Buczkowskiego, to był bardzo dobry wybór (zdobył 11 punktów).
Polacy baraż rozpoczęli bardzo słabo, w biegu inauguracyjnym Tomasz Gollob, lider i kapitan Żużlowej Reprezentacji Polski, upadł, w pierwszych dwóch rundach żaden z Polaków nie dojechał na pierwszej pozycji. Odrobione straty jednak nie wystarczyły.
– Starałem się odrobić wszystkie punkty i to mi się udało, to jest sport, można potem wygrać wszystkie biegi i nie dogonić przeciwnika, to się stało, mimo iż walczyliśmy. Wydaje mi się, że godnie reprezentowaliśmy nasz kraj i tak naprawdę przegraliśmy o mały włos, to jest sport – mówi Tomasz Gollob.
Trener reprezentacji Polski Marek Cieślak ocenia, że gdyby w drużynie obecni byli Janusz Kołodziej i Jarosław Hampel, to nie musielibyśmy walczyć o finał w barażach, bo wcześniej byłby zapewniony. Stwierdza jednak, że walka trwała do końca.
– Myślę, że blamażu nie zrobiliśmy, walka trwała do końca, to jest sport. Byliśmy mistrzami świata trzy razy pod rząd, teraz musimy się wziąć do roboty i w przyszłym roku skompletować pełen skład – zaznacza Marek Cieślak.
– Trzeba zacząć od nowa. Nie da się tak ciągle zdobywać mistrzostwa świata. Może dobrze, że zejdziemy na ziemię, poważnie na ten temat pomyślimy. Wygrywanie raz, drugi, trzeci, czwarty… Wszyscy myślą, że bardzo prosto jest wygrywać, a tak nie jest, to było trudno osiągnąć – podkreśla trener reprezentacji. Zaznacza, że porażka skłania do myślenia, i ma nadzieję, że w przyszłości wyjdzie ona na dobre. Oczywiste jest, że celem będzie odzyskanie mistrzostwa.
Małgorzata Bochenek