• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Ożywienia w gospodarce wciąż nie widać

Wtorek, 25 czerwca 2013 (18:57)

Z dr. Jerzym Kwiecińskim, prezesem zarządu fundacji Europejskie Centrum Przedsiębiorczości, wiceministrem rozwoju regionalnego w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W jakim stanie znajduje się obecnie polska gospodarka?

– Mówiąc bardzo oględnie – w nie najlepszym. Wpływa na to wyraźny spadek konsumpcji, mniej inwestycji i spowolnienie eksportu. Przede wszystkim obserwujemy spadek konsumpcji, który w mojej ocenie jest podyktowany spadkiem zaufania społecznego do tego, co się dzieje w kraju. To sytuacja odwrotna od tej, którą obserwowaliśmy jeszcze kilka lat temu, w czasie tzw. zielonej wyspy, kiedy w innych krajach był bardzo widoczny kryzys gospodarczy, tymczasem Polacy nie tracili zaufania do polskiego rynku i polskiej gospodarki. W tej chwili to zaufanie niestety spadło, przybywa osób, które nie wierzą rządowi, co się wyraża m.in. w bardzo silnym spadku konsumpcji.

Co spowodowało spadek tego zaufania?

– To kwestia wielowątkowa. Do pewnego momentu mieliśmy gospodarkę, która się rozwijała. Mimo niezbyt sprzyjających okoliczności i niekorzystnego otoczenia do prowadzenia działalności gospodarczej firmy nieźle sobie radziły. Ludzie wierzyli też w zapewnienia rządu, że będzie dobrze. W momencie, kiedy zmienił się ten ton, kiedy sytuacja zrobiła się bardziej poważna, ludzie przestali wierzyć w dobrą kondycję naszej gospodarki, zaczęli kupować mniej, obawiając się, że może być jeszcze gorzej. Nie bez znaczenia była i jest też sytuacja zewnętrzna. Owszem, są pewne symptomy ożywienia na rynku europejskim, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy mają one trwały charakter.

Jako inne przyczyny nie najlepszej kondycji polskiej gospodarki wymienił Pan również spadek inwestycji i spowolnienie eksportu…

– Skumulowane inwestycje sektora publicznego i prywatnego, które w ostatnich latach w takim kraju rozwijającym się jak Polska powinny być na poziomie 25-30 pkt procentowych, utrzymywaliśmy zaledwie na poziomie zbliżonym do 20 punktów procentowych. Szczególnie silny był spadek inwestycji w sektorze prywatnym, kompensowany inwestycjami w sektorze publicznym. Trzeba też powiedzieć, że te inwestycje w sektorze publicznym były bardzo mocno pobudzane przez pieniądze unijne. Gdyby nie, to poziom inwestycji w Polsce byłby na znacznie niższym poziomie. Tak czy inaczej inwestycje publiczne bardzo silnie wyhamowały, a inwestycje prywatne dalej spadają, bo przedsiębiorcy, choć mają pieniądze – co widać na kontach – obawiając się o przyszłość, boją się inwestować. Co również ważne, boją się inwestować samorządy, które poza inwestycjami współfinansowanymi ze środków unijnych nie podejmują nowych wyzwań.

Kolejnym niezwykle ważnym czynnikiem, który ma wpływ na stan polskiej gospodarki, jest eksport, który wprawdzie rośnie, ale widać pewne oznaki wyhamowania. Jest to szczególnie przez nas odczuwalne, kiedy nasz największy partner handlowy – Niemcy – zaczyna mieć problemy. Jeżeli Niemcy dostają zadyszki, to niestety znaczna część UE również ma problemy.  

A zatem z polską gospodarką nie jest dobrze?         

– Nie widać aktywnej polityki gospodarczej, polityki wsparcia eksportu, polityki wsparcia inwestycji. Wydaje się, że osiągnęliśmy dno spowolnienia. Dobrze, że to dno nie spadło poniżej 0 proc. wzrostu gospodarczego. Czyli nadal mamy wzrost gospodarczy dodatni. Wydawało się, że w połowie br. zaczniemy dostrzegać wyraźne symptomy ożywienia gospodarczego, co oznaczałoby, że w drugim półroczu nasza gospodarka odbije się od dna, tymczasem na razie symptomów tego ożywienia wciąż nie widać.

Czy staczamy się w stronę recesji?

– W mojej ocenie, zatrzymaliśmy się na dnie rozwoju gospodarczego i mam nadzieję, że nie będziemy się osuwać niżej. Wbrew temu, co zapowiada rząd, odbijemy się od dna nie w trzecim, a dopiero pod koniec czwartego kwartału br.  

Powiedział Pan, że w dużej mierze jesteśmy zależni od innych, zwłaszcza zaś od pozycji gospodarki niemieckiej. Czy zatem stan polskiej gospodarki to wina tylko światowego kryzysu?

– To fakt, ale z drugiej strony nie jesteśmy aż tak silnie zglobalizowani. Mimo iż nasz handel zagraniczny, a więc powiązania międzynarodowe oczywiście rosną, w tej chwili nasza wymiana handlowa przekracza 200 mld euro, a nasz eksport kształtuje się na poziomie 100 mld euro, ale w porównaniu do naszych sąsiadów, jak Słowacja, Czechy, Węgry czy inne kraje bałtyckie, to nasze uzależnienie od rynku globalnego nie jest aż tak duże, co w pewnym stopniu stanowi dziś, w czasie spowolnienia, o naszej sile. Natomiast stan polskiej gospodarki nie zależy wyłącznie od koniunktury zewnętrznej. Jeżeli spojrzymy na różne czynniki wpływające na stan gospodarki, to widać wyraźnie, że moglibyśmy ten okres kryzysu wykorzystać np. do uzdrowienia otoczenia funkcjonowania firm w Polsce. Nie są to jedynie moje oceny, ale szereg rankingów czy badań, które prowadzi Bank Światowy czy inne instytucje; oceniając np. konkurencyjność polskiej gospodarki czy warunki prowadzenia biznesu w Polsce, pokazują, że otoczenie do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce na tle innych krajów jest mało przyjazne.

W czym się to przejawia?

– Dotyczy to np. bardzo skomplikowanego i nieprzyjaznego systemu podatkowego czy kwestii sądowniczych, ponieważ zarówno w sprawach cywilnych, jak i gospodarczych sądy w Polsce działają bardzo powoli. Ponadto polskie podmioty gospodarcze nie dość, że muszą sobie radzić ze spowolnieniem gospodarczym, szukaniem nowych rynków zbytu, to muszą sobie też radzić z nieprzyjaznymi warunkami funkcjonowania w polskiej gospodarce. Zmiany są zatem konieczne i łatwiej wprowadzać je wtedy, kiedy jest gorzej, tak jak teraz. Można by zatem oczekiwać na zmiany, które zlikwidują bariery i wpłyną na jakość otoczenia funkcjonowania firm w Polsce. Są oceny, które pokazują, że stworzenie środowiska bardziej przyjaznego dla prowadzenia działalności gospodarczej przełożyłoby się na jeden czy nawet dwa punkty procentowe wzrostu gospodarczego w skali roku. Warto o to walczyć, podobnie jak o innowacje i wdrażanie w życie wyników badań. Musimy przestawić naszą gospodarkę na rozwiązania innowacyjne, bo inaczej zatrzymamy się na obecnym poziomie, nie mówiąc już o tym, że przy okazji moglibyśmy nieźle na tym zarobić.  

Niedopracowana ustawa śmieciowa, która bardziej przypomina skok na śmieci, to kolejny przykład braku kontroli państwa nad tym, co się dzieje. Do czego to może doprowadzić?

– Pomysł z przekazaniem nadzoru nad śmieciami samorządom był wskazany, natomiast to, co zaszwankowało, to przygotowanie do wdrożenia tej ustawy. Sprawa śmieci może być także szansą dla polskiej gospodarki, dla innowacyjności. Wprowadzając nowe systemy, moglibyśmy też wprowadzić nowe innowacyjne rozwiązania, które można potem sprzedawać za granicą. Nie chodzi mi tylko o zmiany odbiorców odpadów, żeby trafiały one wyłącznie na wysypiska, jak to w 70 procentach ma miejsce obecnie, ale żeby odpady były przerabiane i poddawane co najmniej w połowie recyklingowi, któremu dzisiaj podlega zaledwie 11 proc. śmieci. Ze śmieciami trzeba zrobić porządek, bo jest to wymóg chwili. Tylko niestety zabrakło właściwego nadzoru i organizacji, dlatego tak to dzisiaj wygląda.       

Co obecnie jest największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki?

– Mimo wszystko największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki jest sytuacja międzynarodowa. Rząd, władza ma zawsze bardzo silny wpływ, i to nie tylko dlatego, że ma w rękach spory zasób finansów publicznych, ale również wpływa na otoczenie zewnętrzne, czy to budując społeczne zaufanie, czy nic nie czyniąc. Dla Polski bardzo duże znaczenie ma też poprawienie otoczenia regulacyjnego dla działalności gospodarczej. Byłoby to dla nas stosunkowo mało kosztowne, bo jest tylko kwestia właściwych regulacji, których niestety nie mamy.  

Polska pod rządami PO – PSL ma jasno zarysowaną strategię rozwoju?

– Oczekiwania wobec rządu były bardzo wysokie. Ludziom wydawało się, że do władzy dochodzą osoby, które rozumieją polską gospodarkę, które będą chciały zrobić coś pozytywnego dla poprawy konkurencyjności naszej gospodarki w świecie. Przedsiębiorcy i całe polskie społeczeństwo czuje się jednak rozczarowane, bo skala oczekiwań była wyższa. Oczekiwania pracodawców, przedsiębiorców i szeroko rozumianego społeczeństwa zostały zawiedzione.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki