Tusk chce „wszystko albo nic”
Wtorek, 25 czerwca 2013 (10:08)W tym tygodniu Platforma Obywatelska zapowiedziała, że do Sejmu trafi projekt dotyczący likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Ale trzeba podkreślić, że gdyby premier Donald Tusk był konsekwentny, to oprócz projektu zakazującego finansowania partii z budżetu państwa, nakazałby oddanie wszystkich pieniędzy zaciągniętych przez partie. To byłoby z jego strony, również wobec ostatnich doniesień na temat wydatków Platformy Obywatelskiej, najbardziej uczciwe i sprawiedliwe.
Nie oszukujmy się, zmiana finansowania partii doprowadzi do chorej sytuacji w polityce, gdyż żadna z partii nie jest w stanie utrzymać się ze składek członkowskich. I „konia z rzędem” temu, kto uważa inaczej. Wcześniej czy później politycy będą zmuszeni do pewnej formy korupcji politycznej. Niestety, czy nam się to podoba, czy nie, system partyjny kosztuje i pytanie pozostaje: kto ma go sfinansować? A problemem nie powinno być to, „kto” będzie finansował partie, ale „jak” pożytkować pieniądze z budżetu przeznaczone na ten cel. Problemem jest również to, że nie ma wyraźnego wskazania na co te pieniądze mają być pożytkowane.
Pieniądze z budżetu państwa na partie powinny finansować kampanię wyborczą, badania marketingowe i inne jasno określone cele dotyczące działalności partyjnej. Pieniądze z budżetu nie są przeznaczone na prywatne zakupy członków partii, premiera czy jego żony. Dodajmy, powinno się skończyć z fikcją likwidacji funduszu reprezentacyjnego. Po to był ten fundusz, aby z niego rozsądnie korzystały osoby reprezentujące Polskę na arenie międzynarodowej. Niestety, premier Donald Tusk, jak widzimy po sprawie rozwiązania finansowania partii, chce albo „wszystko, albo nic”. A zasadniczą kwestią nie jest to, skąd będą finansowanie partie, ale jak będą wydawane środki z tego funduszu i jak będą rozliczone.
not. MM
Andrzej Maciejewski, politolog z Instytutu Sobieskiego
Andrzej Maciejewski