• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Najpierw zwolnienia, potem gwarancje?

Wtorek, 25 czerwca 2013 (02:07)

Przed podpisaniem gwarancji pracowniczych PKP Cargo planuje zwolnić ponad tysiąc pracowników – alarmują związkowcy. Spółka zaprzecza, a związki zawodowe szykują się do strajku.

Negocjowany od 2011 r. pakiet gwarancji pracowniczych dla PKP Cargo czeka na podpis. Związkowcy chcieliby, aby dokument został przyjęty przez pracodawcę jeszcze przed zakończeniem procesu prywatyzacyjnego spółki. PKP Cargo ma trafić na giełdę.

Jednak – jak podkreślają związkowcy – pracodawca nie chce podpisać paktu, w którym znajdują się wcześniej wynegocjowane gwarancje pracownicze. Co więcej, proponuje znaczne ich ograniczenie.

Do tego spółka zamierza zwolnić ponad tysiąc pracowników jeszcze przed podpisaniem dokumentu.

– Rozmowy stoją w martwym punkcie, a sytuacja w PKP Cargo staje się coraz bardziej napięta – ocenia Marek Podskalny, przewodniczący Sekcji Zawodowej NSZZ „Solidarność” PKP Cargo.

Najistotniejsze zapisy paktu dotyczą właśnie ochrony pracowników przed zwolnieniami.

– Chcemy, żeby osoby, które posiadają 25-letni staż pracy, miały możliwość dopracowania w firmie do momentu osiągnięcia wieku emerytalnego oraz 5-letnich lub 6-letnich gwarancji zatrudnienia dla pracowników z krótszym stażem – informuje Jerzy Sośnierz, przewodniczący „Solidarności” w Zakładzie Śląsko-Dąbrowskim PKP Cargo w Katowicach.

Związkowcy chcą też utrzymania 2,5-letniego okresu wypowiedzenia Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, a także gwarancji zatrudnienia dla pracowników spółek zależnych.

PKP Cargo zapewniło nas wczoraj, że o zwolnieniach grupowych nie ma mowy. Rozmowy ze związkami trwają, a intencją zarządu jest dojście do porozumienia na warunkach satysfakcjonujących obie strony.

– Nie ma żadnych wątpliwości, że pakiet gwarancji należy się pracownikom i będzie przedmiotem negocjacji między PKP Cargo a związkami zawodowymi. Chodzi o to, aby porozumieć się na warunkach satysfakcjonujących obie strony dialogu, pamiętając, że na konkurencyjnym rynku przewozów towarowych jesteśmy liderem w Polsce i drugim największym przewoźnikiem w Unii Europejskiej. W obecnej trudnej sytuacji makrogospodarczej musimy działać wszyscy razem, aby tę pozycję utrzymać – stwierdził Adam Purwin, członek zarządu PKP Cargo, nadzorujący proces negocjacji ze związkami zawodowymi.

Mimo tych zapewnień, wczoraj w PKP Cargo, gdzie od 14 czerwca trwa spór zbiorowy, ruszyło referendum strajkowe. Do 12 lipca pracownicy spółki będą mogli zadeklarować swoją gotowość do przystąpienia do strajku, jeżeli zarząd nie spełni postulatów zgłoszonych przez organizacje związkowe.

Pakt to tylko część zgłaszanych żądań, bo związkowcy chcą też rozmawiać o podwyżkach płacy zasadniczej (o 450 zł brutto dla każdego zatrudnionego) i wypłacie premii z zysku za ubiegły rok i pierwszy kwartał bieżącego roku. – W zeszłym roku spółka wypracowała ponad 200 mln zł zysku, więc są podstawy do tego, by taki postulat został zgłoszony – argumentuje Podskalny.

Jednak PKP Cargo nieco inaczej postrzega problem podwyżek i podkreśla, że od 1 grudnia ubiegłego roku w spółce została wdrożona podwyżka wynagrodzeń dla pracowników w wysokości „przeciętnie 255 zł na zatrudnionego”.

Związkowcy nie podają terminu strajku i jak podkreślają, jego losy są uzależnione od wyniku referendum. Mają jednak nadzieję na osiągnięcie porozumienia. PKP Cargo to centrala spółki oraz dziesięć zakładów, które zatrudniają łącznie 24,5 tys. pracowników. Ze spółką ściśle współpracują firmy zatrudniające dalsze 5 tys. pracowników. PKP Cargo jest obecnie jednym z największych kolejowych przewoźników towarowych w Europie.

Marcin Austyn