Powództwo Turowskiego oddalone
Wtorek, 25 czerwca 2013 (02:05)Dziennikarz rzetelnie udokumentował artykuły o Tomaszu Turowskim – uznał Sąd Okręgowy w Warszawie, oddalając powództwo byłego ambasadora.
Sąd oddalił w całości powództwo Tomasza Turowskiego przeciwko Cezaremu Gmyzowi i Pawłowi Lisickiemu o ochronę dóbr osobistych – informuje Maciej Gieros z sekcji prasowej Sądu Okręgowego w Warszawie w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Wyrok zapadł już po jednej rozprawie. Według sędzi Sylwii Łuczak, redaktor Gmyz w swoich publikacjach na temat przeszłości Turowskiego dochował rzetelności i staranności dziennikarskiej, a sformułowane w artykułach tezy były jak najbardziej uprawnione.
Sędzia przywołała w ustnym uzasadnieniu, jak relacjonuje portal Gazetawnet.pl, treść jego wniosku emerytalnego. Wynika z niego, że Turowski był w okresie 1993-2007 oficerem wywiadu, więc określenie „szpieg” nie narusza jego dobrego imienia. Łuczak zaznaczyła, że sam Turowski pytany na procesie przyznał, że był oficerem wywiadu.
Nie można także uznać, że Gmyz sugerował, jakoby były dyplomata przebywał w Moskwie na placówce i mógł brać udział w jakimś sabotażu. Sędzia uznała, że w artykule pojawiło się jedynie stwierdzenie o obecności Turowskiego na płycie lotniska w chwili katastrofy.
Określenie „kłamca” w odniesieniu do Turowskiego nie godzi w jego dobra osobiste, ponieważ – jak wskazał sąd – trudno uznać jego życiorys za przejaw życia w prawdzie. W ocenie sędzi, to w pozwie o ochronę dóbr osobistych byłego ambasadora pojawiły się nadinterpretacje.
Turowski poczuł się urażony publikacjami Gmyza w „Rzeczpospolitej” i w tygodniku „Uważam Rze”. Dziennikarz stwierdzał w nich, że były dyplomata był agentem wywiadu PRL, tzw. nielegałem w Watykanie od 1975 r. aż do połowy lat 80., jako odbywający formację w zakonie jezuitów. Miał być dopuszczany do największych tajemnic Watykanu dotyczących polityki wschodniej. Gmyz powoływał się na zapisy rejestracyjne zachowane w IPN, które mają świadczyć o tym, że byłego dyplomatę do współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi pozyskano w okresie studiów na rusycystyce.
Wschodnia kariera
W 1993 r. Turowski rozpoczął pracę w MSZ. Był m.in. ambasadorem na Kubie, a ostatnio tzw. ambasadorem tytularnym w Moskwie. Uznaje się go za jednego ze współautorów zwrotu w stosunkach polsko-rosyjskich w okresie rządów Donalda Tuska. Był nawet wymieniany jako kandydat na ambasadora w Watykanie. Od lutego 2010 r. kierował wydziałem politycznym Ambasady RP w Moskwie. Był zaangażowany w przygotowywanie wizyty prezydenta 10 kwietnia 2010 r. i wówczas był obecny na płycie lotniska Siewiernyj. Po lustracyjnych kłopotach MSZ ogłosiło, że Turowski kończy misję w Moskwie. Natomiast na początku 2011 r. podał się on do dymisji, którą „w trybie natychmiastowym” przyjął minister Radosław Sikorski.
Turowski domagał się blisko 300 tys. zł za naruszenie jego dóbr osobistych.
W grudniu 2010 r. IPN wystąpił o lustrację Turowskiego, według „Rzeczpospolitej”, podejrzewając go, że w oświadczeniu lustracyjnym zataił, iż był tzw. nielegałem wywiadu PRL. W pierwszym wyroku uznano, że były dyplomata skłamał w oświadczeniu. Po tajnym postępowaniu, ze względu na „interes państwa”, sąd okręgowy zakazał mu pełnienia funkcji publicznych przez 3 lata. Sąd apelacyjny uwolnił go od tego zarzutu. Kasacja złożona przez prokuratora generalnego została oddalona.
Turowski wytoczył Gmyzowi również proces karny. Ale kilka tygodni temu Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli umorzył to postępowanie. Według sądu, publikacje dziennikarza „nie zawierają znamion czynu zabronionego” i nie doszło do znieważenia przez niego osoby Turowskiego.
Zenon Baranowski