• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Z Londynu na Łączkę

Wtorek, 25 czerwca 2013 (02:00)

Z Grażyną Pietrykowską, wolontariuszką z Londynu, która pracowała na powązkowskiej Łączce, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Jak dowiedziała się Pani o pracach ekshumacyjnych na Łączce?

– Z ,,Naszego Dziennika” i Telewizji Trwam. Ale także z rozmów przeprowadzonych z historykami oraz Zofią Pilecką-Optułowicz i Andrzejem Pileckim. Bezpośrednio o planowanych na maj tego roku ekshumacjach poinformował mnie telefonicznie profesor Krzysztof Szwagrzyk, wspaniały historyk, człowiek o wielkim sercu, w pełni oddany sprawom Polski. Jestem wdzięczna, że pan profesor przyjął mnie do pracy jako wolontariuszkę, bym mogła wspólnie z innymi szukać szczątków ofiar komunizmu.

Ktoś z Pani bliskich, rodziny może spoczywać na Łączce?

– Nie. Ale na Łączce pogrzebani są Polacy, którym należy się szczególne uznanie za ich bohaterską postawę za życia. Jestem Polką, chrześcijanką i patriotką. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że wszystkie ofiary terroru komunistycznego pogrzebane na Łączce to moi bracia i siostry, których bardzo głęboko noszę w swoim sercu i pamięci. Do przyjazdu na Łączkę przygotowywałam się duchowo kilka miesięcy. Czułam mocną potrzebę pomagania w pracach. Wręcz wewnętrzny nakaz. Jako wolontariuszka chciałam wyrazić w czynie moją wdzięczność i złożyć hołd tym, którzy za miłość do Ojczyzny zostali w okrutny sposób zamordowani przez komunistycznych oprawców.

Co w tej pracy było dla Pani najtrudniejsze?

– Walka ze stłumieniem własnych emocji. Patrząc na poszarpaną jamę dołu śmierci, a w niej szczątki ludzkie, dziury po kulach pistoletu w czaszkach, czułam się bardzo źle. W takich chwilach natychmiast przychodziła myśl, która mnie uspokajała, że może wśród tych odnalezionych szczątków jest rotmistrz Witold Pilecki. Ta myśl pomagała mi się opanować. Z wielką pasją i uszanowaniem przesuwałam w dłoniach ziemię, która była dla mnie święta, mając tę nadzieję, że odnajdę kolejnych naszych żołnierzy wyklętych, niezłomnych bohaterów. Nie mogłam nie brać udziału w tym bardzo ważnym wydarzeniu. Ekshumacja ofiar terroru komunistycznego to wielkie wydarzenie historyczne, a dla mnie ogromny zaszczyt i honor. Pracowaliśmy w ciszy, spokoju, w atmosferze wzajemnego szacunku. Wykonując zadania, które mi powierzano, starałam się nie zakłócać koncentracji archeologów, którzy z należną czcią wydobywali szczątki polskich bohaterów.

Profesor Krzysztof Szwagrzyk zapowiedział, że w następnym roku konieczny będzie trzeci etap prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych. Przyjedzie Pani?

– Przyjadę na pewno, jak mi tylko zdrowie pozwoli. To mój obowiązek, by być do końca przy ekshumacji szczątków ofiar terroru komunistycznego. Każdy kolejny dzień spędzony na Łączce był dla mnie rozdrapywaniem wielkiej rany. Przeżyłam szok, gdy zobaczyłam mały dół, a na dnie kilka szkieletów ludzkich, które miały połamane kości rąk i nóg i podziurawione od kul czaszki. Widok okrutny! Chciałam zająć się pracą, ale nie mogłam się ruszyć z miejsca, a płakać się nie dało. Zakryłam oczy rękoma, natychmiast wyobraziłam sobie okrutnie katowanego rotmistrza Pileckiego i generała Augusta Fieldorfa „Nila”. Złość zastąpiłam modlitwą, to przyniosło ulgę. Komuniści chcieli wymazać z pamięci ludzi osoby niewygodne, ale historia upomniała się o moralną rehabilitację polskich bohaterów, wiernych Bogu i Ojczyźnie.

Być może badania genetyczne potwierdzą, że była Pani przy odnalezieniu szczątków generała Fieldorfa „Nila”, rotmistrza Pileckiego, majora Dekutowskiego „Zapory”.

– Jestem przekonana, że ci wszyscy bohaterowie, których pan wymienił, są już z nami. Mam przeczucie, że byłam świadkiem ekshumacji szczątków rtm. Pileckiego. Jeżeli okaże się to prawdą, będzie to dla mnie ogromne przeżycie. Będę czuła radość i dumę z faktu godnego połączenia ich wszystkich z rodzinami.

Czy w Londynie prace na Łączce zostały w jakiś sposób zauważone?

– Historia o pracach na Łączce była przekazana Polakom w Londynie na akademii upamiętniającej 60. rocznicę zamordowania generała ,,Nila’’, w lutym 2013 roku. Na scenie były rozrzucone nawet żółte żonkile imitujące Łączkę. Potem o tym wydarzeniu pisano w gazecie. Niedługo ukaże się w gazecie w Londynie mój wywiad z profesorem Krzysztofem Szwagrzykiem na temat II etapu ekshumacji szczątków ofiar komunizmu na Łączce. Jestem także w trakcie pisania artykułu ,,Moje przeżycia przy ekshumacji na Łączce”. Staram się przekazywać, szczególnie młodemu pokoleniu Polaków zamieszkałych w Anglii, całą historię tego wydarzenia.

Od dawna mieszka Pani w Anglii?

– Od 1981 roku. Przed wyjazdem pracowałam jako kurator oświaty i wychowania w Wojewódzkim Sądzie i Zespole Szkół Zawodowych w Częstochowie, a także jako społecznik harcerski. Dużo czasu i serca poświęcałam młodzieży, sierotom i biednym. Łączyłam rodziny, zamiast je rozbijać, jak zalecały ówczesne władze. Moim marzeniem było, aby założyć dom dziecka w pałacu w Korczewie, w którym się urodziłam i wychowałam. Pałac był jednak bardzo zniszczony w czasie II wojny światowej i na wyremontowanie pomieszczeń potrzebne były duże środki finansowe. Pomyślałam wtedy o wyjeździe do Anglii. Pomogli mi rodzice i hrabina Renata Ostrowska, dziennikarka polskiej sekcji BBC w Londynie, właścicielka pałacu w Korczewie. Moją szlachetną inicjatywę zmącił nagle stan wojenny w Polsce. To był najsmutniejszy moment w moim życiu, zostałam sama, odcięta od Ojczyzny i rodziny. Ta lekcja rozłąki naznaczyła cel mojego życia.

Jaki?

– Byłam mocna. Londyn mnie nie zmienił. Bóg – Honor – Ojczyzna to wartości, które pielęgnowałam i praktykowałam już od najmłodszych lat, jako harcerka. Choć stan wojenny zatrzasnął drzwi powrotu do Polski, nie mogłam stać w miejscu. Żeby móc pracować w swoim zawodzie w Londynie, musiałam odbyć dodatkowe studia, po których podjęłam pracę jako probation officer w lokalnym sądzie w White Seaty, potem w Social Services i szkolnictwie. Zaczęłam także pracę w organizacjach polskich w Londynie. Odwiedzałam samotnych i chorych Polaków. Pomagałam kombatantom w odnalezieniu ich rodzin w Polsce. Prowadziłam dyskusje na temat historii Polski i spotkania z weteranami. Organizowałam paczki i wysyłałam do Polski. Nawiedzałam i odnawiałam groby oficerów wojskowych i harcerzy. 3 grudnia 2011 r. brałam udział w ekshumacji dwóch oficerów w Londynie, którzy zginęli w katastrofie lotniczej wraz z generałem Władysławem Sikorskim na Gibraltarze w 1943 roku.

Stara się Pani być wszędzie tam, gdzie dzieją się ważne dla Polski sprawy.

– Można tak powiedzieć. Kilka lat temu współorganizowałam z uniwersytetem w Londynie konferencję naukową ,,Rok 2007 generała Władysława Andersa”. Prowadziłam prezentację i prelekcję na temat cmentarza wojskowego w Loreto we Włoszech. Choć wyszłam za mąż za Polaka, dziennikarza polskiej sekcji BBC, nie było lekarstwa na moją nostalgię za krajem. Gdy ustał stan wojenny, rozpoczęłam częste wyjazdy do Polski i zajęłam się pracą społeczną. W 2009 r. zostałam powołana na pełnomocnika przez Fundację „Straż Mogił Polskich Bohaterów – Sybiracy”. Moja praca rozciągnęła się na trzy kontynenty. Również w 2009 r. odnalazłam Ogniska ,,Dziadka” Lisieckiego w Warszawie, które skupiają dzieci biedne i sieroty. Zaczęłam im pomagać. Na jednym ze spotkań rocznicowych „ogniskowców” na ul. Starej 4 w Warszawie spotkałam Andrzeja Pileckiego, a później Zofię Pilecką-Optułowicz. Założyłam też nowy Krąg Starszoharcerski ,,Nadzieja” im. Jana Pawła II w Londynie. Upamiętnienie żołnierzy wyklętych w Londynie stało się jednak najważniejszym celem mojego życia.

Jak realizowanym?

– Już jako kierownik nowego Kręgu ,,Nadzieja” im. Jana Pawła II w Londynie w lutym 2010 r. zorganizowałam w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym pierwszą akademię poświęconą Witoldowi Pileckiemu, na którą zaprosiłam syna i córkę rotmistrza. Odbywała się ona pod honorowym patronatem Ostatniego Prezydenta na Uchodźstwie druha Ryszarda Kaczorowskiego. W lutym br. zorganizowałam z kolei akademię poświęconą upamiętnieniu 60. rocznicy zamordowania gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Jestem bardzo dumna z faktu, że każdy Polak zamieszkały w Anglii wie, kim był rotmistrz Pilecki i generał „Nil”. W przyszłym roku będziemy czcić w Londynie pamięć mjr. Zygmunta Szendzielarza ,,Łupaszki”. Zaproszeni goście poprowadzą wtedy prelekcje na temat prac ekshumacyjnych na Łączce, będzie także projekcja filmu o tym miejscu. Dopóki będę żyła, co roku będę upamiętniać naszych polskich bohaterów. Oni muszą żyć w sercu każdego Polaka. Uczę młodych emigrantów, że gdziekolwiek los ich zawiedzie, powinni wiedzieć, że są Polakami i reprezentują swoją Ojczyznę. Młodym Polakom przybyłym do Anglii trzeba pomóc, by zrozumieli, że po jakimś czasie muszą wrócić do Polski, bo ona ich potrzebuje. To jest moja misja.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler