Formuła 1 potrzebuje Kubicy
Sobota, 22 czerwca 2013 (19:43)Choć Robert Kubica jeszcze przed rozpoczęciem Rajdu Sardynii wielokrotnie powtarzał, że jedzie na tę włoską wyspę głównie po naukę, to jednak to on dał pozostałym kierowcom w swojej kategorii porządną lekcję rajdowej jazdy.
Polska załoga Kubica/Baran za kierownicą citroena ds3 zdecydowanie wygrała ten rajd w kategorii WRC-2, zajmując jednocześnie 9. miejsce wśród wszystkich aut w stawce. W klasyfikacji generalnej zwyciężył Francuz Sebastian Ogier za kierownicą volkswagena polo WRC.
Polacy, mimo że – jak niezmiennie w tym sezonie podkreślają – nastawiali się wyłącznie na naukę, to już przed startem zawodów byli widziani w gronie faworytów. Do takiego postrzegania naszego teamu przyczyniły się świetne występy na trasach rajdowych od początku sezonu, ale przede wszystkim zwycięstwo w Rajdzie Akropolu przed trzema tygodniami.
Także i tym razem nasi rodacy pojechali fenomenalnie, nie pozostawiając złudzeń rywalom. Prowadzili od pierwszego do ostatniego odcinka specjalnego (OS), wygrywając aż 14 spośród 16 prób czasowych. O skali deklasacji rywali świadczy przewaga, jaką na mecie rajdu Kubica miał nad drugim w swojej kategorii Abdulazizem Al-Kuwarim. Wynosiła ona bowiem aż 4 minuty i 17 sekund. Ponadto o tym, jak szybko jechał nasz rodak, świadczy także pokonanie przez niego kilku aut klasy WRC.
– Wygrywanie nigdy nie jest łatwe! Weekend był dobry, ale ciężki – mieliśmy problemy z kurzem oraz interkomem, na jednym odcinku straciliśmy półtorej minuty. Nie straciliśmy jednak koncentracji i kiedy nie byliśmy pewni tempa, jechaliśmy uważnie – powiedział tuż po zakończeniu rajdu Robert Kubica. – Dzisiaj pierwszą pętlę przejechaliśmy spokojnie, na drugiej trochę przycisnąłem. Rajdów można się uczyć tylko dzięki szybkiej jeździe, a wolna jazda nie umożliwia nauki – dodał. – Fantastycznie znaleźć się na mecie ostatniego odcinka. W końcówce uderzyliśmy w kamień i myśleliśmy, że przebiliśmy koło, ale na szczęście tak nie było – podsumował z kolei pilot Kubicy, Maciej Baran.
Dzięki drugiemu zwycięstwu z rzędu Polacy zgromadzili już na swoim koncie 58 punktów w klasyfikacji generalnej i są bardzo blisko liderujących tej stawce, zajmując czwarte miejsce. Gwoli wyjaśnienia, czołowa trójka wystąpiła już do tej pory co najmniej w pięciu lub sześciu rundach, podczas gdy nasza załoga startowała dopiero trzy razy. Następny rajd rozgrywany będzie w Finlandii, gdzie stawka będzie zdecydowanie mocniejsza niż na Akropolu czy Sardynii. To wcale jednak nie oznacza, że Robert Kubica będzie skazany na porażkę. Od początku sezonu pokazuje bowiem, że jest bardzo szybki i w niczym nie ustępuje bardziej doświadczonym kierowcom… nawet w dużo lepszych samochodach.
Obok fenomenalnych występów Kubicy na rajdzie we Włoszech równie wielkie zainteresowanie wzbudził wywiad, którego udzielił serwisowi Autosprint w trakcie tych zawodów. W rozmowie z włoskim portalem Polak jasno deklarował, że uważa, iż jest coraz bliższy powrotu do królowej motorsportu, czyli Formuły 1. – Jest on na takim etapie, że byłbym w stanie przejechać dystans trzech wyścigów w czasie siedmiu godzin – odpowiedział polski mistrz, zapytany o to, na jakimi etapie jest jego stan zdrowia.
W rozmowie z włoskimi dziennikarzami Kubica przyznał po raz kolejny, że testował w symulatorze Formuły 1 i że kontrolowanie tej maszyny nie przysporzyło mu żadnych trudności. Jednocześnie wyjaśnił, że dziś już nie jest zainteresowany przeprowadzaniem testów tylko i wyłącznie dla samego testowania, lecz chciałby, aby otwierało mu to w jakiś sposób drogę do powrotu na tor w najwyższej serii wyścigowej. – Sam test bez perspektywy sprawdzenia się w prawdziwym bolidzie raczej średnio mnie interesuje – mówił. Jak dodał, przy dzisiejszej sile i sprawności jego ręki mógłby bez problemu poprowadzić bolid na 80 proc. torów w kalendarzu F1. Zdaniem obserwatorów motorsportu, to kolejny jasny sygnał wysyłany przez Kubicę w stronę paddocku, że jest już gotów wrócić za kierownicę ciasnego bolidu. Takim samym sygnałem jest również nieco żartobliwa wypowiedź na sam koniec wywiadu: – Gdy pojawi się szansa jazdy (bolidem), będę miał dodatkową motywację, aby zrzucić 5-6 kilogramów nadwagi, które mam, i w ciągu kilku miesięcy będę gotowy.
Miejmy nadzieję, że możni w Formule 1 wyraźnie przyglądają się temu, co robi, i przysłuchują się temu, co mówi polski mistrz. Ten rajd musiał im bowiem ostatecznie uzmysłowić, jak wielka jest różnica między prawdziwym geniuszem kierownicy, jakim niewątpliwie jest Robert, a tzw. pay-driverami (kierowcami, którzy płacą za start), których w obecnym sporcie motorowym coraz więcej. Zdeklasowanie na Sardynii zawodników z krajów arabskich, których samochody i teamy zasilane są ich własnymi petrodolarami, uzmysławia, o ile cenniejszy jest prawdziwy talent od pieniędzy. Jeśli i władze królowej wyścigów samochodowych nie zdadzą sobie z tego sprawy, to zamiast mistrzowskiej jazdy najszybszych kierowców świata będziemy zmuszeni coraz częściej oglądać żenujące popisy pay-driverów pokroju Pastora Maldonado, Romaina Grosjeana czy Sergio Pereza. Formuła 1 potrzebuje powrotu Kubicy… i to jak najszybciej.
Łukasz Sianożęcki