• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Miami Heat mistrzami

Piątek, 21 czerwca 2013 (09:56)

Koszykarze Miami Heat trzeci raz w swoim czwartym występie w finale sięgnęli po mistrzostwo ligi NBA. W siódmym decydującym spotkaniu pokonali wczoraj we własnej hali San Antonio Spurs 95:88, wygrywając rywalizację 4-3.

Tytuł najbardziej wartościowego gracza finału (MVP) drugi kolejny raz przypadł LeBronowi Jamesowi z Heat, który także drugi raz założył mistrzowski pierścień.

Najwięcej punktów dla zwycięzców zdobyli właśnie James – 37 i 12 zbiórek, Dwyane Wade – 23 i 10 zb. i Shane Battier – 18, a dla pokonanych Tim Duncan – 24i 12 zb., Kawhi Leonard – 19 i 16 zb, oraz Manu Ginobili – 18.

Zespół Miami sięgnął po trzecie mistrzostwo dokładnie siedem lat po pierwszym triumfie w lidze, gdy wygrał 4-2 z Dallas Mavericks. W 2011 r. przegrał z tym rywalem 2-4, a przed rokiem pokonał w finale Oklahoma City Thunder 4-1.

Dla San Antonio wczorajsze rozstrzygnięcie oznacza koniec serii bez przegranego finału. W czterech dotychczasowych rywalizacjach o mistrzowskie pierścienie zawsze triumfowali: w 1999, 2003, 2005 i 2007 roku.

Z dwóch wielkich drużyn, które wystąpiły w tegorocznym finale mogła wygrać tylko jedna. Po zaciętym pojedynku, w którym prowadzenie zmieniało się siedmiokrotnie, 11 razy tablica pokazywała remis, a najwyższa przewaga wyniosła siedem punktów, zasłużone zwycięstwo odniósł zespół Miami.

Zasłużone, bo miał w swoich szeregach znakomicie dysponowanego Jamesa, nie popełnił błędów w dramatycznej końcówce, co zdarzyło się rywalom i częściej trafiał z dystansu (12 z 32 rzutów, podczas gdy Spurs 6 z 19). Jednym z bohaterów drużyny trenera Erika Spoelstry był także Battier, który na osiem wykonanych rzutów z dystansu nie pomylił się w sześciu.

Spotkanie rozpoczęło się od nerwowych i nieskutecznych akcji obydwu zespołów. Dopiero po blisko stu sekundach punkty zdobył Tony Parker. Goście prowadzili potem 11:4, ale po pierwszej kwarcie wynik już nie był dla nich korzystny. Heat kończyli ten okres gry zrywem 8:1, m.in. dzięki dwom celnym rzutom  Battiera, i objęli prowadzenie 18:16.

Po drugiej kwarcie różnica się nie zmieniła. Do przerwy było 46:44 dla gospodarzy, którzy sprawiali lepsze wrażenie, prezentowali bardziej urozmaiconą koszykówkę, trafiając na różne sposoby. Taktyką Spurs, skoro rzadziej wpadały im rzuty z dystansu, było wchodzenie pod kosz i wymuszanie fauli. Do przerwy wykonywali aż 15 rzutów wolnych, myląc się tylko raz (Heat – 3/3).

Gwiazdorzy byli najlepszymi strzelcami zespołów w pierwszej połowie. James i Wade zdobyli dla Heat odpowiednio 15 i 14 pkt, a dla Spurs Duncan i Parker – 13 i 10. Francuski rozgrywający, mocno naciskany przez rywali, po przerwie już nie powiększył punktowego dorobku.

W trzeciej kwarcie trwał zacięty pojedynek. Wydawało się, że Spurs zakończą ten fragment meczu przy własnym prowadzeniu, ale w ostatniej sekundzie trafił z daleka Mario Chalmers. 72:71 dla Miami.

Ostatnią odsłonę Spurs rozpoczęli od spudłowania siedmiu rzutów w dziesięciu kolejnych akcjach i pięciu strat. Przegrywali 75:81, potem 82:88, ale nie poddawali się. Na dwie minuty przed końcem, Leonard trzypunktowym rzutem zmniejszył straty do dwóch punktów (88:90). Chalmers spudłował obydwa wolne i goście mieli szansę na doprowadzenie do remisu. W ważnej akcji, już w ostatniej minucie, Duncan spudłował jednak dwukrotnie spod kosza, a potem James nie pozwolił odebrać sobie i drużynie zwycięstwa, powiększając przewagę.

IK, PAP