Ekspercka promocja rozwodów?
Czwartek, 20 czerwca 2013 (02:06)Czy współpracujący z Kancelarią Prezydenta demografowie z SGH dla poprawy wskaźnika urodzeń w Polsce zalecają promocję późnego macierzyństwa i związków nieformalnych?
Takie rekomendacje wybrzmiewają z zaprezentowanych niedawno badań przeprowadzonych przez Instytut Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w ramach międzynarodowego projektu badawczego GGS-PL (Generacje, rodziny i płeć kulturowa).
Nie bez znaczenia jest fakt, że kierownik zespołu przygotowującego ten projekt – prof. Irena Kotowska z Zakładu Demografii SGH była jednocześnie jednym z ekspertów biorących udział w przygotowaniu prezydenckiego programu polityki prorodzinnej „Dobry klimat dla rodziny”.
Według demograf opierającej się na badaniach, kluczowa dla osób planujących rodzinę jest stabilizacja. Oznacza ona bycie w związku małżeńskim, jak również sytuację, w której małżonkowie mają stałą pracę i własne mieszkanie.
Z drugiej strony, zdaniem prof. Kotowskiej, z tej racji, że spada liczba kobiet w wieku 20-29 lat, czyli w wieku, w którym najczęściej rodzą się dzieci, do macierzyństwa należy zachęcać najbardziej kobiety w wieku 30-39 lat.
W jej ocenie, w najlepszym jednak wypadku efektem tego będzie zahamowanie spadku urodzeń, a nie ich wzrost. W tym miejscu można zadać pytanie, dlaczego pozytywny przekaz na temat dzietności ma się ograniczać jedynie do wybranej grupy kobiet.
Zważywszy na tempo życia, choroby cywilizacyjne, stres i wynikające z niego zaburzenia płodności, im dalej przesuwa się granica wieku urodzenia pierwszego dziecka, tym bardziej wzrasta ryzyko niepłodności. Poza tym z tych samych badań wynika też, że przeważająca część osób bezdzietnych chce mieć dzieci. Właśnie ten fakt powinien stanowić podstawowy punkt odniesienia do tworzenia rekomendacji dla ogólnonarodowego programu polityki rodzinnej. Z badań wynika, że ponad 80 proc. Polaków jeszcze niemających dzieci planuje je mieć w dalszej lub bliższej przyszłości.
Bariera jednego dziecka
Zdaniem Ewy Kowalewskiej z Human Life International Polska, to właśnie do tych Polaków trzeba trafić z promocją właściwych postaw względem rodziny i zapewnić im stabilizację.
– Dzisiejsza sytuacja jest dramatyczna. Liczba zgonów przewyższa liczbę urodzeń. Jeśli to się nie zmieni, to grozi nam katastrofa demograficzna, zwłaszcza że miliony Polaków emigrują i decydują się zakładać rodziny za granicą, ponieważ tam są lepsze warunki socjalne i materialne – wskazuje Kowalewska.
W jej przekonaniu, należy działać natychmiastowo i kompleksowo, i nie ograniczać podejmowanych działań do wybranych grup. Jeśli dodatkowo badania mówią nam jednoznacznie o tym, że Polacy chcą mieć dzieci, jednak potrzebują wsparcia, to państwo od tego wsparcia nie może uciekać.
– Obecnie w Polsce nie ma czegoś takiego jak polityka prorodzinna. Jest za to wielka kampania antyrodzinna. Mam na myśli również przekaz medialny, który pokazuje rodzinę w złym świetle, piętnuje rodziny wielodzietne, stygmatyzuje je mianem „patologicznych”. Częścią polityki prorodzinnej, jej nieodzownym elementem musi być również systemowa pomoc takim rodzinom. Jest to przecież w interesie państwa – ocenia ekspert.
Z badań przeprowadzonych przez Instytut Statystyki i Demografii SGH wynika również, że 32 proc. rodziców posiadających już jedno dziecko nie zamierza powiększać rodziny. To niepokojący sygnał. Dlatego bardzo ważne są kampanie promujące większe rodziny. Jednak z drugiej strony pozytywne jest to, że ponad połowa rodziców mających już jedno dziecko zamierza mieć kolejne w ciągu trzech lat.
– Młodych ludzi należy formować we właściwym kierunku, nie w mentalności antykoncepcyjnej, wedle której stanem permanentnym jest blokowanie własnej płodności. Rząd musi zainicjować ogólnonarodowy program prorodzinny pokazujący, że rodzina jest dobra i stanowi podstawową komórkę społeczną. Rozwiązania muszą być długofalowe i konkretne. Podam przykład: na Białorusi (nikt by nie podejrzewał akurat tego państwa) kobietom, które urodzą trzecie dziecko, przysługuje dwuletni płatny urlop rodzicielski. We Francji również w obliczu kryzysu demograficznego rząd podjął zdecydowane kroki ułatwiające matkom opiekę nad dzieckiem i wspierające je – zaznacza Ewa Kowalewska.
Jak dodaje, czymś, co niewątpliwie zniechęca młodych ludzi do zakładania rodziny, jest również sytuacja na rynku mieszkaniowym i konieczność zaciągania kredytów na setki tysięcy złotych na kilkadziesiąt lat.
Ważnym aspektem, który może sprzyjać poprawie sytuacji demograficznej w Polsce, jest również to, że małżeństwo nadal jest najważniejszą formą życia rodzinnego – pomimo nasilonej kampanii medialnej zachęcającej raczej do związków nieformalnych, a przede wszystkim pomimo trwającej długo debacie w Sejmie na temat związków partnerskich.
Jak podkreśla Ewa Kowalewska, państwo powinno wykorzystać potencjał, który jest w społeczeństwie i wesprzeć Polaków w zakładaniu i powiększaniu rodzin. – Oprócz zapewnienia wsparcia materialnego klimat wokół rodziny musi być pozytywny. Bez tego sytuacja nie zmieni się na lepsze – uczula ekspert z Human Life International Polska.
Stygmatyzacja „skłonności do małżeństwa”
Co oznacza „dobry klimat dla rodziny” według prof. Kotowskiej? Jej zdaniem, zmiany zachowań związanych z rodziną, takie jak mniejsza skłonność do zawierania małżeństw, większa liczba rozwodów, późniejszy wiek urodzenia pierwszego dziecka, mogą pozytywnie wpływać na współczynnik dzietności.
Na podstawie badań przeprowadzonych w trzech rundach co trzy lata na tej samej grupie respondentów Kotowska stwierdziła, że obserwując zmieniające się trendy w podejściu do rodziny, dzietności oraz kulturowo przypisanych kobietom i mężczyznom ról (tzw. płeć kulturowa), można dojść do takich właśnie wniosków. Według demograf, tak uderzające w rodzinę zjawiska, jak większa liczba rozwodów, coraz późniejszy wiek urodzenia pierwszego dziecka, większa liczba związków nieformalnych, nie muszą wpływać na zmniejszenie liczby urodzeń.
Jej zdaniem, skoro w niektórych państwach (Francja, Szwecja) więcej niż połowa dzieci rodzi się poza małżeństwem, to znaczy, że taka postawa jest korzystna z punktu widzenia demograficznego. Jednak, jak podkreśliła w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ewa Kowalewska, kluczowe dla prawidłowego rozwoju społeczeństwa, a przede wszystkim dzieci, czyli przyszłych obywateli, jest – niezależnie od panujących trendów, najczęściej wrogich ideologicznie rodzinie – wspieranie tradycyjnych małżeństw, ponieważ właśnie one gwarantują stabilizację, trwałość i bezpieczeństwo.
Demografowie z SGH twierdzą ponadto, że na wzrost urodzeń pozytywnie mogą wpływać rozwody, ponieważ wchodząc w nowy „związek”, wiele osób chce mieć dzieci, nawet jeśli już je mają z poprzednich związków.
Legitymizowanie wynikami badań postaw społecznych, które są nieuporządkowane i prowadzą do rozpadu rodziny, wydaje się czymś zaskakującym. Zwłaszcza że – jak komentowała Ewa Kowalewska – właśnie trwałość rodziny powinna być dla państwa priorytetem w polityce prorodzinnej.
Badania, na które powołuje się zespół demografów z SGH, zostały przeprowadzone w ramach międzynarodowego programu badań „Generations and Gender Programme”. Realizowane one były na losowej ogólnopolskiej próbie osób w wieku 18-79 lat. Ich celem było pozyskanie informacji o procesach demograficznych w Polsce, takich jak: tworzenie, rozwój i rozwiązywanie rodzin, relacje międzypokoleniowe i zmiany społeczne ról kobiet i mężczyzn.
Paulina Gajkowska