Miejsce symboli komunistycznych jest na śmietniku historii
Środa, 19 czerwca 2013 (20:57)Z Maciejem Wąsikiem, radnym m.st. Warszawy, przewodniczącym Klubu Radnych Prawo i Sprawiedliwość, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Senat zajmuje się projektem ustawy o usunięciu z nazw dróg, ulic symboli ustrojów totalitarnych. PRL niby już dawno przeszedł do niechlubnej historii, tymczasem w niepodległej RP ogon w postaci reliktów komunistycznej epoki wciąż się za nami wlecze. Czy tak oczywiste kwestie trzeba regulować ustawowo?
– Wydawałoby się, że jest to tak oczywiste, że to powinno być bezdyskusyjne. Jednak biorąc pod uwagę podejście niektórych samorządów, gdzie obiekcje mają nawet radni już nie tylko lewicowych ugrupowań, ale także ci, którzy uważają się za przedstawicieli tzw. prawicy, to pokazuje, że ustawowa regulacja dotycząca usunięcia symboli totalitaryzmu komunistycznego jest konieczna. Skoro nie dla wszystkich jest to oczywiste, to powinno być uregulowane ustawowo i osobiście jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Tak jak w Niemczech po II wojnie światowej wprowadzono ustawę denazyfikacyjną w celu wykorzenienia zasad, ustaw oraz organizacji hitlerowskich, tak w Polsce powinna być ustawa dekomunizacyjna, zakazująca używania symboli oraz promowania osób i wydarzeń związanych z komunizmem.
A zatem wciąż ciągnie się za nami nierozliczenie dziedzictwa komunizmu?
– Jak najbardziej. Niestety jest to efekt tzw. grubej kreski i braku dekomunizacji, której zaniechano w latach 90. ubiegłego wieku.
Przykład Warszawy, gdzie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej, z uporem broni pomnika Polsko-Sowieckiego Braterstwa Broni – tzw. Czterech Śpiących, pokazuje, że stary system ma się wciąż dobrze…
– To zadziwiające, że PO, która szczyci się rodowodem obozu solidarnościowego, mając taką okazję jak budowa warszawskiego metra, gdzie trzeba było ten pomnik zdemontować, nie wykorzystała szansy. Aż prosi się, żeby ten wątpliwej wartości monument nie wracał na swoje dawne miejsce. Tymczasem to, co jest oczywiste dla mieszkańców Warszawy, widać nie jest już tak oczywiste dla władz stolicy z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele. Jestem zdziwiony i zniesmaczony takim podejściem pani prezydent i nie wiem, z czego ono wynika. Natomiast my, Prawo i Sprawiedliwość, zdecydowanie opowiadamy się za tym, żeby ten pomnik nie wracał już na plac Wileński.
Czy, jak to niektórzy sugerują, usunięcie monumentu ma być konsultowane z Moskwą?
– To niedorzeczność. Wprawdzie jest umowa między rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Federacji Rosyjskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji, ale pomnik Polsko-Sowieckiego Braterstwa Broni w Warszawie nie jest pomnikiem położonym na cmentarzu, nie jest też płytą nagrobną, a zatem prawo, na jakie powołują się nieliczni zwolennicy utrzymania status quo, nie dotyczy tego pomnika i nie powinno tu być żadnej dyskusji.
Jednak problem ten dotyczy nie tylko Warszawy. Dlaczego niektóre samorządy kurczowo trzymają się niechlubnej przeszłości, hołdując symbolom totalitarnym?
– W mojej ocenie, przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie. Po pierwsze, niestety, siły postkomunistyczne wciąż odgrywają pewną rolę, a po drugie, wśród samorządowców często przeważa opinia, że nie należy robić zamieszania i lepiej zostawić tak, jak jest. To karkołomna opinia. Nie wolno zapominać o młodym pokoleniu, dla którego nazwiska umieszczane w nazwie ulic to pozytywne i ważne symbole zasłużone dla naszej historii. Trudno żeby takimi symbolami byli antybohaterowie czy wręcz wrogowie Polski jak Bierut czy Stalin. Tym bardziej potrzebna jest odgórna ustawa, która raz na zawsze prawnie rozstrzygnie ten problem i wszystkie relikty poprzedniego ustroju takie jak pomniki Lenina, Dzierżyńskiego i inne stawiane na fali wątpliwego entuzjazmu społecznego, trafią na śmietnik bądź do muzeum np. w Kozłówce. Sprawą skandaliczną jest to, że w niektórych polskich miasta w XXI wieku wciąż krzyżują się ulice z nazwami katów i ofiar reżimu komunistycznego.
Dlaczego jednak nie wszyscy dostrzegają ten problem?
– W mojej ocenie, brakuje polityki historycznej z prawdziwego zdarzenia. Takiej polityki, jaką prezentowało podczas swoich rządów PiS i śp. prezydent Lech Kaczyński. Trzeba uświadomić nie tylko samorządowcom, ale także całemu społeczeństwu, że w nazwach polskich ulic nie może być nazwisk zdrajców czy antybohaterów. Jeżeli PiS dojdzie do władzy, o czym jestem przekonany, będzie wprowadzać w życie te idee.
Senackie komisje: Ustawodawcza i Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, gdzie przewagę ma PO, wniosły o odrzucenie projektu ustawy o usunięciu z nazw dróg, ulic symboli ustrojów totalitarnych, przygotowanej przez senacką komisję prawa człowieka.
– Mam nadzieję, że zwycięży rozsądek, że parlamentarzyści PO zreflektują się i powstanie prawo, które nie tylko zabroni rozpowszechniania reliktów i propagowania treści komunistycznych, ale skutecznie usunie wszelkie jego przejawy z przestrzeni publicznej. W innym wypadku będzie to źle świadczyło o tych ludziach nie tylko jako politykach, ale także jako Polakach.
Dziękuję za rozmowę.