• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

NINIWA Team opuściła Nowosybirsk

Wtorek, 18 czerwca 2013 (10:36)

Relacja  Dominika Pieca z 46. dnia rowerowej pielgrzymki NINIWA Team na Syberię

Wszystko OK, 153 kilometry – tak można streścić dzisiejszą relację tym, którym nie chce się czytać moich wypocin.

Ekipa zaczęła dzień od Mszy Świętej w kaplicy sióstr o 5.30. Po Eucharystii śniadanie, na które siostry przygotowały garnek parówek. Sprzątanie, pakowanie i o 7.15 wszyscy już byli gotowi do wyjazdu, ale okazało się że Ania zaparkowała swój rower na gwoździu, dętkę trzeba było wymieniać dwa razy, bo po pierwszej próbie powietrze dalej schodziło. Poranek był chłodnawy, do tego padał zimny deszcz, drogi były mokre. Udało się w końcu ruszyć po 8.00, niestety w 1,5-milionowym Nowosybirsku to godzina, w której wszyscy próbują dojechać do pracy. Drogi były zakorkowane, pomimo że jezdnia w każdym kierunku miała po kilka pasów.

Jazda w grupie stała się praktycznie niemożliwa. Aby usprawnić wyjazd z miasta, o. Tomek wydał komendę: „Niech każdy robi, co może, spotkamy się za kilkanaście kilometrów”. Najwięcej radochy miał Górnik, który jadąc z flagą Polski pomiędzy samochodami, krzyczał: „Slalom gigant, slalom gigant!”.

Grupa, aby wyjechać z miasta, musiała pokonać prawie 30 kilometrów. Pierwsza przerwa przy stacji benzynowej po 50 km – pół godziny przerwy. Na następny odcinek trasy rowerzyści postanowili zrobić podział trójgrupowy, tym razem  wymyśliła go Hania: 1. grupa – rowery z pełnymi błotnikami, 2. grupa – rowery bez błotników, 3. grupa – rowery z wybrakowanymi błotnikami (połamanymi itp.). 

Nowością była też peregrynacja relikwii błogosławionego ks. Popiełuszki. Polegało to na tym, że po każdym odcinku relikwie wiezie kto inny (dotychczas przez całą trasę relikwie wiózł Mateusz Mika). W tym czasie każdy odmawia „zdrowaśkę” za osobę, która wiezie relikwie. Uli odczepiła się jedna sakwa, na szczęście nie ona wiozła relikwie.

Druga przerwa nastąpiła po kolejnych 50 km – gotowanie w polu. Przestało w końcu padać, ale dalej było zimno i mokrawo, w dodatku wiało w twarz, na szczęście większość trasy wiodła przez lasy brzozowe, które ochraniały rowerzystów przed wiatrem. Asfalt był bardzo dobrej jakości, szerokie pobocze, mały ruch, autokarowa ekipa niech się nie obawia tego odcinka.

Po 150 km ekipa postanowiła odbić 2 km od głównej trasy do wioski na nocleg. Droga okazała się bardzo piaszczysta i nierówna, miejmy nadzieję, że w nocy nie będzie padać, bo zrobi się z niej błotniste bagno. Wioska nazywa się Olgienka, mieszka w niej 80 mieszkańców. Przypomina skansen, wszystkie domy z drewna, był nawet problem ze znalezieniem sklepu, który znajdował się w gospodarstwie, w pokoju, nie był też zbyt dobrze zaopatrzony – brak mleka i chleba. Udało się zakupić owoce i ciastka.

Namioty rozbito w centrum wioski na piaszczystej drodze. Ludzie z wioski nie są zbyt otwarci, udało się dostać wrzątek i wodę, niestety prośba o udostępnienie bani spotkała się z odmową. Pewna babuszka nawet oznajmiła: „Z Polski, a przecież wy, Polacy, nas nie lubicie, nie chcecie z nami dobrze żyć” – wyczytała tak w gazecie. Miejmy nadzieję, że po wizycie NINIWY mieszkańcy zmienią zdanie o Polakach. Po zakupach, kolacji odmówiono litanię, modlitwę, Apel Jasnogórski i ekipa była już gotowa do snu.

Według najnowszych wyliczeń do celu pozostało około 104 986 87 stóp. W drużynie NINIWY panuje świetna atmosfera, to już 7. tydzień jazdy, a nikt nie chce, aby wyprawa się zakończyła. Jazda przynosi radość.

Dzisiaj wspomnienie św. Brata Alberta. Jego słowa: „Być dobrym jak chleb”, pozostawiam Wam do zinterpretowania w kontekście wypraw rowerowych NINIWY.

Bilans dnia:

– 153 km dystansu

– 1 dętka Ani

– 1 zgubiona sakwa

– dużo komarów

Źródło: niniwateam.pl