• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Miliona nie można ignorować

Wtorek, 18 czerwca 2013 (02:06)

Zebranie przez obywateli miliona podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum zobowiązywałoby Sejm do jego zarządzenia – zakłada projekt zmiany Konstytucji złożony w Sejmie przez PiS. W tym trybie nie można by zwołać referendum w sprawie zmiany samej Konstytucji ani w kwestiach związanych z bezpieczeństwem państwa czy ogłoszenia amnestii.

Zobowiązanie Sejmu do zarządzenia referendum, po zebraniu przez obywateli pod wnioskiem o jego przeprowadzenie przynajmniej miliona podpisów, miałoby – według wnioskodawców – „nadać realne prawa obywatelom” i uniemożliwić ignorowanie przez władzę inicjatyw obywatelskich, które cieszą się ogromnym poparciem społecznym.

Opozycja przypomina, że dzięki obecnie obowiązującym przepisom rząd Donalda Tuska pozostawał głuchy na głosy obywateli domagających się np. referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego.

Do przeprowadzenia tej operacji rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zabrał się praktycznie od razu po wygranych wyborach, choć w czasie kampanii wyborczej kwestia ewentualnej potrzeby podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat nie należała do głównych punktów programu wyborczego żadnej ze współrządzących partii.

Do zapytania obywateli o zdanie nie skłoniło ludzi Donalda Tuska nawet blisko 2,5 miliona podpisów zebranych przez „Solidarność” pod wnioskiem o referendum. Do Sejmu wpłynął już także wniosek o zarządzenie referendum w sprawie zniesienia – wprowadzanego przez rząd Tuska – obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Podpisało się pod nim blisko milion osób.

Według obecnie obowiązujących przepisów, o zarządzeniu referendum na wniosek obywateli – pod którym musi być podpisanych co najmniej pół miliona osób – decyduje w głosowaniu Sejm.

Według Kazimierza Michała Ujazdowskiego (PiS), ideą zgłoszonego już do marszałek Sejmu projektu zmian w Konstytucji jest otwarcie na demokrację bezpośrednią. – To jest projekt będący reakcją na deficyt demokracji, a właściwie na to, że demokracja bezpośrednia w Polsce nie istnieje, a niektóre jej instytucje są skonstruowane tak, żeby ich nie stosować – mówił Ujazdowski. Wyjaśniał, że zgłoszony projekt zakłada, iż po zebraniu przez obywateli miliona podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum Sejm byłby zobligowany do zarządzenia referendum. Referendum nie będzie można organizować w kwestiach takich, jak: zmiana samej Konstytucji (tu obowiązuje odrębny tryb), polityka obronna, operacje militarne za granicą, amnestia. – W pozostałych kwestiach nadajemy realne prawa obywatelom. Referendum nie może być weryfikowane przez większość rządową. Po zebraniu miliona podpisów musi być zarządzane – dodał Ujazdowski.

Ostatnie referenda ogólnokrajowe w Polsce przeprowadzono w 2003 r. (w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej), w 1997 r. (w sprawie przyjęcia obowiązującej dziś Konstytucji) i w 1995 r. (w sprawie powszechnego uwłaszczenia obywateli). Projekt PiS przewiduje także m.in. przyznanie większych praw dla inicjatywy ustawodawczej obywateli. Obywatele na wniosek poparty przynajmniej milionem podpisów uzyskaliby możliwość zaproponowania zmiany Konstytucji. Obecnie inicjatywa w tej sprawie należy do parlamentarzystów lub prezydenta RP. Lepiej miałyby także być traktowane projekty ustaw zgłoszone przez wyborców. Chodzi o zakaz odrzucania takiej inicjatywy ustawodawczej w pierwszym czytaniu (czyli każdy projekt musiałby być merytorycznie rozpatrzony) czy o równe prawa w postępowaniu administracyjnym – tzn. pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej będzie miał prawo zgłaszania poprawek, wycofania projektu. Takie uprawnienia mają rząd, grupa posłów czy Senat. – Wreszcie, w przypadku ludowej inicjatywy ustawodawczej, nie będzie obowiązywała zasada dyskontynuacji, czyli przerwania prac nad projektem w momencie upływu kadencji parlamentu – powiedział Ujazdowski. Poseł PiS stwierdził, że z 18 projektów obywatelskich w zeszłej kadencji tylko dwa doczekały się rozstrzygnięć, a pozostałe potraktowano po macoszemu albo zablokowano.

Artur Kowalski