Radosna NINIWA Team
Poniedziałek, 17 czerwca 2013 (11:44)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Kamila Poloka z 45. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię
Nowosybirsk (Новосибирск), największe pod względem ludności miasto na Syberii, jest uznawane za jej nieoficjalną stolicę. To trzecie co do wielkości miasto w Rosji. Zostało założone w 1893 roku; w tym roku obchodzi swoje 120-lecie. Początkowo nosiło nazwę Nowonikołajewsk.
To młode miasto o bardzo szybkim i dynamicznym rozwoju. Przyczyniło się do niego zbudowanie w pobliżu stacji Kolei Transsyberyskiej, co spowodowało napływ ludności i jego dalszy rozwój. To ważny ośrodek naukowy, handlowy, przemysłowy i transportowy. Nowosybirsk zbudowano nad rzeką Ob po obu jej brzegach. Położenie to uwzględnia nowy herb miasta. Rzeka, której źródła znajdują się w malowniczych górach Ałtaj w Nowosybirsku, osiąga ok. 1 km szerokości. Miasto posiada dwie linie metra. Do ciekawych zabytków należą m.in. sobór św. Aleksandra Newskiego czy też Teatr Opery i Baletu.
W takim to mieście było dane przeżywać naszym dzielnym rowerzystom siódmą już niedzielę podczas tegorocznej wyprawy. Tradycyjnie już spali, jak długo chcieli i jedli śniadanie, kiedy chcieli, jednak o godzinie 11.00 przeżywali pierwszy wspólny punkt dnia, czyli Eucharystię.
Msza Święta odbyła się w kaplicy sióstr, które dołączyły do nas. W dzisiejszej Liturgii Słowa słyszeliśmy czytanie o królu Dawidzie, który uznał, że zgrzeszył wobec Boga. Jeżeli chcemy doświadczyć Bożej miłości, to wzorem Dawida trzeba nam uznać naszą grzeszność. Także Ewangelia przedstawia nam osobę – kobietę, która była świadoma grzeszności, dlatego doświadczyła Bożej miłości. Msza św. była bardzo głęboko przeżywana. Wielcy święci mieli ogromne poczucie własnej grzeszności i nie było to fałszywe. Rowerzyści w świetle Bożej miłości starają się odkrywać to, kim są. Dzisiejsza Eucharystia była odkrywaniem tego, że Bóg ukochał nas jako pierwszy – my tę miłość możemy jedynie przyjąć i na nią odpowiedzieć.
Po Eucharystii w kaplicy zrobili sobie wspólne zdjęcie z siostrami. Poznali siostrę przełożoną i mieli okazję usłyszeć w jej wykonaniu język rosyjski z niemieckim akcentem, co brzmiało naprawdę rewelacyjnie i zabawnie. Następnie grupa udała się na wspólny, lecz nietypowy obiad.
Kolarze zawsze traktowali zwyczaj Górnika, który kupował sobie kurczaki z rożna, z przymrużeniem oka. W drodze do Rzymu, Maroka większość śmiała się z tego. W drodze na Nordkapp część osób także postanowiła to spróbować, ale dopiero dzisiaj wszyscy wzięli z niego przykład. Uznali jego mądrość odnośnie tego wyboru i w pobliskiej galerii każdy kupił sobie potrzebną mu porcję ciepłego kurczaka. Następnie usiedli w jednym miejscu i zajadali kurczaka a'la Kuniol. Było w tym wszystkim dużo radości i oryginalności.
Po wspólnym obiedzie każdy członek ekipy otrzymał wolną rękę na spędzenie kolejnych godzin czasu. Część chodziła po galerii handlowej i najbliższej okolicy, inni wybrali się dalej na zwiedzanie centrum miasta, a jeszcze inni zajmowali się własnymi sprawami: Kuba Hepner wykorzystał ten czas na przeplatanie koła, zaś Szymek Zieliński ponownie zgolił włosy, które odrosły mu w ciągu tego tygodnia. Kiedy Sławek wracał do domu dziecka po skończonej przechadzce, zatrzymali go policjanci. W swoim niesamowitym, acz tradycyjnym stylu, nie zrozumiał dokładnie, po co go zatrzymali ani o czym z nim rozmawiali.
Warunki pogodowe tego dnia były inne niż w ciągu ostatnich kilku dni. Znacznie się ochłodziło, a dzień był przez dłuższy czas pochmurny. W trakcie popołudniowego relaksu odbywał się też mecz piłki nożnej między chłopcami, wychowankami domu dziecka, a rowerzystami. Choć była to zabawa, wszyscy potraktowali mecz bardzo poważnie i miejscowi chłopcy pokazali, co jeszcze nasi śmiałkowie powinni poprawić do końca wyprawy. Wygrywali z nimi 8:2.
Rowerzyści mają nadzieję, że już więcej nie zaliczą takiej piłkarskiej „wpadki”. Cały wieczór upłynął im jeszcze na zabawie z dzieciakami, z czego frajda była obustronna. Dzieci jeździły na rowerach po podwórku, przymierzały kaski. Nasi chłopcy brali je na ręce i zabawiali. Najwięcej przyjaciół tego popołudnia zyskał sobie Michał Kandefer. Cały czas przy nim chodzili, łapali go za ręce. W trakcie mojej rozmowy z głównym korespondentem słychać było jeszcze w tle dziecięce szumy. Mimo że dzieci chodzą spać zwykle o godzinie 21.00, to dziś z racji obecności nieoczekiwanych gości na rowerach mogły posiedzieć trochę dłużej. Niemniej jednak wychowawcy mieli problem z uspokojeniem rozentuzjazmowanych dzieciaków.
Zanim jednak nastąpił czas pójścia do łóżek o godzinie 19.00, w kaplicy ekipa uczestniczyła w nabożeństwie do Serca Pana Jezusa połączonym z wyprawową modlitwą za wstawiennictwem ks. Popiełuszki oraz Apelem Jasnogórskim. Po wieczornej modlitwie czekała ich miła niespodzianka. Siostry przygotowały dobry barszczyk, był chleb z kiełbasą, sałatka, słowem: ciepła, solidna kolacja. Wszyscy najedli się do syta.
Po kolacji miała miejsca bardzo radosna chwila, której zdawało się nie być końca. Marcel chciał ogłosić coś całej grupie, jednak spotkał się z tak wielką euforią, że nie był w stanie tego zrobić. Ludzie śpiewali:
– Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam… (radość)
Kolejna próba przemowy i odpowiedź:
– Przemów do nas! Przemów do nas! … (śmiech)
– Dziękujemy! Dziękujemy! (euforia)
- Sto lat, sto lat…
Oj, miał Marcel nie lada problem i trochę czasu upłynęło, zanim mógł dokończyć swoje ogłoszenie. Pokazuje to wszystko jednak, ze po 6 tygodniach jazdy, w 45. dniu czuć wielką jedność w grupie. Przed wyjazdem wiele osób twierdziło, że ze względu na czas trwania tej wyprawy oraz ilość uczestników, albo pozabijają się wcześniej wzajemnie, albo wrócą w przyjacielskich relacjach. Na razie, patrząc z perspektywy dotychczasowej drogi, skłaniać się można ku temu drugiemu rozwiązaniu, jednak ekspedycja ciągle trwa i nadal jej uczestnicy potrzebują naszej modlitwy drodzy Przyjaciele. Czytając to, westchnijcie do Pana Boga w ich intencji i pamiętajcie też w następnych dniach.
Po kolacji każdy dokończył się pakować (wyprawowicze cieszą się bardzo, że mają wyprane wszystkie ubrania) oraz przygotowywać rower do dalszej drogi. Wydaje się, że są gotowi, by ruszyć w siódmy tydzień ich wyprawy, jednak wiedzą, że tak naprawdę przed nimi jeszcze daleka i trudna droga.
Dziękuję również za wspólne bycie przez te kilka dni zarówno uczestnikom, których słyszałem przez telefon, jak i Wam, drodzy Czytelnicy. Kończę dzisiaj pisanie relacji i proszę też o modlitwę w mojej intencji z powodu ważnego egzaminu.
Bilans dnia:
– 0 km dystansu
– „Kurczak z rożna dla wszystkich poproszę”
– 2 linie metra
– 2 kawy na ubraniu Piotrka Wierzgacza
– euforia na cześć Marcela
– Nowosybirsk – NINIWA Team 8:2
Źródło: niniwateam.pl