Sąd za pamięć o żołnierzach
Poniedziałek, 17 czerwca 2013 (02:10)Z Mieczysławem Jaśkiewiczem, prezesem Związku Polaków na Białorusi, rozmawia Marcin Austyn
Będzie Pan odpowiadał przed sądem jako organizator uroczystości na Raczkowszczyźnie na Białorusi, upamiętniającej ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” i żołnierzy jego oddziału?
– Na to wygląda. Pani Weronika Sebastianowicz, członek zarządu Związku, otrzymała już wezwanie do sądu w Szczuczynie w tej sprawie na 19 czerwca br. Do mnie powiadomienie jeszcze nie dotarło, ale sądzę, że to tylko kwestia czasu.
Skąd takie przekonanie?
– Po uroczystościach, które odbyły się 12 maja br. na Raczkowszczyźnie, w miejscu śmierci ostatniego dowódcy polskiego podziemia niepodległościowego na Białorusi Anatola Radziwonika „Olecha”, najpierw zadzwonił do mnie dzielnicowy, że przyszedł w tej sprawie „papier” z milicji ze Szczuczyna. Powiedziałem, że jak otrzymam oficjalne wezwanie, to się stawię, bo przez telefon takich spraw się nie załatwia. Poinformowałem go, że w kolejnym tygodniu wyjeżdżam do Polski. Pani Weronika wraz z działaczami także w tym czasie przebywała w Polsce. 4 czerwca pod moją nieobecność była u mnie milicja, potem zostawili mi zawiadomienie na poczcie. Okazało się, iż jestem oskarżony o organizację nielegalnego spotkania i postawienie krzyża, oraz że sprawa będzie przekazana do sądu. Pani Weronika otrzymała podobne pismo, z tym że ona już dostała wezwanie na rozprawę.
Czego dokładnie dotyczą zarzuty?
– Zarzucono nam zorganizowanie nielegalnego zgromadzenia, manifestacji. Mimo że odbywało się ono na prywatnym terenie. Nie wiem, czy to znaczy, że jakbym organizował wesele na własnym podwórku, to też musiałbym prosić władze o pozwolenie. 12 maja br. zorganizowaliśmy spotkanie. Postawiliśmy krzyż, była też Msza św. polowa, były wspomnienia o „Olechu” i jego oddziale. Na uroczystości było ok. 150 osób z okolicznych wsi. Podkreślam: wszystko to odbyło się na prywatnym terenie. Poprosiliśmy w tym zakresie o pomoc człowieka z terenu Rakowszczyzny. Tam starsi ludzie z czasów swojej młodości pamiętają jeszcze „Olecha” i jego żołnierzy. Oni do dziś nie mają miejsca pochówku, nie wiemy, gdzie zakopali ich Sowieci, więc postanowiliśmy postawić im krzyż w miejscu, w którym zginęli. Chcieliśmy to uczynić 1 marca, w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ale w tym terminie śnieg był zbyt duży, a ziemia była zamarznięta. Dlatego wybraliśmy datę 12 maja, w 64. rocznicę śmierci „Olecha” i jego oddziału. Chociaż tak chcieliśmy uczcić ich pamięć. Powiem panu, że niedaleko tego miejsca urodził się Czesław Niemen. On śpiewał „Dziwny jest ten świat”. I my za nim powtarzamy te słowa. Bo chłopcy, którzy zginęli za swoją ziemię, za Ojczyznę, za swoją chatę, za rodzinę, zostali obwołani bandytami, a ci, z których rąk zginęli, którzy przyszli tu tysiące kilometrów, dostali pomniki „zginęli za ojczyznę”.
Jaka grozi Państwu kara?
– Jest to sprawa administracyjna, zatem możemy zostać ukarani grzywną albo karą do 15 dni aresztu. O tym zdecyduje sąd.
Spotykały Pana już podobne szykany?
– Już raz „siedziałem” kilka dni za to, że zapaliliśmy znicze dookoła cmentarza wojskowego, gdzie są groby żołnierzy polskich z czasów wojny polsko-bolszewickiej. Zapaliliśmy znicze, była modlitwa. W spotkaniu uczestniczyło wtedy około trzystu osób.
Jak można Państwu pomóc?
– Choćby poprzez nagłaśnianie sprawy, ale każda forma pomocy jest dobra i potrzebna.
Jest pomysł, by pisać do władz białoruskich w Państwa sprawie. To pomoże?
– Na pewno nie zaszkodzi. Na razie mobilizujemy się w Związku na 19 czerwca i na godz. 10.00 pój- dziemy ze wsparciem do sądu.