• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

38 procent z łupków

Poniedziałek, 17 czerwca 2013 (02:00)

Rząd po dwóch latach zwłoki przygotował ustawę o podatku z gazu łupkowego. Czy równe opłaty i zasady koncesjonowania zwiększą zakres jego poszukiwań w Polsce?

Ministerstwo Finansów opublikowało projekt Ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym. Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem energetycznym i rynkiem gazu nie mają wątpliwości: każda zwłoka to punkty dla Gazpromu. Dlatego ustawa powinna zostać jak najszybciej uchwalona przez Sejm.

Póki co koncesje wydobywcze są rozdzielane przy zielonym stoliku. W sensie dosłownym. Zdaniem Janusza Kowalskiego, eksperta w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego i rynku gazu, to system patologiczny i korupcjogenny, bo inwestorzy poruszają się w systemie różnych zasad.

– Urzędnicy arbitralnie, bez umocowania ustawowego, jedynie w oparciu o widełki z rozporządzenia wykonawczego, ustalają poziom opłaty cywilno-prawnej za wydobycie gazu łupkowego. Jedna firma może płacić 1 proc., inna – 70 procent. Przy takiej dowolności planowanie inwestycji w złoża przez inwestorów z USA czy Kanady, a więc krajów posiadających odpowiednie technologie i kapitał, jest ryzykowne – podkreśla Kowalski.

Przykładem takiej niemocy jest PGNiG, które od kilkunastu lat nie jest w stanie zwiększyć wydobycia gazu konwencjonalnego z krajowych złóż ze względu na brak kapitału, mimo uprzywilejowanej pozycji. – Dlatego żaden poważny inwestor nie zaangażuje się w jego wydobycie bez jasnych ustawowych ram prawnych – przekonuje ekspert. W jego ocenie, jest to dziś główny powód, dla którego Polska traci swoją szansę na budowę sektora wydobycia gazu łupkowego.

38 procent dla państwa

Nowy system ma się opierać na zasadach „równości i powszechności opodatkowania, sprawiedliwości, efektywności i konkurencyjności w stosunku do innych jurysdykcji podatkowych”, co ma być zachętą inwestycyjną. Ustawa ma zacząć obowiązywać od 2015r., ale podatki będą pobierane od początku 2020 roku. Poziom przejmowanej przez państwo renty surowcowej został wyznaczony w przypadku złóż konwencjonalnych na poziomie ok. 42 proc., dla niekonwencjonalnych blisko 38 procent.

Nowy system obejmie wszystkich przedsiębiorców z branży wydobycia węglowodorów, nie tylko nowych koncesjonariuszy, ale także firmy już prowadzące działalność wydobywczą, jak PGNiG. Problem powstał, gdy okazało się, że w Polsce są złoża tego surowca, ale jedynym podmiotem, który go wydobywał, była państwowa spółka PGNiG.

Nie zajmowała się tym żadna firma prywatna, a system podatkowy był bardzo korzystny dla krajowego potentata, nie uwzględniając faktu, że poszukiwaniami i eksploatacją kopalin mogłyby się zajmować spółki prywatne i zagraniczne. Dodatkowo, gdy nagle międzynarodowe koncerny rozpoczęły starania o koncesje poszukiwawcze, okazało się, że system nie ma żadnych ram prawnych, w tym podatkowych.

W obecnym systemie państwo jest właścicielem wszystkiego, co znajduje się pod ziemią, ale równocześnie za darmo oddaje firmom wydobywczym surowiec, np. gaz ziemny łupkowy, nie czerpiąc z tego żadnych korzyści.

Grzegorz Pytel z Instytutu Sobieskiego nie ma wątpliwości, że ustawa jest spóźniona. Janusz Kowalski, były członek zespołu ds. dywersyfikacji źródeł energii w Ministerstwie Gospodarki, zwraca uwagę, że bylibyśmy jedynym miejscem na świecie, w którym państwo nie czerpie zysków z tego tytułu.

Zaporowe stawki?

– Tymczasem przyjęta jest powszechnie zasada, że państwo, które jest właścicielem złóż, czerpie od 40 do nawet 80 proc. przychodu od wartości wydobywanego surowca. Jest to absolutny standard wśród państw, które zajmują się wydobyciem – przekonuje Kowalski.

W ocenie Pytla, nie można na obecnym etapie arbitralnie określać poziomu opodatkowania.

–Te 40 proc. może się okazać za dużo albo za mało. Moim zdaniem, firmy powinny na przetargu na zasadzie rynku konkurencyjnego deklarować, jakiej stopy zwrotu oczekują, i w zależności od deklarowanej przez siebie wysokości opodatkowania państwo powinno im przydzielać koncesje – podkreśla Pytel.

Dodaje, że ustalenie opłaty na poziomie 40 proc. na obecnym etapie rozpoznania złóż gazu łupkowego to cena zaporowa.

– Nikt nie podejmie się tego rodzaju poszukiwań, ale być może potem może się okazać, że będzie to już znacznie za mało – ocenia Pytel.

Dwa lata temu Klub Parlamentarny PiS przygotował i złożył w Sejmie pierwszy projekt ustawy, dzięki któremu dochody z wydobycia gazu łupkowego, opodatkowane na poziomie ok. 40 proc. jego wartości, miały wracać do kasy państwa. Miał być to stały koszt wydobycia tego surowca przez każdy zainteresowany tego rodzaju działalnością podmiot. Projekt do tej pory leży w marszałkowskiej zamrażarce.

– Oba projekty budują pewne instytucjonalno-prawne ramy dla inwestorów, według tych samych, równych kryteriów podatkowych. Ich celem jest również zagwarantowanie bezpieczeństwa państwa w zakresie kontroli nad koncesjami – podkreśla Kowalski.

Nasz rozmówca zwraca uwagę na aktywny lobbing firm, które już zdobyły koncesje. Dzięki nim będą miały możliwość odsprzedaży uzyskanych koncesji wraz ze spółkami, które są ich właścicielami.

– To jest luka prawna. Przez to w prasie pojawiają się teksty negujące sens zmiany obecnego systemu – ocenia Kowalski.

Chodzi m.in. o doniesienia w sprawie planów wycofywania z Polski amerykańskich inwestorów. Mogą być one inspirowane przez grupy zainteresowane sytuacją, w której korzystny dla zabezpieczenia interesów finansowych państwa system nie powstał w ogóle. Jest jeszcze inny aspekt problemu: amerykańskie koncerny mogą być zainteresowane opóźnieniem wydobycia gazu łupkowego w Polsce, by mieć czas na rozpoczęcie eksportu gazu pochodzącego z łupków na rynek europejski.

Zdaniem Grzegorza Pytela, nowa ustawa nie zmieni nastawienia inwestorów do planów poszukiwawczych i eksploatacyjnych w Polsce.

– Nie spodziewam się, by w efekcie tych zmian prawnych do Polski sprowadziło się nagle 20 platform wiertniczych, które rozpoczną nowe odwierty. Zmiana ta nie zwiększy poszukiwań łupków w Polsce – ocenia ekspert.

Do Komitetu Stałego Rady Ministrów trafił również projekt nowelizacji prawa geologicznego i górniczego. Powołany na jego mocy Narodowy Operator Kopalin Energetycznych (NOKE) będzie obowiązkowym, państwowym udziałowcem wszystkich koncesji. Nowe prawo rozróżnia koncesje rozpoznawczo-wydobywcze i wydobywcze.

Jeśli ktoś będzie się ubiegał wyłącznie o koncesję wydobywczą, organ koncesyjny sam przygotuje decyzję środowiskową i dopiero wtedy rozpisze przetarg na koncesję z gotową do wykorzystania decyzją.

Zgodnie z projektem poszukiwanie złóż będzie się odbywało na podstawie zgłoszenia do odpowiedniego urzędu, które – przy braku sprzeciwu –nabierze mocy w ciągu 30 dni. Zniknąć mają również dzisiejsze koncesje poszukiwawcze, zostaną jedynie koncesje rozpoznawczo-wydobywcze, przyznawane wyłącznie w drodze przetargu. Piotr Woźniak, główny geolog kraju, zapewnia, że czas ubiegania się o nie skróci się do 250 dni (teraz nawet 1205).

Maciej Walaszczyk