NINIWA Team w Nowosybirsku
Niedziela, 16 czerwca 2013 (20:21)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Kamila Poloka z 44. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię
I oto proszę Państwa jest! Nadszedł ten wyczekiwany! Ale kto? Ale co?
44. dzień wyprawy rowerowej, przemierzającej świat w intencji naszej Ojczyzny. Jakże to symboliczna liczba. W epoce romantyzmu, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami, Adam Mickiewicz, nasz narodowy wieszcz, wykorzystał ją w dramacie „Dziady”, cz. III, wkładając w usta księdza Piotra:
Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca!
Wskrzesiciel narodu,
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
Liczba ta odnosiła się do tego, który wyzwoli nasz kraj. Wyrwie z rąk zaborców. My jednak wierzymy, że Tym, który wyzwala nie tylko nasz kraj, ale wszystkie narody, cały świat, jest Jezus Chrystus. Odkupił nas i wybawił od grzechu przez swoją śmierć i zmartwychstwanie. Co jeszcze ważnego jest w tej liczbie prócz historyczno-literackich symboli? Otóż do tej pory najdłuższa wyprawa NINIWA Team (Tour de Mazenod) liczyła sobie 44 dni. I dzisiaj ten wynik został wyrównany, a od jutra śrubowany będzie nowy rekord długości wyprawy pod względem czasu (rekord ilości kilometrów jest poprawiany już od ponad tygodnia).
Po tym nieco przydługawym wstępie nadszedł czas, aby spojrzeć na to, co działo się na trasie 44. dnia wyprawy „Polska – Syberia”. Jeszcze ciekawostka z wczoraj: wieczorem gospodarze naszych śmiałków przynieśli im cały karton świeżego chleba. Rowerzyści są wdzięczni za ten dar.
Pobudka, tradycyjnie w ostatnich dniach o godzinie 5.00. Już o 6.00 nasi śmiałkowie opuścili Krutichę i wyruszyli w 181-kilometrową podróż do Nowosybirska, równolegle do zbiornika oraz rzeki Ob.
Drogi dnia dzisiejszego były bardzo dobre, czego nie spodziewali się nauczeni doświadczeniem wcześniejszej podróży przez Rosję. Tylko krótki odcinek (kilka km) nie miał asfaltu. Wynikało to jednak z powodu remontu drogi i objazdu. Pierwszy dystans liczący 55 km jechali praktycznie cały czas w lesie, bez wiatru oraz przy niewielkim ruchu samochodowym. Przerwa miała miejsce gdzieś w polu, a po niej nastąpił kolejny dystans długości 60 km. Na tym odcinku po raz pierwszy w trakcie tej wyprawy, a także pierwszy raz od wyprawy do Maroka, dętkę złapał Sławek, co więcej, wraz z dętką rozerwało mu także tylną oponę.
Jechało się nadal dobrze, a momentami wiatr nawet wiał w plecy. Kolejna przerwa na stacji benzynowej. W tym momencie mieli na licznikach 115 km. Ta przerwa trwała 40 minut, a po niej ostatni odcinek prowadzący już do celu. W trakcie jazdy, kiedy nie było wiatru i nastawała cisza, rowerzystów dochodziły odgłosy przyrody, mnóstwo śpiewających ptaków. Widzieli też sporo drapieżnych gatunków krążących w powietrzu w poszukiwaniu zwierzyny. Na tym odcinku na drogach były wyrysowane nawet boczne linie!
Będąc w temacie dróg, czas na ciekawostkę dotyczącą samochodów. Ruch w Rosji jest prawostronny, tak jak u nas, jednak w odróżnieniu do naszego kraju tam samochody mogą mieć kierownicę także po prawej stronie auta. I będąc teraz w obwodzie nowosybirskim, niniwowicze zauważyli, że zdecydowana większość aut ma kierownicę właśnie z prawej strony. W zachodniej części Rosji był to zdecydowanie rzadszy widok. Kierownicę po lewej stronie mają jedynie łady. Czym to jest spowodowane? Otóż miejscowi wytłumaczyli, że pozostałe samochody sprowadzane są z Japonii, gdzie tak jak np. w Anglii obowiązuje ruch lewostronny i samochody mają kierownicę po prawej stronie.
Nowosybirsk, do którego dzisiaj dotarli nasi bohaterowie, jest trzecim pod względem liczby ludności miastem w Rosji po Moskwie oraz Sankt Petersburgu. Ma 1,5 miliona mieszkańców. Jest to rzeczywiście duże miasto, ale rowerzyści przyznają, że wyglądem znacznie odbiega od Kazania, Moskwy, Ufy czy Czelabińska. Widać wyraźnie, że jest biedniejsze od nich.
Wiecie już drodzy Czytelnicy, jak wyglądała sytuacja na trasie wokół rowerzystów, a jak wyglądały relacje pomiędzy nimi? Znowu doszło do wymiany sprzętu w trakcie etapu. Mam nadzieję, że nie zostały naruszone żadne punktu regulaminu i nikt nie zostanie przesunięty jutro na dalsze pola startowe ani nie otrzyma żadnej grzywny. Pierwszym zmieniającym był Wojtek Mazur, który wziął przyczepkę Waksmundowi i za niego ciągnął dodatkowe kółko. Czy poczuł się jak Tony Stark? [Iron Man – przyp.]. Zapytajcie go sami. Kolejne wymiany były już obustronne. Na drugim dystansie dnia rowerami zamieniły się Usia z Sonią oraz o. Tomek z Kubą H. Z kolei na trzecim odcinku Jola z Usią.
Kiedy wyprawowicze dotarli do Nowosybirska, udali się do tutejszych Sióstr Elżbietanek, które prowadzą dom dziecka. Pracuje tu 6 sióstr: przełożona z Niemiec, jedna siostra z Rosji oraz 4 Polki. Nasi rowerzyści zostali przyjęci równie życzliwie, jak rok temu przyjęła nas siostra Katarzyna oraz jej współsiostry w Tromso, kiedy poszukiwaliśmy miejsca na nocleg i „bazę” wypadową przed odlotem do Polski.
W tym miejscu serdecznie pozdrawiamy dom Sióstr Elżbietanek w Tromso. W Nowosybirsku siostry również przyjęły ekipę bardzo otwarcie. Największe wzruszenie przeżyła chyba siostra Augustyna, która była tak szczęśliwa, kiedy zobaczyła wielką biało-czerwoną flagę na rowerze Górnika, że po całym ciele przeszły ją ciarki. Była to prawdziwa i szczera radość na widok rodaków, którzy oddalili się już tak daleko od ziemi ojczystej.
Bardzo fajnie się złożyło, że w miejscu pobytu naszego teamu trwają wakacje i sporo dzieci z domu dziecka gdzieś powyjeżdżało. Rowerzyści mają dzięki temu idealne warunki. Robią naprawdę porządne pranie, gdyż została im udostępniona duża pralka mieszcząca aż 10 kg, która chodzi od kilku godzin na pełnych obrotach (ciekawe, czy kiedyś skończy). Po 6 tygodniach jazdy jest szansa na to, żeby zawartość bagaży wiezionych przez niniwowiczów pachniała jak na początku wyprawy. Inną ważną sprawą było dla nich wzięcie pryszniców, do których ostatnio mieli dostęp tydzień temu w Astanie. Niniwowicze twierdzą zgodnie, że taki ciepły prysznic jest po ponad tysiącu kilometrach prawdziwym luksusem.
Na miejsce do sióstr rowerzyści dotarli ok. godziny 16.00 i otrzymali czas do godziny 19.30, żeby się umyć oraz zjeść obiad. Większość z nich poszła na tani obiad do IKEI, mieszczącej się w dużej galerii handlowej kilometr od ich dzisiejszej bazy noclegowej. W przeliczeniu na złotówki ceny były tam następujące: pączki – 50 gr, zapiekanki – 2,5 zł, lody – 1 zł, wielka dolewka napojów – 1,5 zł. Trzeba stwierdzić, że to naprawdę tanie jedzenie. Po wzięciu pryszniców (dom dziecka jest położony 200 m od przepływającej przez Nowosybirsk rzeki Ob, jednak nikt nie zdecydował się na kąpiel) i zrobieniu prania wyprawowiczów, czekał najważniejszy punkt dnia – spotkanie z Jezusem na Eucharystii.
Miała ona miejsce o 19.30 w kaplicy u sióstr. Na Mszę Świętą przyszły też dwie siostry z Polski, które mimo że już wcześniej uczestniczyły tego dnia w Eucharystii, chciały przeżyć ją jeszcze raz wspólnie z naszą rowerową ekipą. Była to wielka radość dla wszystkich.
Po Mszy św. odbyło się cotygodniowe spotkanie. Przebiegło ono w bardzo dobrej atmosferze. Każdemu wydaje się, że wyprawa trwa kilka dni, a nie sześć tygodni, nikomu czas się nie dłuży. Jednak dają o sobie znać niektóre części ciała. Organizm pokazuje, że nie są na spacerku, sporo mają już przejechane.
Dzisiejsza Ewangelia kontynuuje Kazanie Jezusa na Górze. Mówi o tym, aby nie rzucać słów na wiatr, bo nasza mowa ma być jedynie: „tak, tak; nie, nie”. Lubimy nieraz przysięgać, po to tylko, żeby pokazać wartość swojego słowa. Jednak jedyne słowo, które jest pewne, to Jezus Chrystus. W Nim wypełniły się wszystkie proroctwa i zapowiedzi Starego oraz Nowego Testamentu. Jezus wypełnił wszystko, co mu Ojciec powiedział. Jego pokarmem było wypełnić wolę Ojca.
Podczas wyprawy nasi śmiałkowie starają się wsłuchiwać, jaka jest wola Ojca. Bóg mówi przez wszystko: przez ludzi, przez wydarzenia, przez bycie w drodze. Przede wszystkim jednak bezpośrednio przez swoje słowa w Biblii, które mają możliwość rozważać też w trakcie jazdy, w milczeniu. Ludzkie słowo będzie miało tym większą wartość, im bardziej będzie Dobrą Nowiną i będzie tak jak słowo Jezusa wypowiadane z miłości.
Bilans dnia:
– 181 km dystansu
– wyrównany rekord wyprawowych dniówek
– dętka i opona nieobecnego gościa weselnego
– 4 polskie elżbietanki
– 10 kg pralka
– auta z prawymi kierownicami
– 3 regulaminowe wymiany napędów pod stopami
– 1 wymiana w holowaniu
Źródło: niniwateam.pl