W terenie nie miał sobie równych
Niedziela, 16 czerwca 2013 (19:47)Z Piotrem Ciura, koordynatorem projektu budowy i prezentacji łazika marsjańskiego Hyperion, który zwyciężył podczas zawodów University Rover Challenge w USA, rozmawia Adam Białous
W czasie zawodów uzyskaliście 493 na 500 możliwych punktów. Za jakie właściwości Hyperion uzyskał największe noty?
- Oceniane były zarówno cechy maszyny, jak i umiejętności osób, które ją sterowały. Jurorom najbardziej spodobały się możliwości poruszania się Hyperiona w terenie. Okazał się on najbardziej mobilnym robotem wśród całej konkurencji. Zadania, jakie musiał wykonać każdy łazik, to dostarczyć pakiet ratunkowy astronaucie, poszukać śladów życia w pobranych z gruntu próbkach, a także wyczyścić panel słoneczny. Zadanie terenowe zrobiliśmy w 12 minut. Za osiągnięcie tego czasu, sędziowie byli pełni podziwu.
Czy Hyperion został zbudowany na podstawie łazika marsjańskiego Magma, którym drużyna z Politechniki Białostockiej zwyciężyła te same zawody dwa lata temu?
– Nie. Hyperion to całkowicie nowa konstrukcja. Również zespół, który ją zbudował, to inni studenci. Z tamtej grupy pozostałem tylko ja. Brałem wcześniej udział w zawodach z robotami Magma i Magma 2.
Po sukcesie Hyperiona mieliście jakieś oferty wykorzystania waszej maszyny kierowane przez instytucje państwowe lub firmy prywatne?
- Jak na razie nie mieliśmy takich propozycji. A muszę powiedzieć, że Hyperion, choć ze względu na użyte do jego budowy materiały nie nadaje się do pracy w kosmosie, to na ziemi może być doskonale wykorzystany przez służby takie jak: straż graniczna, straż pożarna czy policja – np. w przypadku unieszkodliwiania ładunków wybuchowych. Nie ukrywam, że w tym roku kończę Politechnikę Białostocką i zamierzam szukać pracy za granicą. Chciałbym przynajmniej na parę lat wyjechać z Polski. Zatrudnić się w kilku firmach zagranicznych, elektronicznych, automatycznych, aby poznać jak tam się pracuje. Ewentualnie później wrócić do Polski. Już dwa lata temu, kiedy wygraliśmy w zawody USA łazikiem Magma, miałem propozycję wyjazdu za granicę. Teraz też znajdę tam pracę. Chciałem jednak skończyć studia na Politechnice Białostockiej. Mam też tu rozpoczęty przewód doktorski.
Planujecie Hyperiona dalej rozwijać, modyfikować?
– Pewnymi elementami wykorzystanymi do budowy Hypriona zainteresowały się niektóre firmy czy instytucje. Nie są to jeszcze konkretne propozycje ich szerszej produkcji, ale zamierzamy nad tymi właśnie elementami popracować, żeby były w pełni profesjonalne.
Na czym polegała Pana funkcja koordynatora projektu Hyperion ?
– Moim głównym zadaniem było stworzenie grupy konstruktorów Hyperiona i koordynacja pracy poszczególnych osób, aby wszystko dobrze działało w całości jako zespół. Była też praca tzw. papierowa. Brałem również udział w pracach nad elektroniką użytą w tej maszynie.
Większość osób z „drużyny Hyperiona” kończy w tym roku studia na Politechnice Białostockiej, zostaje tylko najmłodszy z nas Michał Grześ. To najpewniej on będzie koordynatorem następnego projektu łazika marsjańskiego.
Kiedy Hyperion wraca do Polski ?
– Łazik ma być w rodzinnym Białymstoku już w przyszłym tygodniu. Kiedy będziemy znali dokładną datę jego przyjazdu, wówczas zorganizujemy pokaz umiejętności Hyperiona. Mogę już jednak teraz powiedzieć, że pokaz będzie ciekawy. Pojazd ma sześć niezależnie napędzanych i sterowanych kół, manipulator przegubowy, system GPS oraz system wizji. Jest przystosowany do poruszania się w terenie pustynnym, piaszczystym i kamienistym. Może pokonywać wyniesienia nachylone nawet pod kątem 50 stopni.
Dziękuję za rozmowę.