Roztańczona NINIWA Team
Sobota, 15 czerwca 2013 (18:52)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Kamila Poloka z 43. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię
Co zaskakuje kolarzy NINIWA Team w drodze? Dlaczego dziwili się, a później zmienili zdanie? O zabawach towarzyskich w czasie jazdy. Tego dowiecie się drodzy Przyjaciele z dzisiejszej relacji. Zapraszam.
Wraz z pobudką w wiosce Rasswiet [Рассвет] do naszych rowerzystów zawitała kolejna niespodzianka. Ciepłe śniadanie w postaci całej torby świeżutkich pierogów przygotowanych na słodko z serem. Widać tutaj komuś bardzo zależało, żeby sprawić im taką miłą niespodziankę o 5.00 rano. Tak wielka ofiarność miejscowych, którą okazali też wczoraj, świadczy o ich gościnności i życzliwości. O godzinie 6.00 jak zwykle miała miejsce poranna modlitwa, po której nastąpił wyjazd. Pogoda bardzo sprzyjała jeździe, praktycznie nie było wiatru. Dzień był bardzo gorący, ale upał nie dał się zbytnio we znaki, z racji niewielu przejechanych kilometrów.
Pierwszoplanową postacią był dzisiaj Marcin Mazurek, który obchodził swoje 20. urodziny. Fajna sprawa mieć urodziny w trakcie wyprawy – wiem, bo sam doświadczyłem. W tym miejscu cisną się na usta słowa piosenki: „Ja mam dwadzieścia lat, Ty masz dwadzieścia lat, przed nami siódme niebo”. Życzę Marcinowi osiągnięcia tego nieba, gdzie będzie wieczna radość z przebywania w Bożej chwale.
Ale zejdźmy na razie na ziemię. Na trasie dzisiejszego etapu zaczęły się znów lasy, których w Kazachstanie nie było. Jest to tak zwana tajga syberyjska, która obrasta bezkresne obszary Niziny Zachodniosyberyjskiej, o którą nasi śmiałkowie zahaczyli przekraczając Ural i kiedy znajdowali się w okolicy Czelabińska. Teraz znów zaczęli przemierzać tę olbrzymią nizinę. Trzeba powiedzieć, że droga, którą się poruszali, mimo iż jest boczną drogą, była całkiem niezła. Asfalt był dobry, a ruch niewielki. Pierwsza przerwa miała miejsce po 50 km w szczerym polu. Pół godziny odpoczynku, podziwiania pięknych terenów i ruszyli dalej. Następna przerwa po kolejnej pięćdziesiątce przy sklepie. Potem następny, trzeci odcinek, i znaleźli się w miejscowości Kruticha po przejechaniu 148 km. Tam zostali na nocleg. Ale co działo się w czasie poszczególnych odcinków?
Na pierwszym dystansie Górnik puszczał super muzykę. W repertuarze znalazła się między innymi piosenka Arki Noego: „Taki duży, taki mały może świętym być.” W trakcie niej śmiałkowie zaczęli pokazywać znane wszystkim gesty, nie zsiadając z rowerów. Jeszcze większą sprawnością rowerzyści wykazali się tańcząc studniówkowego poloneza w czasie jazdy. Popisy taneczne zostały przypłacone jedyną awarią w tym dniu – zepsutą szprychą Kuby Hepnera. Prócz tej awarii na trzecim dystansie miał miejsce drobny wypadek, z którego bez szwanku wyszedł rower poszkodowanego. Sam poszkodowany, który przewrócił się, zahaczając o sakwę jadącego przed nim rowerzysty, trochę się poharatał na kolanach i na łokciu. Na szczęście Kubie Kostrzewskiemu, bo o nim mowa, nic poważnego się nie stało.
W trakcie przemierzania tych pięknych, czystych terenów minęli dzisiaj niewiele wiosek. Mijani ludzie pozdrawiali ich przyjaźnie. Rowerzystów początkowo zdziwiło, że mieszkańcy nie kojarzą flagi naszego kraju, nie wiedzą, co to za flaga. Jednak później doszli do wniosku, że nie ma się co dziwić. Czy Wy, drodzy czytelnicy, wiecie, jak wyglądają flagi Turkmenistanu czy chociażby Kirgistanu, krajów środkowej Azji? À propos flagi... Podczas jazdy przez Kazachstan Sławek wyjął swoją największą flagę i cały czas jedzie z nią na maszcie. Kiedy dwa dni temu przekraczali granicę, flaga ta była zdecydowanie większa od rosyjskiej i kazachskiej, powiewających przy przejściu.
Na pierwszym dystansie pewną atrakcję stanowiła wioska o nazwie Sierp i Młot. Są to symbole, które znajdowały się na fladze Związku Radzieckiego. Górnik stwierdził, że w tej wiosce wszystko się zaczęło. Ogólnie grupa odnosi wrażenie, że Lenin jest wiecznie żywy – po drodze, w każdej mijanej wiosce widzą pomniki, wizerunki Lenina, czerwone gwiazdy.
Kilka minut przed 15.00 uczestnicy wyprawy dotarli do wspomnianej już miejscowości Kruticha i robili zakupy w markecie obok urzędu miasta. Zobaczył ich komendant miasta, zainteresował się nimi i poszedł ich przywitać, od razu zapraszając na nocleg. Mimo wczesnej jeszcze pory oraz z racji urodzin Marcina postanowili, że tam zostaną. Po zakupach komendant poprowadził ich do szkoły, gdzie śpią na w sali gimnastycznej. Na sali odprawili Mszę Świętą, a po niej zjedli dopiero obiad. O godzinie 19.00 odmówili litanię do Serca Pana Jezusa, modlitwy za wstawiennictwem błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, a następnie zrobili urodziny Marcina.
Dzisiejsza Ewangelia prezentuje kolejny fragment Kazania Pana Jezusa na Górze. Wzywa on do pełnego radykalizmu. Całkowicie należy postawić na Boga. Aby to uczynić, trzeba podjąć walkę z grzechem, który jest odwróceniem się od Pana Boga. Odrzucając Boga, pozbywamy się kogoś, kto prowadzi nas przez życie. Jeśli stworzenie odcina się od Stwórcy, gubi się. Jednak życie w drodze pomaga nam codziennie odnajdywać i na nowo wybierać Pana Boga.
Bilans dnia:
– 148 km dystansu
– roztańczone rowery
– jedna szprycha Kuby H.
– poharatany Kuba K.
Nocleg:
Kruticha [Крутиха]
Przejechanych do tej pory kilometrów: 5923