• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

NINIWA Team ponownie w Rosji

Piątek, 14 czerwca 2013 (10:26)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Kamila Poloka z 42. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię

Dzisiejsza relacja zaczyna się inaczej niż wczoraj. Otóż nasz główny korespondent nie miał już żadnych dodatkowych informacji do dnia wczorajszego. Miałem je za to ja. Wczoraj z powodu niedużego ruchu cała grupa poruszała się w jednej kolumnie, co miało miejsce także i dziś.

Wczoraj, wkraczając ponownie na terytorium Federacji Rosyjskiej, rowerzyści znaleźli się na terenie obwodu zwanego Krajem Ałtajskim. Choć mnie z tą nazwą kojarzą się góry, to jednak NINIWA Team dzisiaj poruszała się po północno-wschodnich terenach tego kraju, które są na ich szczęście (albo i nieszczęście – zależy co kto woli) płaskie jak patelnia.

Dzisiaj pobudka o 5.00. Choć w nocy deszcz nie padał, to namioty w obozie pod brzozami były bardzo mokre od rosy. Rowerzyści wyjechali dzisiaj z akademickim opóźnieniem wobec planowanego wyjazdu o 6.00. Jak na tak wczesną godzinę pogoda była bardzo przyjemna, świeciło słońce, zimno nie było i nie wiał też wiatr.

Pierwsza przerwa była już po 12 km w Kulundzie. Tam zatrzymali się, by uzupełnić zapasy wody, której nie było na noclegu. Następnie kierowali się na północ, jadąc równolegle do granicy z Kazachstanem. Wtedy zaczął wiać silny wiatr z boku. Na tym odcinku dętkę złapał Michał Piec. Pierwsza dłuższa przerwa odbyła się w miejscowości Sławgorod, po przejechaniu od pobudki 67 km. Nazwę tego miasta można by przetłumaczyć jako „miasto Sławka”. Tam rowerzyści zrobili zakupy. Mieszkańcy byli zainteresowani grupą. Pytali z wielką życzliwością: skąd jadą? Po co? Dokąd?

Tereny, przez które przejeżdżali nasi śmiałkowie, są bardzo rozległe, ale już nie przypominają w niczym stepów kazachskich. Pojawia się dużo krzaków, czasami sporo drzew, ale las to jeszcze nie jest. Cały dzień było słonecznie i w samym słońcu jest dość ciepło, wręcz gorąco, jednak jadąc rowerem, nie odczuwa się tego, gdyż sam wiatr jest zimny. Po ok. 50 km od Sławgorodu nastąpiła druga przerwa. Tym razem obiad zjedli w trakcie tej przerwy.

Wjechali do małej wioski, która jak wiele innych, mijanych po drodze ma niewielu mieszkańców, do 200. Często dojazd do takiej wioski jest poprowadzony piaszczystą drogą. Domki wszędzie są parterowe, próżno wypatrywać „piętrowców”. W wiosce, do której zawitali, spędzili czas na jednym z podwórek, gdzie zostali ciepło przyjęci przez gospodarzy. Kilka osób umyło się wężem ogrodowym, z którego ekipa czerpała też wodę. Otrzymali także wrzątek. Po obiedzie był czas na spokojną drzemkę bez pośpiechu.

Po wypoczynku ciała nadszedł czas dla ducha. Po drzemce, około 14.40, rozpoczęła się Msza Święta, która dzisiaj była bardzo wydłużona. W trakcie niej ojciec Tomek wyjaśniał poszczególne czynności liturgiczne i symbole, które towarzyszą Eucharystii, są z nią związane. Wiele osób głęboko ją przeżywało. Codzienny udział we Mszy św. sprawia, że ekipa chce coraz lepiej ją rozumieć i dziś miało to niewątpliwie miejsce.

Po tej wydłużonej do granic możliwości przerwie uczestnicy wyprawy zdecydowali wspólnie, że od tego momentu aż do niedzieli pojadą bez poganiania, na spokojnie i aż do Nowosybirska, gdzie chcą dotrzeć w sobotę wieczorem, gwizdek ojca prowadzącego nie będzie w użyciu.

Po tych ustaleniach nasi rowerzyści przejechali jeszcze 40 km i zatrzymali się na nocleg w wiosce Rachswiet. Wjechali tam i szukali miejsca na nocleg w szkole, która była jednak zamknięta z powodu remontu. Przez mieszkańców zostali skierowani do klubu – pewnej sali wiejskiej – gdzie mają dostęp do umywalki z wodą. Kilka domów dalej gospodarze rozpalili dla „kręcących” gości banię, w której można się było trochę umyć. Jednak to nie był koniec niespodzianek: ku wielkiemu zaskoczeniu śmiałków ktoś przyniósł im 60 jajek (ciekawe, czy zrobią megajajecznicę), zaś inni mieszkańcy wioski mleko, słonecznik, rzodkiewki, szczypiorek, cebulkę, a w trakcie zdawania relacji przez naszego głównego korespondenta wyprawy ktoś doniósł cały gar pysznej zupy warzywnej.

Wszystkie te podarki pokazują, jak wielką życzliwością są darzeni członkowie NINIWA Team przez mieszkańców. Nie wiedzieli oni o tym, że będą mieć gości, a tak szybko odpowiedzieli na potrzeby rowerzystów. Kilku mieszkańców wioski pomogło także w naprawie awarii, której uległ rower Krzyśka Skoka niewiele kilometrów przed metą dzisiejszego etapu. Poszły mu mocowania sakw. Był to na tyle poważny problem, że jego sakwy musiał zabrać Marcel. U celu drogi przy pomocy wspomnianych już wyżej mieszkańców ich wiertaki oraz kilku metalowych blaszek awaria została usunięta. Po kolacji odśpiewany został Apel Jasnogórski, odmówione codzienne modlitwy i większość osób udała się do swoich śpiworów, choć kiedy wisiałem na linii Polska – Rosja, było miejscami jeszcze słychać podniesione głosy.

Cały dzień upłynął radośnie. W trakcie jazdy miały miejsce dwa interesujące zdarzenia. Co poniektórym znudziła się jazda na rowerze, a może szukają nowych wrażeń? Na drugim odcinku doszło do wymiany kierowców. Sonia zamieniła prowadzenia swojego pojazdu na wehikuł Kuby Hepnera, zaś Hania wymieniła się rowerem z Michałem Piecem. Na ostatnim odcinku po tej dłuuugiej przerwie nastąpiła jeszcze jedna zmiana i był to znów Kuba Hepner, ale tym razem wymiany dokonał z Wojtkiem Mazurem. Niekwestionowanym bohaterem dnia został jednak Michał Piec. Otóż na tym ostatnim odcinku kilku chłopaków jadących z tyłu stawki postanowiło „zaprotestować” przeciwko zbyt wolnemu ich zdaniem tempu jazdy. Zsiedli z rowerów i zaczęli iść z nimi na nogach, a następnie chcieli wyprzedzić jadących normalnie pozostałych członków ekipy. Jednak nie było to takie proste, jak im umysł podpowiadał, a peleton rowerowy został wyprzedzony jedynie przez biegnącego Michała. Widać zaowocował wczorajszy trening a’ la hulajnoga. Michałowi gratulujemy.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o przebaczeniu. Miłość jest niemożliwa bez przebaczenia. Żeby umieć przebaczyć innym, trzeba jednak najpierw umieć przebaczyć samemu sobie i zaakceptować siebie. Wtedy jest szansa, że będziemy innych akceptować i im przebaczać. Nie możemy bać się prosić innych o przebaczenie. Siłą miłości jest przebaczenie. Szczytem miłości jest Eucharystia.

Święty Antoni, patron dnia dzisiejszego, powiedział kiedyś słowa, które korespondują z tym, co rowerzyści rozważają w ostatnich dniach: „Miłość jest duszą wiary, sprawia, że jest ona żywa; bez miłości wiara umiera”.

  

Bilans dnia:

– 153 km dystansu,

– dętka Michała Pieca oraz zwycięstwo w prestiżowych zawodach,

– mocowania Krzyśka Skoka

– 3 zmiany kierowców wehikułów.

 

Nocleg:

Rachswiet

Przejechanych do tej pory kilometrów: 5775

 

Źródło niniwateam.pl