Muzyczne święto w Kobyłce
Czwartek, 13 czerwca 2013 (20:56)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Z Anną Szarek-Lisiewicz, twórcą i dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu „Perła Baroku – Koncerty Mistrzów”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak zrodził się pomysł organizacji Międzynarodowego Festiwalu „Perła Baroku – Koncerty Mistrzów”? Czym kierowali się jego pomysłodawcy?
– Pomysł festiwalu zrodził się, kiedy z Gdańska przeprowadzałam się pod Warszawę i szukałam domu. Spodobał mi się jeden domek w Kobyłce i wówczas zwróciłam uwagę na kościół, z wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju architekturą. Pomyślałam wówczas, że może warto byłoby ożywić to miejsce, zwłaszcza że mieszkańcy Kobyłki żalili się, że nie ma tu zbyt wielu turystów, a życie jest, prawdę mówiąc, dość nudne. Ponadto doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że niewielu jest ludzi, zwłaszcza na prowincji, których stać na częste bywanie na koncertach muzycznych. Stąd pojawił się pomysł, żeby to muzyka przyszła do nich, zwłaszcza ta na najwyższym poziomie, w najlepszej interpretacji, która dla przeciętnego człowieka tak naprawdę jest bardzo droga. Zależało mi na tym, żeby zrobić to dobrze, przygotować odpowiednią promocję, żeby mecenasi zechcieli zapłacić za bilety, i to się udaje. Tak więc ludzie, którzy mieszkają w 20-tysięcznej Kobyłce, i melomani, którzy przyjeżdżają do nas jako goście, mają okazję wysłuchać koncertów na najwyższym poziomie. Czas festiwalu to dla mieszkańców święto muzyki, za którym tęsknią i którego oczekują przez cały rok, a Kobyłka staje się na ten czas centrum europejskiej kultury.
Jakie znaczenie ma to, że festiwal odbywa się w bazylice Świętej Trójcy w Kobyłce – jednej z piękniejszych świątyń barokowych w Europie?
– To bardzo ważne, że festiwal gości w tak pięknej świątyni. Choć tak naprawdę kościół nie jest duży, to ma doskonałą akustykę. Muzyka, oświetlenie i wyjątkowe miejsce – to wszystko sprawia, że atmosfera festiwalu jest wspaniała i jedyna w swoim rodzaju. Wnętrze, atmosfera i oczekiwanie na muzyczne dźwięki sprawia, że spełnia się moje marzenie, żeby muzyka pozwalała ludziom wyrwać się z codziennej gonitwy, zatrzymać się na chwilę i zobaczyć, że obok pogoni za dobrami tego świata istnieje coś jeszcze, znacznie cenniejszego, głębszego, czemu warto poświęcić czas i trochę wysiłku. Festiwal to także czas radości, kiedy wszyscy jesteśmy dla siebie bardziej mili, i warto zatrzymać tę atmosferę na dłużej, zwłaszcza przy tak pięknej muzyce.
Podczas każdej edycji festiwalu występują gwiazdy. Jak udaje się ściągnąć do Kobyłki znanych wykonawców?
– Od 30 lat jestem muzykiem i mam pewne doświadczenie. Staram się szukać inspiracji i tak komponować program festiwalu, żeby koncerty były różnorodne. Potem przychodzi czas, kiedy zastanawiam się, jak znaleźć wykonawców, którzy pasowaliby do tej koncepcji. Niektórych znam osobiście, ale w wielu przypadkach są to żmudne poszukiwania, telefony itp. Tak było, kiedy chciałam, żeby w Kobyłce wystąpił Christophe Coin uznawany za najlepszego barokowego wiolonczelistę na świecie, zresztą bardzo bogata osobowość, człowiek nieudzielający się od strony menedżerskiej. Zadzwoniłam do Bazylei na uczelnię, gdzie pracuje. W końcu udało mi się z nim skontaktować i przyjechał do nas w 2009 roku. To dowód, że osoby, które są wielkimi gwiazdami, często są bardzo miłe, serdeczne. Oczywiście, że trzeba im zagwarantować przyzwoite honorarium, co czasem bywa trudne. Z takich właśnie przyczyn – finansowych – nie mogą u nas występować duże zespoły, bo przeloty i honoraria to tak duże pieniądze, że nie możemy sobie na to pozwolić. Jednak udaje nam się sprowadzić pojedynczych wykonawców czy zespoły kameralne. Z każdym rokiem nasz festiwal staje się coraz bardziej popularny i nawet gwiazdy już wiedzą, że warto bywać w Kobyłce. My z kolei jesteśmy im za to bardzo wdzięczni.
Występy mistrzów wzbudzają duże zainteresowanie?
– O zainteresowaniu festiwalem świadczy fakt, że podczas tegorocznej inauguracji liczba osób zbliżyła się do półtora tysiąca. Był tak duży tłum w kościele, że powstał problem, jak to opanować. Rokrocznie w festiwalu uczestniczy około czterech tysięcy osób, co dla niewielkiej Kobyłki jest liczbą bardzo dużą.
Publiczność, zwłaszcza ta miejscowa, uczy się z każdym rokiem. Dlatego zdecydowałam się zapraszać mistrzów, zdając sobie sprawę, że w ten sposób można tworzyć nowe rzesze melomanów. Organizując koncerty, odpowiednio je promując, można zapraszać ludzi, którzy nigdy nie byli na żadnym koncercie, może trochę bojąc się filharmonii czy sali operowej. Tymczasem, kiedy koncert odbywa się niedaleko ich domu, a w dodatku w kościele, to wówczas mają większą odwagę, żeby przyjść i posłuchać. Staram się tak dobierać programy koncertów, żeby nie były one zbyt ciężkie. Są także przerwy w koncertach, żeby odetchnąć. Wszystko po to, aby przyjemnie było słuchać muzyki. Wychodzimy z założenia, że koncert zbyt długi to koncert męczący, i to nie tylko dla amatora. Staramy się dbać o artystów, żeby dobrze się u nas czuli, ale także o publiczność, zwłaszcza tę amatorską. Wychodzimy z założenia, że muzyki nie należy się bać. Służy temu również program muzyczny od renesansu aż po czasy współczesne, stąd także muzyka filmowa czy argentyńska, która również się zdarzała. Do tego przekonująca interpretacja, co sprawiało, że publiczność wychodziła z koncertów zadowolona i zachęcała do słuchania muzyki swoich znajomych. Takie mamy zadanie, żeby przekonywać ludzi do muzyki, i tak staramy się ten festiwal prowadzić.
Za nami półmetek tegorocznego festiwalu, czym różni się on od poprzednich?
– Każdy festiwal ma oddzielną oprawę, inaczej byłby nudny. Każdego roku pojawiają się u nas inne gwiazdy muzyki. W tym roku powróciliśmy niejako do źródła – do pierwszego festiwalu i do specjalnego oświetlenia kościoła. Zatrudniliśmy profesjonalistów w tej dziedzinie, by z tych wspaniałych świątynnych wnętrz wydobyć jeszcze większą głębię, żeby wieczory muzyczne były jeszcze bardziej uroczyste i to nie tylko za sprawą samej muzyki. Mamy więc muzyczny festiwal malowany światłami. Starając się utrzymać poziom z poprzednich lat, wydaliśmy również folder, który wspomina także poprzednie edycje i tych artystów, którzy już u nas występowali. W tym roku nie ma specjalnego koncertu dla dzieci, ale mam nadzieję, że w przyszłych latach do tej dobrej praktyki powrócimy, mając na uwadze, że dzieci to bardzo wdzięczna publiczność i miło jest grać specjalnie dla nich.
Dziękuję za rozmowę.