• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Dopłaty jeszcze mniejsze?

Czwartek, 13 czerwca 2013 (10:48)

Dopłaty dla polskich rolników w przyszłym roku mogą zostać zmniejszone nawet o równowartość 108 mln euro. Stanie się tak, jeśli najbogatsze państwa unijne przeforsują głębszą redukcję dopłat, niż jest to planowane.

 

W UE stosowana jest tzw. modulacja dopłat bezpośrednich. Polega to na tym, że pełne płatności są wypłacane tylko tym rolnikom, którzy mają wyliczone dopłaty na poziomie do 5 tys. euro.

Jeśli ma to być więcej niż 5 tys. euro, to rolnik traci 10 proc. nadwyżki ponad 5 tys. euro. Dla przykładu: gdy płatności wynoszą 7 tys. euro, rolnikowi jest potrącane 10 proc. z kwoty 2 tys. euro – czyli na konto dostaje o 200 euro mniej. Jeśli natomiast dopłaty są wyższe niż 300 tys. euro, rolnik oddaje też dodatkowo 4 proc. nadwyżki ponad 300 tys. euro. Ponieważ polscy rolnicy otrzymują średnio mniej niż 3 tys. euro dopłat, redukcja w naszym przypadku była stosunkowo nieduża – 42 mln euro (rocznie na dopłaty wydajemy około 3,5 mld euro).

Teraz jednak problem jest poważniejszy, bo pojawił się projekt, aby dopłaty od 2014 roku były redukowane już wtedy, gdy rolnik dostaje więcej niż 2 tys. euro. Poseł Zbigniew Babalski (PiS) podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie krył irytacji, że rząd nie podnosi alarmu, że UE kosztem polskich rolników łata dziurę budżetową.

– Nie ma pieniędzy. Jeśli nawet tak jest, to trzeba o tym głośno mówić. Powiedziałbym więcej: krzyczeć, nie pozwolić, aby te pieniądze zginęły – alarmował poseł Zbigniew Babalski. – Każdy z posłów wie, że chcą nas znowu oszukać, chcą zabrać pieniądze. Ale może im się nie uda – komentował przewodniczący komisji Krzysztof Jurgiel (PiS).

Aleksandra Szelągowska, dyrektor Departamentu Finansów Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wyjaśniła, że problem jest związany z tym, iż budżet na Wspólną Politykę Rolną na lata 2014-2020 został znacznie zredukowany. Tymczasem wnioski o dopłaty zebrano na zasadach obowiązujących w poprzednim okresie budżetowym. I okazało się, że pieniędzy jest za mało, tym bardziej że z puli przeznaczonej na dopłaty trzeba jeszcze wygospodarować pieniądze na tzw. rezerwą kryzysową. – Budżet nie „dopina się” na 1 mld 471 mln euro – podsumowała dyrektor Szelągowska.

I pojawił się najpierw projekt, aby przeprowadzić jeszcze głębszą redukcję dopłat przekraczających 5 tys. euro. Jednak oprotestowały go od razu Niemcy i Francja. farmerzy z obu tych państw otrzymują wysokie płatności, więc Berlin i Paryż argumentują, iż nie może być tak, że tylko bogatsze państwa mają obcinane fundusze rolne. I obie potęgi zaproponowały, żeby modulacja dopłat była rozszerzona na wszystkich rolników, którzy dostają z UE więcej niż 2 tys. euro. Dla Polski oznaczałoby to zmniejszenie płatności nie o 42 mln euro, a o 108 mln euro. Aleksandra Szelągowska zapewniała, że polski rząd jest przeciwny obniżaniu modulacji do 2 tys. euro.

Poseł Babalski nie krył zdziwienia. – Nie rozumiem, miało być więcej, jest mniej – powiedział, mając na myśli deklaracje rządu, że na rolnictwo dostaniemy z UE więcej niż dotąd. – Po sześciu latach ministra Rostowskiego rozumiem wszystko – stwierdził przewodniczący Krzysztof Jurgiel. – Ma pan większy staż niż ja – usprawiedliwiał się Zbigniew Babalski. Problem jednak jest bardzo poważny. Zbigniew Babalski obawia się, że nawet jeśli uda się Polsce wywalczyć korzystniejszą wersję modulacji, to stanie się to kosztem następnej perspektywy finansowej.

 

Krzysztof Losz