NINIWA Team opuściła Kazachstan
Czwartek, 13 czerwca 2013 (10:21)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Kamila Poloka z 41. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię
Co wywołało wielkie wzruszenie? Na punkcie czego nasze rowerzystki dostały dzisiaj fioła? Czy hulajnogą można zajechać do Wierszyny? Jaki nowy twór powstał w trakcie tego dnia? Dlaczego jedzie z nimi jedna osoba mniej? O tych oraz innych rzeczach dowiecie się Drodzy Przyjaciele NINIWA Teamu, czytając poniższą relację. Zapraszam do lektury.
Na początku chciałbym się z Wami przywitać. Nazywam się Kamil. Jestem z Gliwic, czyli siedziby diecezji, z którą związany jest Kokotek. W tym miejscu pozdrawiamy księdza biskupa seniora Jana Wieczorka, który na każdym kroku wspomina o naszych rowerzystach i świadectwie ich wiary. Miałem tę niesamowitą możliwość uczestniczyć w zeszłorocznej wyprawie na Nordkapp. Stojąc tym razem u progu pisania, mam – tak jak wczorajsza reporterka Justyna – wielką tremę. Mam nadzieję, że będzie jednak coraz łatwiej, a Wy, drodzy Czytelnicy, ocenicie sami, czy sprostałem temu zadaniu. Nie przeciągając zatem dłużej, zaczynamy.
Na początku należy zrobić krótkie dopowiedzenie do wczorajszego wieczoru. W trakcie kiedy ojciec zdawał relację, do szkoły w której mieszkańcy przyjęli uczestników wyprawy na nocleg, przyjechała dyrektorka tej szkoły. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż miała ona do przebycia 30 km. Przyszła także szefowa wioski (pani sołtys) oraz parę innych osób. Mieli ze sobą drobne podarunki dla członków ekipy. Chłopaki dostali oryginalne, kazachstańskie czapeczki, zaś dziewczęta ładne chusty. Było bardzo sympatycznie i wesoło. Gospodarze cieszyli się, że rowerzyści są wśród nich, porobili z nimi mnóstwo zdjęć.
Dzisiaj pobudka tradycyjnie już miała miejsce o godz. 5.00. W szkole spało się bardzo dobrze. O godzinie 6.00 wyjazd. Poranek był fajny, trochę chłodny, ale nie zimny. Pierwszy dystans liczył jedynie 30 km z racji tego, iż wtedy dzielni śmiałkowie znaleźli się w Pawłodarze – ostatnim większym mieście na terenie Kazachstanu i mieli ostatnią okazję, by wydać szeleszczące i brzęczące w ich portfelach tengi. Po przewie zaczął się najcięższy odcinek.
Nie był on jednak ciężki z powodu trasy, ale z powodu bagażów – niektórzy powiększyli je nawet o kilka kilogramów. Sytuacja ta zbliżona do tej, którą przeżywaliśmy rok temu na północy Finlandii, gdzie w obawie przed wysokimi cenami oraz opustoszałymi obszarami Norwegii wszyscy kupili olbrzymie zapasy i rowery były mocno przeładowane. Dzisiejsze zakupy nie wpłynęły dobrze na dętkę i oponę Waxa, które uległy awarii po przejechaniu blisko jednego kilometra po opuszczeniu sklepu. Należało przełożyć oponę z przyczepki, którą Piotrek cały czas za sobą ciągnie – wielki szacunek dla niego.
W trakcie prowadzenia akcji naprawczej przyjechała lokalna telewizja. Przeprowadzili wywiad, zrobili trochę ujęć na postoju oraz w czasie dalszej jazdy. Podczas całego zamieszania z telewizją członkowie wyprawy byli też poddani kontroli przez policję registracyjną. Sprawdza ona, czy osoby z zagranicy przebywający na terenie Kazachstanu posiadają dokumenty meldunkowe. Jest to obowiązek podczas pobytu w tym kraju. Jak pamiętacie, rowerzyści stracili sporą część dnia na zameldowanie się w zeszły poniedziałek (3.06) w Kostanay. Panowie z policji nie mieli więc powodów, by niepokoić naszą ekipę. Byli bardzo mili, być może przyczyniła się do tego także obecność telewizji.
Na kolejnym dystansie liczącym 55-60 km niekwestionowanym pechowcem dzisiejszego dnia stał się nasz niniwowy Iron Man „Waksiu” – tym razem poszła mu przednia dętka. Ogólnie jechało się nieźle, wiatr był zmienny, w odróżnieniu od wczorajszego dnia wiatr wiał bardziej z boku niż w plecy, na szczęście, nie zacinał od przodu. Ciekawe zjawisko zaobserwowali rowerzyści na otaczających ich stepach. Kępy trawy były pochylone w dwóch przeciwnych kierunkach w jednym momencie – wiatr toczył o nie swoistą walkę. W trakcie tego odcinka centralna telewizja kazachstańska – odpowiednik naszej TVP – zatrzymała śmiałków, żeby przeprowadzić z nimi wywiad, a także nagrać ich w czasie jazdy. Nie ma co: w krainie stepów zrobiło się głośno o NINIWIE, wzbudzają oni tam wielkie zainteresowanie.
Podróżując w kierunku wschodnim, rowerzyści zatrzymali się na postój w niewielkiej wiosce przy przydrożnym barze. Jego właściciel miał młodego pieska. Dziewczyny oszalały na jego punkcie i chciały go zabrać ze sobą. Właściciel psiaka uśmiechał się i był życzliwy. Sytuacja ta pokazuje, że wystarczy takie małe i młode stworzenie, aby nasze dzielne dziewczęta straciły rozum. Zabawy z pupilkiem trwały pół godziny i trzeba było jechać dalej.
Następny dystans liczył także około 60 km i zakończył się na granicy kazachsko-rosyjskiej. W trakcie tego odcinka uczestników wyprawy zmoczył trochę deszcz, odebrali oni to jako znak, że Kazachstan zapłakał na pożegnanie. Dlatego nikt na niego nie narzekał. Było to dla naszych śmiałków wzruszające przeżycie. W pobliżu granicy jeden z kierowców pomachał im chusteczką, co było bardzo miłe. Taki symboliczny gest pożegnania. Co by nie mówić, uczestnicy wyprawy czuli się bardzo dobrze w Kazachstanie, pokochali ten kraj. Wiatr nieraz utrudniał pokonywanie trasy, ale zdecydowanie umilali ją napotykani mieszkańcy.
Na tym odcinku prócz wzruszenia były także wesołe momenty i śpiewy. Michał Piec postanowił zmienić sposób jazdy i zaczął się odpychać jedną nogą od asfaltu, jadąc jak na hulajnodze. Michałowi życzę powodzenia oraz wielu naśladowców tego stylu jazdy. Kto wie? Może uda się im dotrzeć w ten sposób do Wierszyny.
Powstała też pewna inicjatywa: ekipa NINIWA Team założyła nowe radio, nazwane „Radio Kuniol”. Inicjator pomysłu, główny założyciel, ikona oraz DJ tego radia, czyli Górnik, określa je prostymi słowami: „Radio, które głosi prawdę i tylko prawdę”. Radio to serwuje wszystko: od rzeczy najpobożniejszych do najgorszych, od najspokojniejszych do najgwałtowniejszych, nie ma w tym żadnej logiki ani spójności. W taki miły oto sposób grupa dotarła do granicy.
Przekraczanie przejścia granicznego, które znajdowało się w szczerym polu, zajęło rowerzystom sporo czasu – prawie dwie i pół godziny. Cała procedura przebiegła spokojnie. Ciekawą rzeczą był fakt, że na granicy panuje zakaz robienia zdjęć, a celnicy zarówno kazachscy, jak i rosyjscy zrobili sobie mnóstwo fotek z uczestnikami wyprawy. Na granicy byli oni ok. godz. 15.30, a ruszyli parę minut przed godziną 19.00 – spowodowała to zapowiadana już wczoraj zmiana czasu o kolejną godzinę do przodu. Wtedy śmiałkowie zorientowali się, że są głodni. Jako że nie było wcześniej przerwy obiadowej, postanowili przejechać kilka kilometrów i niedaleko drogi, na łące pod brzozami, rozbili obóz. Można by rzec, że dzisiaj jedli oni obiadokolację, jednak byłoby to powiedziane na wyrost, gdyż jadłospis nie u wszystkich zawierał konkrety.
Jedni jedli słodkie rolady, inni makaron, jeszcze inni kanapki, a nawet budyń czy kakao. Będąc już w temacie jedzenia, nastał czas na ciekawostkę. Zapewne zastanawiacie się drodzy Czytelnicy, jaka jest odpowiedź na pytanie z początku relacji. Kto odpadł od grupy? Czy komuś coś się stało? Nic z tych rzeczy! Ekipa zameldowała się na noclegu w komplecie. Wczoraj w szkole mieli możliwość skorzystania z wagi, co wszyscy skrzętnie uczynili. Okazało się, że na wadze przybrał jedynie Sławek. Kilka osób posiada tą samą wagę, co na początku, a większość schudła – w sumie wszyscy uczestnicy schudli o 78 kg, czyli generalnie tę jedną „brakującą” osobę.
Dzień zakończony został Mszą Świętą, przed którą wszyscy byli już umyci i gotowi do spania. Po Eucharystii została odmówiona litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz modlitwa za wstawiennictwem błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. W trakcie Mszy Świętej z trzech stron obozowiska szalała burza, zaś miejsce sprawowania Eucharystii Pan Bóg oszczędził i dopiero minutę po jej zakończeniu w obozie zerwała się gwałtowna wichura, a z nieba lunął deszcz. Po 10 minutach burza przeszła i przez następne pół godziny jeszcze spokojnie popadało z grzmotami w tle.
Słowami, które towarzyszyły dziś naszym śmiałkom, był fragment pieśni z 1 Księgi Samuela: „Nie własną siłą człowiek zwycięża”. Siłą tą jest Bóg, który strzeże kroków swoich wiernych. Nasze serca cieszą się z tego, że Bóg nam pomaga. W dzisiejszej Ewangelii była natomiast mowa o prawie, przykazaniach Bożych, które Pan Jezus nie przyszedł znieść, ale je wypełnić. Wiemy, że przykazania te nie są po to, żeby nas ograniczyć, ale żebyśmy byli w stanie kochać, tak jak kocha Pan Bóg. Nasza siła jest nie tylko w nogach, nie tylko w głowie, ale przede wszystkim w Bogu, który jest miłością, w której chcemy wzrastać.
W ostatnich dniach pokochaliśmy Kazachstan, teraz Pan Bóg daje nam kolejną szansę, żebyśmy pokochali Rosję. Wielu Polakom trudno jest kochać Rosję, miłość ta nie jest prosta. Warto jednak spróbować to uczynić, gdyż przed Panem Bogiem wszyscy jesteśmy równi i kiedyś będziemy rozliczani z miłości, nie tylko do Niego, ale też do innych ludzi.
Bilans dnia:
– 160 km dystansu
– zapłakany Kazachstan
– nowe Radio Kuniol (wkrótce podamy częstotliwości :) )
– 1 pechowy Piotrek z dwoma dętkami
– 1 człowieka mniej.
Nocleg:
Na łące pod brzozami