• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

NINIWA Team dotarła do wsi Sputnik

Środa, 12 czerwca 2013 (08:55)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Justyny Bochenek z 40. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię

 

Dziś za sprawą niemożności redakcyjnej pozostałych redaktorów dane mi jest poczuć się jak pewnemu mistrzowi kolarstwa i niestety nie chodzi tu bynajmniej o słodycz zdobycia mistrzostwa, ale o tremę, jaką mam w związku z poprzednimi relacjami, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Szacun kochani redakcyjni Друзья:) (no, ja szczęśliwie jestem z tych czasów, kiedy to język rosyjski był w szkołach obowiązkowy).

Właśnie sobie zbieram myśli po rozmowie z ojcem Tomkiem i tak mi się jakoś wydaje, że dostałam mało konkretów i to w dodatku w dość nieuporządkowany sposób, ale cóż, spróbujemy z tego coś wykrzesać. To jednak trochę z mojej winy, a nie zdającego relację, bo nasza rozmowa za sprawą różnicy czasu odbywała się w momencie, kiedy jeszcze dzieciaki nie śpią i w dodatku każdy czegoś potrzebuje. Co do różnicy czasu to dodam tylko, że jeżeli jutro uda im się przekroczyć granicę z Rosją, a mają do niej 170 km, to różnica ta zwiększy się do 5 godzin, a w końcowym etapie podróży - do 7! Wtedy to my będziemy się kłaść spać, a oni budzić.

Noc minęła spokojnie, choć jak zwykle zbyt szybko. Może nie było zbyt zimno, ale wiał wiatr. Wiatr, jak już to było wspomniane, jest tutaj stałym bywalcem, a od jego kierunku zależy tylko czy miłym, czy też natrętnym. Pobudka tradycyjnie o 5.00 rano, a wyjazd w trasę z lekkim spóźnieniem o 6.10.

Dziś dowódcą dzielącym peleton na pododdziały był Górnik. Pierwszą grupę stanowili „sparowani”, czyli: Ania i Wax, Justyna i Mateusz Mika, Ula i Wojtek Mazurek oraz nasi „państwo młodzi” Sara i Piotrek. Reszta ekipy została podzielona w sposób „do dwóch odlicz” i za sparowanymi jechały jedynki, a za nimi dwójki. Jednak ze względu na mały ruch po 20 km jazdy grupa postanowiła się skumulować i stworzyć jeden zgrabny peleton, w którym to dojechała do końca dnia. Jak to mówią: „w kupie siła”.

Ten dzień można by podsumować słowami piosenki „W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz...”. Podczas przejechanych 212 km Syberbajki napotkały tylko jedno małe, niesamowicie biedne w porównaniu z Astaną miasteczko (ok. 2 tys. mieszkańców).

Na szczęście bieda jest tu odwrotnie proporcjonalna do życzliwości ludzi, która dziś najbardziej objawiła się w pani sprzedawczyni ze sklepiku, przy którym nasi bohaterzy zatrzymali się na uzupełnienie zapasów (podczas drugiej przerwy). Pani sklepowa od razu przyniosła wrzątek, zaparzyła herbatę, zorganizowała jakieś kartony, aby nasi milusińscy nie musieli siedzieć na ziemi, dała cukierki...

Ujęła wszystkich swoim wielkim i szczerym sercem. Reszta drogi to niekończący się step. Trasa została pokonana w czterech dystansach. Pierwszy to ciężkie 50 km z bocznym wiatrem – natrętem. Potem przerwa, krótka regeneracja sił i kolejne dwa etapy podróży z wiatrem miłym kompanem, czyli wiejącym w plecy. A na samym końcu znów dała o sobie znać złośliwa natura tego ciągłego hulaki. Tym razem wiało naprawdę mocno z boku, chyba najmocniej jak do tej pory, wręcz spychało rowery z drogi. W tym to właśnie momencie nasz „Mały Wielki Rycerz” Kuniol wyciągnął swoją największą flagę (2x3 m) na najdłuższym maszcie i przemierzał step niczym Wołodyjowski na swym rumaku. Normalnie nienormalne.

Inni ledwo trzymali się drogi, a on z tą gigantyczną flagą, jakby tego było mało, mocowanie flagi nie wytrzymało i ostatnie 15 km Górnik przemierzał, trzymając ją jedną ręką, a drugą ręką kierownicę. Flagą strasznie miotało i wyginało maszt, a on jechał nieugięty... Nie wiem, czemu właśnie nuci mi się „w moim sercu mieszka Król, a Jego flagą radość jest (…) podniosę flagę wysoko, wysoko. Niech pozna Boga cały świat...”.

Tak, tak... już się o tym wcześniej przekonaliśmy, gdzie tkwi siła Górnika... On po prostu jest Bożym szaleńcem. Ostatecznie NINIWA Team dojechała do wsi Sputnik i śpią w szkolnej sali gimnastycznej, dzięki jednej miłej pani, która zadzwoniła do dyrektorki i załatwiła pozwolenie na przenocowanie. Jest całkiem przyzwoicie, w prawdzie nie ma pryszniców, ale są umywalki. Urocza pani jest tak zachwycona gośćmi, że opowiedziała swoim znajomym o ich wizycie i właśnie teraz co chwila ktoś przychodzi w odwiedziny. Po raz kolejny stali się miejscową atrakcją.

Niestety dzisiejszy dzień nie był pozbawiony awarii. Na pierwszym dystansie Witek złapał kapcia, a zaraz potem zupełnie rozpadło się tylne koło Mateusza Majchrzaka. Dosłownie, poszła opona, dętka, obręcz i szprychy... wszystko, co mogło się zepsuć. Na szczęście były też bardziej przyjemne akcenty dnia, wręcz zdumiewające. Prawie wszyscy mijający śmiałków kierowcy machali, zatrzymywali się, robili zdjęcia, pozdrawiali słowami: удачи (udaczi, czyli powodzenia).

Obdarowywali ich też drobnymi prezentami, np. Filip dostał koniak (ten to ma szczęście), a Wojtek Mazur 4 tys. TANGE (80 zł w przeliczeniu na nasze, ale tam to ma wyższą wartość), za które grupa zakupiła słodycze, właśnie ochoczo konsumowane w trakcie zdawania przez ojca relacji. Byli już wtedy po modlitwach wieczornych: Apelu, Litanii do NSPJ i modlitwie za wstawiennictwem bł. Jerzego Popiełuszki. Ciekawe tylko, czy nie zapomnieli o umyciu zębów?

Wróćmy jeszcze na chwilę do jazdy. Nasi cykliści byli bardzo zdziwieni, skąd taka niesamowicie miła reakcja mijanych ludzi... jak się później okazało, wczoraj w kazachskiej telewizji w głównym wydaniu wiadomości ukazał się krótki materiał o nich (nakręcony parę dni wcześniej). Jednym słowem, stali się gwiazdami kazachskich dróg. Jeden z przejeżdżających zaproponował im nawet nocleg w Pawłodarze, jednak nieprzyjazny wiatr, który rządził na ostatnim dystansie, nie pozwolił im tam dotrzeć.

Msza Święta odbyła się po trzecim dystansie. Zwykle porządek był taki: obiad, drzemka i Msza, jednak tym razem z nieujawnionych mi przyczyn Msza w dniu św. Barnaby apostoła została odprawiona jako pierwszy punkt przerwy. Zatrzymajmy się na chwilę nad Słowem z dnia. I czytaniu z Dziejów Apostolskich (Dz 11, 21b-26; 13, 1-3) o tym, jak Barnaba nauczał w Antiochii i jak tam po raz pierwszy nazwano uczniów „chrześcijanami”. Tak właśnie o. Tomek widzi grupę podczas tej wyprawy, że oni też, tak jak apostołowie, mogą zostać nazwani chrześcijanami. To dlatego, że otwarcie się modlą, bo jadą z Krzyżem, Różańcem, Flagą Polski, a Polska przecież jednak nadal kojarzy się z chrześcijaństwem. A Ewangelia (Mt 10, 7-13) jest wprost „małym elementarzem” na wyprawę rowerową. :) „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy”... Nic dodać, nic ująć… Słowo Boże żywe i skuteczne...

Na koniec jeszcze parę słów o Marcelu, naszym Media Ekspercie. Jak wiemy, jest on odpowiedzialny za kręcenie filmów i robienie zdjęć. Wymaga to od niego większych nakładów sił, ponieważ nieraz musi wyprzedzić grupę, wdrapać się na jakiś most czy wzgórze lub też na przykład przystanek, a potem gonić peleton. Wszyscy podziwiamy jego dzieła w internecie i gratulujemy pomysłów. Jednak dziś przy robieniu zdjęć Marcel przybrał tak dziwną pozę, niczym wytrawny ekwilibrysta, że sam stał się główną atrakcją dla pozostałych członków ekipy i podczas gdy on zrobił 2 zdjęcia, jemu strzelono co najmniej z 10. Czekamy z niecierpliwością.

 

Bilans dnia:

- 212 km

- 1 ogromna flaga w ręku wodza

- wielu nieoczekiwanie miłych ludzi

- 2 panie o wielkich sercach

- 1 dętka Witka

- 1 totalnie zepsute tylne koło Mateusza