Cieszył się każdym spotkaniem
Środa, 12 czerwca 2013 (02:05)Z Anną Nagy, kuzynką śp. ks. kard. Stanisława Nagy, rozmawia Izabela Kozłowska
Ksiądz kard. Stanisław Nagy był nie tylko wspaniałym kapłanem, ale dla wielu też przyjacielem. Panią łączyła z ks. kard. bardzo bliska więź…
– Śmierć księdza kardynała przyjęliśmy z wielkim bólem. Napełniła ona moje serce oraz serca moich bliskich ogromnym żalem. Był dla nas powiernikiem i wspaniałym człowiekiem. Mnie i księdza kardynała łączyła nie tylko więź rodzinna, miałam także okazję być w pewnym sensie jego współpracownicą. W czasie, kiedy przygotowywał materiały na różne spotkania i dyskusje w Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Watykanie, pomagałam mu je tłumaczyć na język francuski. Dlatego też spędzaliśmy razem wiele czasu. Mieliśmy czas na rozmowę i lepsze poznanie siebie. Nieopisana jest ta ogromna pustka, która pozostaje. Trudno mówić o księdzu kardynale w czasie przeszłym, bo on zawsze był. Wierzę, że będzie się wciąż nami opiekował, że będzie można poprosić go o radę…
Ksiądz kardynał był bardzo rodzinny.
– Rodzina była dla księdza kardynała bardzo ważna. Był najmłodszy z dzieci i zdążył pożegnać już wszystkich swoich najbliższych. Dlatego często do nas mówił: „właściwie wy jesteście jedyną moją rodziną tu, na ziemi…”. Bardzo ubolewał, że tak naprawdę nie mógł poczuć matczynej miłości, opieki. Matka księdza kardynała zmarła, gdy był on małym chłopcem, a jego wychowaniem zajęły się starsze siostry i ojciec. Mimo wielu trudności wychowali go na tak wspaniałego i dobrodusznego człowieka, bezgranicznie ufającemu Panu Bogu, gorliwego kapłana. Co więcej, ksiądz kardynał był bardzo rodzinny. Lubił nas odwiedzać i cieszył się z naszych wizyt u niego, cieszyło go każde spotkanie.
Kontakt mieliśmy przez cały czas. Wujek często odwiedzał nas w Warszawie, oczywiście w czasach pełnej aktywności zawodowej. Również i ja przyjeżdżałam do niego do Krakowa, gdzie spędził praktycznie całe swoje życie. W ostatnich latach przyjeżdżałam tam również na święta, by pomagać przy nieprzebranej korespondencji świątecznej, ale również dlatego, by ten czas był bardziej rodzinny. To były nieocenione chwile, wyjeżdżałam zawsze ubogacona prawdziwą świąteczną atmosferą. Wraz z innymi krewnymi miałam zaszczyt uczestniczyć w tych najważniejszych dla kardynała chwilach. Mówię tu o przyjęciu sakry biskupiej, co odbyło się w Krakowie, jak również o uroczystościach w Watykanie. Wówczas z rąk błogosławionego dziś Ojca Świętego Jana Pawła II ksiądz kardynał odbierał nominację kardynalską. Nie da się opisać emocji, jakie w tym czasie nam towarzyszyły. Była to ogromna radość i duma, że jesteśmy świadkami tak doniosłych momentów w życiu kogoś nam tak bardzo bliskiego. Powagę i doniosłość tej chwili czuliśmy wszyscy.
Kiedy ostatni raz widziała się Pani z księdzem kardynałem?
– Ostatni raz byłam u niego w Krakowie trzy tygodnie przed śmiercią. Teraz jestem wdzięczna Panu Bogu, że dał mi możliwość, bym tam pojechała i po raz ostatni, w tym ziemskim życiu spotkała się z tak drogą mojemu sercu osobą i porozmawiała z nim o wszystkim jak dawniej. Mogę więc powiedzieć, że mieliśmy bardzo częsty i bardzo dobry kontakt. Potrafił zadzwonić, by po prostu zapytać, co słychać. W Boże Ciało miałam okazję po raz ostatni porozmawiać z nim przez telefon i nie wyobrażam sobie, tak po ludzku, że więcej nie będziemy do siebie dzwonić.
Wspomniała Pani, że ksiądz kardynał praktycznie całe życie spędził w Krakowie, ale pochodził ze Śląska…
– Ksiądz kardynał nigdy tego nie ukrywał. Powiem więcej, za każdym razem podkreślał z dumą, że pochodzi ze Śląska, bo urodził się w Bieruniu Starym. Wielką radością dla niego było otrzymanie honorowego obywatelstwa powiatu bieruńsko-lędzińskiego, a także zeszłoroczne uhonorowanie Złotą Odznaką za Zasługi dla Województwa Śląskiego. Ksiądz kardynał całe życie nosił śląską ziemię w swym sercu, mimo że mieszkał w Krakowie. Zawsze interesował się sprawami swojej rodzimej ziemi. Jednocześnie podkreślał za każdym razem swoje umiłowanie polskości, miłość do Ojczyzny wyniesioną z domu rodzinnego i szkoły.
Ksiądz kardynał zawsze żywo interesował się wszystkim, co dzieje się w naszej Ojczyźnie.
– Interesował się zarówno sprawami społecznymi, gospodarczymi, jak i zachodzącymi od lat zmianami w naszej kulturze. Dostrzegał szereg zagrożeń, które napływają do nas z zewnątrz. Wielokrotnie alarmował, byśmy nie zatracili ducha polskości, ducha naszego Narodu opartego na chrześcijańskich wartościach. Sprzeciwiał się działaniom mającym na celu wyeliminowanie z życia publicznego, społecznego Pana Boga i wiary.
Ksiądz kardynał Stanisław Nagy często gościł na antenie Radia Maryja, Telewizji Trwam, także wielokrotnie wypowiadał się na łamach „Naszego Dziennika”.
– Ksiądz kardynał widział ogromną potrzebę istnienia tych mediów. Był im całkowicie oddany. W swoim gabinecie miał telewizor, w którym oglądał Telewizję Trwam, a Radio Maryja towarzyszyło mu każdego dnia. Wielokrotnie podkreślał, że Polsce potrzebne są te katolickie media, które oprócz przekazywania prawdy o sytuacji w kraju i na świecie informują też o Kościele powszechnym i w Polsce. Przede wszystkim podkreślał, że są to media, dzięki którym możliwe jest docieranie z Ewangelią do ogromnej liczby osób. Ponadto zwracał uwagę, że Radio Maryja, Telewizja Trwam czy „Nasz Dziennik”, a także inne katolickie media krzewią polską kulturę, pokazują prawdziwą, lecz niejednokrotnie bolesną historię, a także promują rodzinę i bronią prawa do życia.
Uczniowie księdza kardynała wspominają, że był bardzo wymagającym profesorem, ale jednocześnie skracał dystans do siebie.
– Bardzo lubił rozmawiać ze wszystkimi i na każdy temat. Nie dzielił ludzi. Umiał porozumieć się i z dziećmi, i z osobami starszymi, mniej lub bardziej wykształconymi. Mimo wielu obowiązków starał się dla wszystkich mieć czas, ponieważ dla księdza kardynała każdy człowiek był ważny. Potrafił wysłuchać i ze swoim spokojem oraz mądrością dyskutować. Zawsze budził w nas ogromny szacunek, a jednocześnie respekt. Był bardzo mądry i uduchowiony. Wiedzieliśmy, że jest bardzo wymagającym profesorem. Jednak serdeczność i życzliwość względem drugiego człowieka zawsze bardzo księdza kardynała wyróżniały. Należy jednak podkreślić, że nade wszystko był bardzo uduchowiony, bezgranicznie ufał Panu Jezusowi i Jego Matce.
O tej ogromnej i bezgranicznej ufności świadczy kardynalska dewiza, jaką ks. kard. Stanisław Nagy przyjął: „In Te Cor Jesu speravi” („W Tobie, o Serce Jezusa, mą ufność złożyłem”)…
– Całe swoje życie zawierzył Sercu Pana Jezusa. Znamienne jest to, że Pan powołał go do siebie w czerwcu, w miesiącu szczególnego oddania Sercu Chrystusa. Odszedł w oktawie Bożego Ciała i prawie w przededniu uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego, którą obchodziliśmy w miniony piątek, a jest to święto patronalne Księży Sercanów. Można powiedzieć, że odszedł pokorny sługa Serca Pana Jezusa. Teraz możemy modlitwą dziękować Panu Bogu za ten dar obcowania z księdzem kardynałem. Dzięki niemu każdy z nas stawał bliżej Chrystusa, gdyż to umiłowanie Pana naszego i Zbawiciela oraz żar jego miłości odczuwalne były przy każdym spotkaniu z księdzem kardynałem.