Dni Fornalika są policzone
Poniedziałek, 10 czerwca 2013 (11:38)Mamy najlepszą najsłabiej grającą drużynę w historii reprezentacji Polski w piłce nożnej – tak można krótko podsumować obraz drużyny, jaki wyłania się z tegorocznych eliminacji do mistrzostw świata. Choć po bardzo słabym, z trudem zremisowanym spotkaniu z Mołdawią wszyscy spodziewali się, że poleci selekcjoner Waldemar Fornalik, tak się nie stało.
Prezes PZPN Zbigniew Boniek poinformował, iż Fornalik zostanie z kadrą do końca eliminacji, co tak naprawdę jest tylko zawieszeniem jego nieuchronnej egzekucji.
Z całym bowiem szacunkiem do selekcjonera, który z Ruchu Chorzów, klubu bez wielkich pieniędzy i bez znanych nazwisk, stworzył jedną z najlepszych drużyn w polskiej ekstralidze, trzeba stwierdzić, iż kierowanie kadrą zwyczajnie go przerosło. Dziś nie dowiemy się, czy to trener nie budził respektu wśród piłkarzy, tak iż gwiazdy pokroju Lewandowskiego i Szczęsnego zupełnie go lekceważyły, czy może zabrakło mu charyzmy, tak by przekonać zespół, iż to właśnie pod jego wodzą jest on w stanie sięgać po zwycięstwa. Czy może to sama koncepcja jego gry zawiodła, tak iż przegrywamy sromotnie u siebie z Ukrainą i po raz pierwszy w historii nie potrafimy pokonać Mołdawian?
Jak to bywa w takich przypadkach, najprawdopodobniej prawda leży gdzieś pośrodku. I właśnie ta mieszanka sprawia, że mamy najlepszą najsłabszą drużynę w historii. Jeśli bowiem przyjrzeć się obecnej kadrze, to jeszcze nigdy jej trzonu nie stanowili piłkarze z tak silnych zespołów. Oczywiście zazwyczaj trenerzy opierali się na piłkarzach reprezentujących naszą piłkę za granicą, nigdy jednak przy tych nazwiskach nie pojawiały się takie silne kluby.
Na temat „trio z Dortmundu” zapisano już tony papieru, wspomnijmy więc o nich jedynie z obowiązku. Zacznijmy jednak wyliczankę od tyłu. Bramkarz Wojciech Szczęsny to przecież Arsenal Londyn, klub będący regularnie w czołówce najsilniejszej ligi świata, angielskiej Premiership. Przyszłość formacji obronnej to piłkarze włoskiej Serie A Kamil Glik i Bartosz Salamon. Miewaliśmy już niegdyś w kadrze przedstawicieli tej ligi, jednakże trzeba zauważyć, że Salamon to gracz AC Milan. Ostatnim Polakiem, który grał w tak silnej drużynie z Italii, był… Zbigniew Boniek w Juwentusie Turyn. Było to jednak 30 lat temu (żadnego z wymienionych w tym tekście piłkarzy nie było jeszcze na świecie). Boczni obrońcy to obecnie pauzujący Łukasz Piszczek i Sebastian Boenish. Piszczka przedstawiać nie trzeba, ale warto przypomnieć, że Boenish gra w trzeciej drużynie Bundesligii – Bayerze Leverkusen.
Także pozostali nasi gracze nie występują przecież byle gdzie. Krychowiak (francuska Ligue 1), Polański (kolejny przedstawiciel Bundesligii), Zieliński (uważany z jeden z największych talentów Serie A), Rybus (coraz silniejsza Liga Rosyjska). To wszystko na papierze pokazuje, że naprawdę od dawna nie było takiego silnego zestawienia reprezentującego Polskę na międzynarodowych boiskach. Niestety, obecny trener nie potrafił wykorzystać takiego ogromnego potencjału. I choć prezes Boniek tłumaczy, że nie będzie zwalniał trenera w środku eliminacji, to wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że dni Waldemara Fornalika na reprezentacyjnym stołku są policzone. Giełda zagranicznych (bo niemal na pewno będzie to ktoś spoza Polski) nazwisk jego następców powinna ruszyć już niebawem.
Łukasz Sianożęcki