Sobotni wypoczynek NINIWA Team
Niedziela, 9 czerwca 2013 (08:41)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Jana Szewczuka z 37. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię
Chociaż sobotni dystans wyniósł całe zero kilometrów, to jeżeli myślicie, że dzień stał pod znakiem lenistwa, to grubo się mylicie. Po wczorajszym rekordzie grupa w pełni zasłużyła sobie na dobry odpoczynek, ale nie oznacza to, że nic nie robiła. Dzięki wczorajszemu dystansowi dwa dni jazdy zostały skompresowane w jeden, co umożliwiło śmiałkom dwudniowy wypas w Astanie. W ten sposób sobotę przeznaczyli na załatwienie spraw „gospodarczych”, natomiast jutro będą prawdziwie świętować niedzielę.
Ale cofnijmy się na chwilkę do piątku wieczorem. Wczoraj cykliści ugoszczeni zostali w astańskiej katedrze – w parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy, a przyjęli ich szwajcarski proboszcz o. Roland Jaquenoud oraz ksiądz arcybiskup Tomasz Peta (kolejny imiennik Ojca Lidera).
Nocleg w takim miejscu był jedną ze wspanialszych rzeczy, jaka mogła spotkać sakwiarzy po całym dniu jazdy. Ale zanim poszli grzecznie spać, długo świętowali swój rekord. Z ojcem kończyłem rozmowę w okolicach pierwszej w nocy. Przez cały czas w tle słyszałem ożywione głosy, więc nawet nie zdziwiłem się, kiedy ojciec oświadczył, że kończy rozmowę, bo już go wołają.
W związku z powyższym pierwszy „oficjalny” punkt dnia – cotygodniowe spotkanie całej grupy – został zarządzony dopiero na 12.00. A tak, do tej godziny, każdy spał, ile chciał, jadł, ile chciał, i robił to, co tylko chciał. Takie spotkania, podczas których każdy uczestnik dzieli się refleksjami z minionego tygodnia, odbywają się zwykle w niedziele. Jednak, tak jak wyżej wspomniałem, niedziela ma być przeznaczona tylko na świętowanie i zwiedzanie.
Po zebraniu wszyscy zabrali się do pracy. Sakwiarze zaopatrzeni w miski i wiadra przystąpili do wielkiego prania. W końcu mogli pozbyć się kilogramów brudu z ubrań. Poza tym zajęli się najważniejszą sprawą, to jest serwisowaniem swoich rowerów. W ruch poszły szczotki i szczoteczki, szmatki i szmateczki, smary i smareczki. Bicykle zostały wypucowane, a następnie doprowadzone do stanu używalności. Panowie sprawnie dokonali przeglądu sprzętu, regulując i dokręcając, co trzeba.
O 19.00 rowerzyści przeżyli Eucharystię sprawowaną przez ojca w katedrze, a następnie godzinę później spotkali się z ks. bp. Tomaszem. „Audiencja” upłynęła w bardzo sympatycznej atmosferze. Biskup opowiedział im wiele o Kościele w Kazachstanie i o samym kraju.
Po dwóch godzinach nasyceni mocą informacji wspólnie zaśpiewali Apel Jasnogórski, a wielebny udzielił im błogosławieństwa. Trzeba przyznać, że był pod wielkim wrażeniem grupy. Poprosił też, aby peleton jeden dzień jechał i modlił się w intencji Kazachstanu. Zatem najbliższy poniedziałek będzie tym dniem!
Krótką rozmowę telefoniczną ojciec zakończył, mówiąc, że grupa ma się świetnie. Humory dopisują. Rowerzyści wypoczęci, wykąpani i ładnie pachną. Po czym przeprosił mnie i powiedział, że musi kończyć, bo wszyscy na niego czekają – właśnie wybierają się na miasto! (W ciągu dnia poza wycieczkami do lokalnych sklepów praktycznie nie opuszczali terenu katedry.)
Przy okazji warto jeszcze wspomnieć, że rok temu, po Świętach Wielkanocnych, ojciec Andrzej Madej OMI głosił tutaj, w Astanie, rekolekcje dla kapłanów. Ojciec Andrzej jest watykańskim ambasadorem w Turkmenistanie, gdzie prowadzi misję „sui iuris”, a więc coś w rodzaju tworzenia i zakładania wspólnoty katolickiej. W Wikipedii ładnie wytłumaczono, że „taka misja stanowi wstępny etap istnienia Kościoła lokalnego na terenach, gdzie jest mało katolików bądź status polityczny terenu jest niepewny”.
Traf chciał, że część członków NINIWA Team miała okazję w marcu tego roku spotkać się z ojcem Madejem w Kokotku! Ksiądz polecił, aby w trakcie wyprawy modlili się często słowami (napiszę fonetycznie): „Swiatły Kristofor, daj nam wielony siemofor”. Po polsku zwrot już tak ładnie się nie rymuje: „Święty Krzysztofie, daj nam zielone światło”. Stąd po każdej przerwie cykliści zbierają się w kółeczko, ojciec woła: „Swiatły Kristofor”, a reszta mu odpowiada: „Daj nam wielony siemofor”, po czym ruszają przed siebie. Poza tym wielebny z Turkmenistanu zaproponował grupie ciekawy pomysł na ewangelizowanie. Zgodnie z jego pomysłem grupa ma ze sobą specjalnie przygotowane „obrazki”, na których z jednej strony jest wyznanie wiary w języku rosyjskim, a z drugiej wizerunek ikony Matki Boskiej Turkmeńskiej. W ten sposób napotkanym osobom, poza samą rozmową, mogą pozostawić namacalny znak streszczający to, co chcieliby głosić na dachach!
Sprostowanie
Wczoraj pisałem, że Astana wyrasta nie wiadomo skąd i samotnie stoi na polach, po których pędzi wiatr. Wspomniałem też, że „jedynie duża liczba billboardów informuje podróżnych, gdzie się zbliżają”. Musiały być jakieś zakłócenia na linii, bo dzisiaj ojciec poprawił mnie i powiedział wyraźnie, że poza granicami miasta nie ma nic, nawet owych billboardów.
Pozdrowienia:
- Ula przesyła pozdrowienia dla kuzynki Agnieszki i jej męża Tomka, którym wczoraj (u sakwiarzy było to dzisiaj) urodził się maleńki Franciszek! Pozdrawiamy i pamiętamy w modlitwie. Niech Mały rośnie na schwał!
– Serdeczne pozdrowienia dla Kościoła w Turkmenistanie (który zdaje się, że liczy ok. trzech księży i dwustu wiernych)!
Bilans dnia:
– 0 km
– 0,0 km
– 0,00 km
– 0,000 km
– wielkie pranie i rowerów wycieranie
Nocleg:
Astana
Źródło: niniwateam.pl