• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

NINIWA Team sercem przy bł. ks. Jerzym

Piątek, 7 czerwca 2013 (11:06)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Jana Szewczuka z 35. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię

Kolejne kilometry pojawiły się na licznikach rower-mistrzów, kolejne awarie, kolejne smutki i radości, kolejne… – wymieniać można do woli. Jednak nie to było najważniejsze.

Dzisiaj liczył się przede wszystkim ks. Jerzy Popiełuszko, patron tegorocznej eskapady. Dokładnie trzy lata temu został on włączony do grona błogosławionych. Obok rzeszy ludzi na Mszy beatyfikacyjnej, która została odprawiona na warszawskim Żoliborzu, stawiła się także NINIWA Team. W trakcie codziennych czynności ekipa wspominała tamtą uroczystość, jak i samą postać duchownego. Nie zabrakło modlitw z ucałowaniem relikwii błogosławionego, rozważań i chwil refleksji.

W tym miejscu szczególnie polecam niedługą, a treściwą lekturę o ks. Jerzym, którą znajdziecie na naszej stronie: http://niniwateam.pl/index.php/syberia-2013/popieluszko. Naprawdę warto! A artykuł ten, który także dzisiaj czytali sakwiarze, napisała dla nas mama ojca Tomka: Pani Agnieszka Maniura, wielka czcicielka ks. Jerzego. Bardzo Pani za to dziękujemy!

Dziękujemy również księdzu proboszczowi Tadeuszowi Bożełko, który przekazał ekipie relikwie błogosławionego, które ostatecznie zostaną złożone w kościele w Wierszynie. Pozdrowienia dla księdza i całej parafii św. Stanisława Kostki. Ponadto gorące życzenia ślemy w stronę Pani Marianny Popiełuszko, która wychowała wspaniałego kapłana i patriotę! (Jeżeli ktokolwiek ma kontakt z Panią Marianną, to prosimy o przekazanie jej naszych słów).

 

Główny Peleton

A teraz kilka słów o tych najzwyklejszych wydarzeniach z życia grupy. Czwartek zaczął się dość lajtowo. Wczorajsza jazda po bezdrożach dała się każdemu we znaki, więc tego ranka nie było mowy o pobudce o nieludzkiej porze. Dzień przywitany został Mszą Świętą o 7.00, którą wspólnie celebrowało dwóch księży Tomków. Dla odmiany rowerzyści wysłuchali kazania miejscowego ks. Tomka, który w nawiązaniu do wczorajszych rozmów rozwinął wątek adoracji i sanktuarium. Między innymi dowiedzieli się, że kościół w Oziornoje został wybrany na kościół stacyjny w Roku Wiary. Wiąże się z tym możliwość uzyskania odpustu zupełnego w trakcie nawiedzania świątyni!

Po Mszy Świętej cykliści zjedli pożywne śniadanie, dokładnie posprzątali po sobie i zebrali się do drogi. Na pożegnanie machali im ks. Tomasz i Sławek oraz wyjątkowa siostra Paschalia. W obecności tej siostry można było przekonać się na własnej skórze, czym jest paschalna radość. Zakonnica wprost promieniała uśmiechem i pogodą ducha. Wprawdzie sakwiarze nie zdążyli zagrzać tutaj miejsca, to jednak czuli się, jakby wyjeżdżali od siebie, od swoich. Górnik stwierdził, że to była taka mała Wierszyna.

Pomimo pogodnej twarzy siostry pogoda za oknem nie była za ciekawa. Ciemne chmury i delikatny deszczyk zwiastowały najgorsze. Rowerzyści postanowili jak najszybciej dotrzeć do jakiegoś asfaltu, aby nie ugrzęznąć w stepowych błotach, tym bardziej że ostrzeżono ich, że przy niepogodzie Oziornoje potrafi być odcięte od świata przez kilka dni. Szczęśliwie z deszczu wyszły nici, za to z kół zaczęło wychodzić powietrze. Pierwszego dętkowca złapała Ania, potem Jola, a w międzyczasie Michał Kandefer zaliczył glebę. Poza tym dzisiaj powrócił wróg numero uno – wiatr twarzowy, od którego gęby wykrzywiały się na lewo i prawo. Wiatr był bardzo silny i sprawiał, że jazda stawała się bardzo uciążliwa. A gdy zaczynało wiać lekko z ukosa, peleton z tradycyjnego wężyka przeobrażał się w postać wachlarza.

Poza tymi kłopotami nie zabrakło też radosnych chwil. Jedną z nich ufundował Górnik, który kiedy łatano dętkę Ani, puścił na cały regulator muzykę i to nie byle jaką. Pierwszy raz w historii na kazachskich stepach zatańczona została belgijka! Poza samym tańcem Sławek miał jeszcze jeden powód do skakania – w końcu otrzymał zielone światło na przedłużenie urlopu. Wyjechał na Syberię z zapewnionym urlopem tylko do 14 czerwca, szczęśliwie wczoraj dostał sygnał z Kopalni Wieczorek, że może jechać dalej! Dzięki temu Górnik może spać spokojnie. Kilka lat temu, w drodze do Rzymu, miał podobną sytuację, zabrakło mu paru dni urlopowych… Koniec końców, udało mu się dojechać do Wiecznego Miasta, choć tak naprawdę tylko do lotniska. Nie zobaczył nic z antycznego miasta, a parę godzin po przylocie do Polski zjeżdżał już na szychtę!

Drugi radosny moment zdarzył się już pod koniec dnia, w mieście Kokszetau (tym samym, gdzie ubiegłej nocy spali Marcel i Marcin). Około 18.00 zatrzymali się pod miejscowym marketem na obiad. Tak jak wczoraj poza gotowanymi smakołykami zasmakowali wielkiej życzliwości i otwartości Kazachów. Wokół grupy szybko zgromadził się tłum ciekawskich. Mieszkańcy litowali się nad cyklistami, darowując im napoje, a nawet więcej, Ania i Jola zostały bowiem uraczone półkilogramową siatką mielonki. Dziewczyny (chyba musiały wyglądać na bardzo wychudzone, że dostały taki podarek) były tak zaskoczone, że nie bardzo wiedziały, co z nią zrobić. Na ratunek przyszła właścicielka baru, która przemieniła dla nich ten kawałek mięsa w pyszny obiadek.

Oczywiście to nie koniec miłych wydarzeń. Zanim grupa dokończyła posiłek, pojawiła się lokalna prasa, a któryś z gapiów zaproponował nocleg w sali gimnastycznej! Szczęściarze! W planach mieli przed sobą jeszcze dwie godziny jazdy, ale ostatecznie ulegli pokusie nocowania pod dachem i perspektywie gorących pryszniców. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę, ponieważ wkrótce rozpętała się porządna ulewa z burzą. A przy okazji mogli jeszcze udzielić wywiadu miejscowej telewizji.

Wyjątkowy dzień zakończyły postrzyżyny. Kuba Kostrzewski wypatrzył w sklepie golarkę do włosów. Z maszynki ochoczo skorzystał ojciec Tomek i Wax, którzy zamienili się w łysych zawadiaków! Reszta panów zapowiada, że będą golić się w następnych dniach.

Na sam koniec pierwszego czwartku miesiąca grupa pomodliła się za wstawiennictwem ks. Popiełuszki o powołania kapłańskie, zakonne i misyjne. Z kolei ojciec podzielił się refleksją na temat słów: „Panie dobry jak chleb, bądź uwielbiony od swego Kościoła”: całą grupę możemy utożsamiać z Kościołem, który uwielbia Boga dobrego jak chleb. Właśnie takiego Boga rowerzyści poznają na tej wyprawie!

 

Poszukiwacze Ram

Zgodnie z planem B nieustraszona dwójka dojechała w godzinach popołudniowych do stolicy. Za 300 km jazdy pociągiem zapłacili zaledwie 20 złotych (cena obejmowała także rower). Pierwsze wrażenie Marcina po wyjściu na stację: „Czuję się jak w Warszawie”.

Chociaż roweru jeszcze nie mają, to nie opuszcza ich nadzieja. Cieszą się, że nie skusili się na kupno tandetnego roweru w Kokszetau. W Astanie zdążyli już przyuważyć rowerzystów poruszających się na porządniejszych sprzętach: Meridach, Scottach, co jest bardzo dobrym znakiem. Od jednego z właścicieli takiego roweru dostali już namiary na sklep. Tym razem nocleg zapewnia im ks. Zbigniew, któremu z serca dziękują. Zawsze to miło przespać się w lepszych warunkach.


Wszystkim jubilatom i solenizantom składamy serdeczne życzenia i zapewniamy o modlitwie!

Bilans dnia:

– zaledwie 100 km dystansu, ale w strasznym wietrze

– dwie bezpowietrzne dętki

– stepowa belgijka

– pół kilo mieloneczki dla dzieweczki

– dwóch łysych

 

Źródło: niniwateam.pl