Wersja stalinowska w mocy
Piątek, 7 czerwca 2013 (02:07)Od maniakalnych morderców wyzywa żołnierzy Armii Krajowej białoruska „Grodzieńska Prawda”. Poszło o krzyż upamiętniający śmierć ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”.
Inicjatorem postawienia w miejscu śmierci „Olecha” krzyża był nieuznawany przez władze białoruskie Związek Polaków na Białorusi. Sprawą zainteresowała się już tamtejsza prokuratura.
Krzyż miał upamiętnić 64. rocznicę śmierci bohatera, który zginął w walce z oddziałem NKWD. „Grodzieńska Prawda” uznała, że „banda Olecha była jedną z największych i najbardziej brutalnych, przyniosła ludziom wiele nieszczęść”. Autor publikacji nie przebiera w słowach. Twierdzi, że „Olech” to „zwierzę” odpowiedzialne za 115 zamachów terrorystycznych. (W rzeczywistości chodzi tu o akcje przeciw funkcjonariuszom NKWD czy sowieckim agentom).
„Morderstwa i zbrojne grabieże – ulubione zajęcia powojennych akowców – trzymały ludność w ciągłym strachu” – napisała gazeta. Jak twierdzi dalej, mimo że władze sowieckie dwukrotnie ogłaszały amnestię dla tych, którzy złożą broń, a ZSRS zawiesił wykonywanie kary śmierci, to oddziału „Olecha” „z ich maniakalnym pędem do zabijania już nic nie mogło powstrzymać”.
Gazeta ze słowem „prawda” w tytule posunęła się też do oceny, że „jeżeli krzyż jest ustanawiany nie męczennikom, ale ich dręczycielom i mordercom, to jest to ukrzyżowanie przede wszystkim pamięci ofiar”.
Leszek Żebrowski, historyk i badacz losów żołnierzy wyklętych, nie ma wątpliwości, że komentarz „Grodzieńskiej Prawdy” do wydarzeń, do jakich doszło na Grodzieńszczyźnie, na dawnych terenach Polski, do tej pory zamieszkałych przez zwarte skupiska polskiej ludności – jest dalszym ciągiem propagandy stalinowskiej.
– Nie widać żadnej zmiany. Nie ma wątpliwości, że przynajmniej w tym zakresie obecna władza białoruska jest taka sama i robi to samo, co w epoce Stalina – zauważa.
Z poparciem ludności
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że „Olech” był ostatnim dowódcą poakowskiego podziemia na Grodzieńszczyźnie. – Tam nie mówiło się, że jest to podziemie poakowskie. Dla nich był to dalszy ciąg tej samej działalności, jaką prowadzili wcześniej, dalszy ciąg Polskiego Państwa Podziemnego z okresu okupacji niemieckiej, a później sowieckiej – dodał.
Postawienie krzyża w miejscu śmierci „Olecha” jest jak najbardziej uzasadnione. – Przypomnę, że jego ciała nie ma, nie wiadomo, gdzie został pogrzebany. NKWD pochowało go tak jak wielu innych polskich bohaterów w miejscu nieznanym, aby na zawsze zatrzeć po nim ślad – słyszymy.
Jak dodaje historyk, jeśli w komentarzu białoruskiej gazety czytamy, że „Olech” ze swoim oddziałem dokonał 115 akcji przeciwko NKWD, przeciwko ustrojowi sowieckiemu i że są to czyny „bandyckie”, to przekaz ten należy odbierać odwrotnie.
– To de facto najwyższa pochwała za to, że oddział nie był bezczynny. Trzeba pamiętać, jaki był sens tej walki. Nie chodziło o wygraną i o walkę z siłami NKWD, bo na to oni nie byli przygotowani. Nie było ani tyle broni, ani ludzi. Była to samoobrona ludności cywilnej przed kolektywizacją, wywózkami na Syberię, ekspedycjami karnymi NKWD. Na tym polegała istota ich działania i dlatego mieli całkowite poparcie miejscowej ludności – zaznacza Leszek Żebrowski.
Historycy za fenomen uważają fakt, że przez pięć lat po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Grodzieńszczyzny istniało tam polskie podziemie, które miało swoje cele, struktury, przywódców i cieszyło się ludzkim szacunkiem.
– Żeby na coś takiego zasłużyć, ich działalność musiała być zgoła inna niż ocenia to „Grodzieńska Prawda” – konkluduje Leszek Żebrowski.
Marcin Austyn