• Wtorek, 3 listopada 2026

    imieniny: Marcina, Sylwii, Huberta

KOMENTARZ

Nie dajmy się sprowokować

Wtorek, 3 listopada 2026 (10:52)

Z wielogodzinnych manifestacji przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie zapadł mi w pamięć szczególnie jeden obraz: szpalery policji w kominiarkach i białych kaskach z przyłbicami, a przed nimi człowiek z różańcem w ręku. W tym obrazie było wszystko: upadek moralny władzy, która chowa się za kordonami służb, ale też siła ludzkiego ducha, który umocniony wiarą nie lęka się niczego i broni najważniejszych wartości.

Warto tutaj przywołać jeszcze inny obraz, chociaż z odległych czasów i z bardzo odległego od nas geograficznie miejsca, ale niestety, może już nie tak odległego, jeśli chodzi o sytuację w kraju.

Stolica Filipin – Manila. 1986 r. Na ulicach dwa miliony ludzi z różańcami w ręku stoi naprzeciwko uzbrojonych szwadronów totalitarnego reżimu prezydenta Ferdinanda Marcosa. W pewnej chwili jeden z czołgów z samotnym żołnierzem w wieżyczce zbliżył się do modlących. Zatrzymał się przed klęczącymi ludźmi. Co będzie? Żołnierz patrzył dłuższą chwilę na rzesze modlących i powiedział do siostry zakonnej prowadzącej Różaniec: „Czy mogłaby siostra modlić się głośniej? Moi ludzie w czołgu nie słyszą”. Po chwili żołnierze wspólnie z ludźmi odmawiali modlitwę różańcową. Czołgi się cofnęły. Nie padł ani jeden strzał. Uzbrojoną armię pokonała moc modlitwy.

Tamte wydarzenia przeszły do historii jako cud różańcowy na Filipinach. Bez krwi, bez przemocy, bez rozlewu nienawiści. Dlaczego? Bo była modlitwa, a jak była modlitwa, to z tymi ludźmi był Bóg – On ostatecznie nigdy nie przegrywa.

To dobrze, że trwający już dłuższy czas protest w obronie Trybunału Konstytucyjnego od początku związany był też z codzienną modlitwą różańcową. Modlitwa jest najlepszym zabezpieczeniem, aby nie dać się sprowokować do przemocy, do odpowiadania złem na zło, do jakichś burd czy wręcz walk ulicznych. Obecna władza, jaką mamy w Polsce, tylko na to czeka, aby uderzyć z całą siłą pałek, kul i gazu w imię rzekomego „zaprowadzania porządku i bezpieczeństwa”. Ktoś może powiedzieć, że to przesada. To nie jest przesada, bo ci, którzy dziś rządzą, taki sposób działania mają niejako w swoim DNA. Dla tych ludzi, czy byli w opozycji, czy są – tak jak teraz – przy władzy, wywoływanie ogromnej agresji w życiu publicznym i prowokowanie do niej innych ciągłymi szykanami, kłamstwami, manipulacjami zawsze było podstawowym instrumentem walki politycznej. Kto się da w jakiejś sprawie sprowokować, za chwilę okrzyknięty zostaje inicjatorem ataku. I tak niszczą tych, z którymi jest im nie po drodze…

Tymczasem szczucie jednych przeciw drugim nie jest działaniem, które może przynieść jakiekolwiek dobro Polsce. Święty Augustyn postawił kiedyś takie pytanie: „Kiedy usuniesz prawo, to co odróżnia państwo od zgrai złoczyńców?”. Stosowanie przez rządzących prawa według słów: „tak, jak my je rozumiemy”, to tak naprawdę usunięcie prawa z państwa. Doprowadziło to nas także do obecnej sytuacji przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Oczywiście nie dać się sprowokować do przemocy, do jakichś rozruchów, nie ulec prowokatorom nie oznacza, że należy przestać walczyć o prawdę, o Konstytucję, o moralność, także w polityce… Bo tę władzę skutecznie powstrzymać może tylko strach przed zdecydowaną reakcją Narodu, który powie „dość”. Być może to ten właśnie moment historii. Bardzo ważna jest w tym wszystkim jedność różnych ugrupowań patriotycznych i stanięcie razem. Ale żeby się coś naprawdę udało, nie wystarczy jednoczyć się tylko „przeciw Tuskowi”, trzeba czegoś więcej. Prawicowe środowiska polityczne musi połączyć perspektywa tworzenia jakiegoś dobra, oparcie na wartościach, które budowały przez lata naszą polską tożsamość i niepodległość, pamiętanie o naszych chrześcijańskich korzeniach, szacunek dla Bożego Prawa.

„Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy” – to są ostatnie słowa bł. ks. Jerzego Popiełuszki, jakie wypowiedział w dniu porwania, a potem męczeńskiej śmierci. Brzmią i dziś tak bardzo aktualnie. W wygłoszonym wówczas rozważaniu różańcowym zamordowany wkrótce przez komunistyczny reżim kapłan powiedział znamienne słowa, że „aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą […]. Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości”. Tak właśnie dziś należy patrzeć na tę władzę, która postawiła kordony policji przed Trybunałem Konstytucyjnym. A wszystkim, którzy uczestniczą w zamachu na TK albo próbują w jakiś sposób go tłumaczyć i usprawiedliwiać, dedykuję jeszcze te słowa Patrona „Solidarności”:

„Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli. Najnędzniejsze i najkrótsze – to walki przemocy. Idea, która potrzebuje broni, by się utrzymać, sama obumiera. Idea, która utrzymuje się tylko przy użyciu przemocy, jest wypaczona. Idea, która jest zdolna do życia, podbija sobą, za nią spontanicznie idą miliony”.

Sławomir Jagodziński