Marcin Przydacz o porozumieniu Trumpa z Putinem
Poniedziałek, 12 października 2026 (12:39)Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz ocenił, że porozumienie prezydenta USA Donalda Trumpa z Władimirem Putinem ws. oleju napędowego to „przede wszystkim próba zareagowania na to, co się dzieje na rynkach energii w USA”.
W piątek w mediach społecznościowych prezydent USA Donald Trump poinformował, że zawarł z prezydentem Rosji Władimirem Putinem porozumienie w sprawie dostaw diesla. Departament Skarbu wydał równocześnie licencję, na mocy której amerykańskie sankcje nie obejmą do kwietnia 2027 roku rosyjskiego diesla załadowanego na tankowce do piątku.
W poniedziałek w Polsat News Marcin Przydacz był pytany, czy porozumienie w sprawie ropy to „początek resetu” z Rosją. Prezydencki minister ocenił, że działanie Trumpa to „przede wszystkim próba zareagowania na to, co się dzieje na rynkach energii w USA”.
Podkreślił jednak, że zarówno on, jak i prezydent Karol Nawrocki są „zwolennikami twardej polityki wobec Rosji
i twardych sankcji wobec Rosji, a nie prób ich rozmontowywania”. – Tylko Rosja przymuszona twardymi instrumentami ekonomicznymi będzie mogła ewentualnie siąść do stołu negocjacyjnego w dobrej wierze – ocenił Przydacz.
Jak dodał, choć szanuje on „wszelkie próby wciągnięcia Rosji w negocjacje tak, aby ta wojna się zakończyła”, to on sam „nie widzi jakiejkolwiek gotowości po stronie Rosji do tego, aby siąść w dobrej wierze do negocjacji”.
– Putin uważa, że wygrywa tę wojnę. Putin uważa, że jest jeszcze wystarczająco silny, i gra na przeczekanie, że to Zachód i Stany Zjednoczone znudzą się niejako wsparciem Ukrainy – stwierdził.
Podkreślił, że jego zdaniem działania Trumpa to próba reakcji na sytuację na rynkach energetycznych, a w jego przekonaniu „nie będzie ona skuteczna”. Po pierwsze – wskazał – zamówiony wolumen jego zdaniem nie będzie miał „szerokiego” wpływu na sytuację ekonomiczną w USA, a po drugie: kongres USA ma tutaj „wielką rolę do odegrania” i już teraz pojawiają się zapowiedzi reakcji.
AB, PAP