• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Zaniedbania policji przyczyną tragedii?

Poniedziałek, 3 czerwca 2013 (20:37)

Krzysztof Olewnik mógł być uwolniony, nawet krótko po porwaniu, gdyby policja rzetelnie analizowała połączenia telefoniczne i inne otrzymywane informacje, w tym wskazujące nazwiska sprawców. Tak zeznał przed sądem Włodzimierz Olewnik, ojciec uprowadzonego.

Olewnik mówił, że ma żal do organów ścigania, iż przez dwa lata przetrzymywania jego syna przez porywaczy, notowanych wcześniej przestępców, nie doszło do uwolnienia Krzysztofa.

Przed Sądem Okręgowym w Płocku wznowiono rozprawę w procesie dwóch policjantów, którzy w latach 2001-2004 pracowali przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Remigiusz M. i Maciej L. są oskarżeni o niedopełnienie obowiązków, co naraziło uprowadzonego na utratę życia. Obaj nie przyznają się do winy.

– W mojej ocenie było to bardzo proste, bo już w pierwszym tygodniu (po porwaniu) dysponowałem połączeniami telefonicznymi, które budziły zastrzeżenia. Gdyby się dobrze przyłożyć do analizy tych telefonów, Krzysztof mógł być uwolniony – ocenił przed sądem Włodzimierz Olewnik. Zapewnił przy tym, że cała rodzina Olewników od początku współpracowała z policjantami i prokuraturą, dostarczając wszelkich informacji, które mogły pomóc w postępowaniu.

Odpowiadając na pytania prokuratora, Olewnik zeznał, że w dniu zniknięcia syna był przekonany, iż został on zamordowany albo uprowadzony. Przyznał również, że tego dnia część jego rodziny sugerowała policji, iż osobami związanymi z porwaniem mogą być dwaj mieszkańcy Drobina (miejscowości, gdzie mieszkają Olewnikowie). Informacje te potwierdziło późniejsze śledztwo i proces sprawców uprowadzenia, który odbył się na przełomie 2007 i 2008 r.

Olewnik podkreślił m.in., że policja nie udzieliła pomocy jego rodzinie przy przygotowaniu okupu dla porywaczy. – Nikt nas nie instruował, w jaki sposób przygotować okup. Sami kserowaliśmy banknoty i spisywaliśmy ich numery. Żaden z dwóch oskarżonych nie był obecny przy przygotowaniu okupu – oświadczył.

Według Włodzimierza Olewnika, policja nie podjęła też czynności dotyczących sprawdzenia anonimu, który otrzymał, a którego fragment brzmiał: „nie chcę śmierci Krzyśka”. – Przeraziło mnie, że z anonimem policjanci nie zrobili nic – dodał.

Odpowiadając z kolei na pytania obrony, Olewnik przyznał, że jego utrata zaufania do policji narastała wraz z upływem czasu. „W pierwszym okresie, może dwóch, trzech miesięcy, wierzyłem policji. Potem zaczęło być inaczej. Było wiele niejasnych sytuacji. Dlatego chciałem wymiany grupy policjantów zajmujących się sprawą” – zaznaczył.

Odnosząc się do kwestii wymontowania z jednego z samochodów należących do rodziny Olewników urządzenia GPS, które założono na polecenie policji, Włodzimierz Olewnik oświadczył, że celem demontażu nie było „zmylenie policji”, ale fakt, że urządzenie to rozładowywało akumulator, co w praktyce uniemożliwiało uruchomienie auta.

Był to samochód, którym przewożono m.in. okup dla porywaczy – wyjazdów z próbą przekazania okupu było w sumie kilkanaście. O wymontowanie GPS pytali Olewnika w poniedziałek Remigiusz M. i jego obrońca. Olewnik zeznał, że policja, która za pomocą GPS chciała śledzić trasę auta, wiedziała o wymontowaniu urządzenia.

Według Olewnika, podczas ostatniej próby przekazania okupu porywaczom, która w lipcu 2003 r. zakończyła się powodzeniem, policja nie zapewniła należytej obserwacji. „Na dzisiaj twierdzę, że nie było żadnej obserwacji policji. Wtedy miałem świadomość, że taka obserwacja powinna być” – powiedział.

Jutro sąd będzie kontynuował przesłuchanie Włodzimierza Olewnika. W procesie wyznaczono terminy rozpraw do października.

W grudniu 2012 r. gdańska prokuratura apelacyjna oskarżyła Remigiusza M. i Macieja L. o zaniedbania, w tym o to, że w lipcu 2003 r. w Warszawie nienależycie zabezpieczyli miejsce przekazania okupu porywaczom Krzysztofa Olewnika. Zarzuty objęte aktem oskarżenia zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 3 i przedawniają się w sierpniu 2014 r.

IK, PAP