Prokuraturą w Trybunał
Piątek, 25 września 2026 (10:37)Skoro nie udało się podporządkować Trybunału Konstytucyjnego bez oporu, władza sięga po prokuraturę
i represje. Do TK wybrano Macieja Berka, nazywanego przez Donalda Tuska jego prawą ręką, który – jak wskazują ustalenia posłów opozycji – nie spełnia nawet formalnych wymogów, aby zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Inne osoby wybrane do TK nie złożyły natomiast ślubowania przed Prezydentem RP,
lecz wystąpiły w zainscenizowanej farsie przed Włodzimierzem Czarzastym.
Wobec zgromadzenia się Polaków przed siedzibą Trybunału i stanowczej postawy TK szturm sił zarządzanych przez Marcina Kierwińskiego na jego siedzibę wydaje się jeszcze zbyt ryzykowny. Machina Tuska uderzyła więc w inny sposób. Zastosowano metodę, którą prokuratura Waldemara Żurka już wcześniej przetestowała,
gdy miesiącami więzione były urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości, uwolnione w końcu przez sąd,
także w wyniku ogromnego nacisku społecznego.
Tym razem uderzono w pracowników Trybunału Konstytucyjnego wykonujących polecenia swoich przełożonych, przede wszystkim prezesa TK. Prokuratorskie zarzuty usłyszeli wieloletnia urzędniczka Trybunału – dyrektor Kancelarii TK – oraz komendant Straży Trybunalskiej. W ramach środków zapobiegawczych zastosowano m.in. dozór policyjny i zakaz zbliżania się
do budynku Trybunału. Wszystko dlatego, że mieli nie dopuścić do pracy czworga osób wybranych na sędziów TK.
Uderzenie w podwładnych, którzy w rzeczywistości wykonywali polecenia służbowe, i postawienie im tak kuriozalnych zarzutów to ostrzeżenie dla prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego. To także wezwanie do dobrowolnego oddania Trybunału w ręce osób, których procedura powołania do TK jest, delikatnie mówiąc, wadliwa.
Jest bowiem przeciwnie. To dopuszczenie do pracy
w Trybunale osób, które nie złożyły ślubowania przed Prezydentem RP, mogłoby stanowić przestępstwo związane z przekroczeniem uprawnień. O tym jednak nie decydują ani dyrektor Kancelarii TK, ani komendant Straży Trybunalskiej. To oni zostali objęci działaniami
prokuratury niejako w zastępstwie.
Do tej pory z ust polityków koalicji Donalda Tuska mogliśmy usłyszeć, że Trybunału Konstytucyjnego nie ma, że Trybunał nie istnieje. W projekcie przyszłorocznego budżetu państwa nie uwzględniono nawet środków na funkcjonowanie TK, a jego wyroki nie były publikowane
ani wykonywane. W przypadku powrotu praworządności
w Polsce odpowiedzialnych za takie działania członków rządu powinna spotkać odpowiedzialność karna. Sami zresztą swoimi działaniami zadają kłam własnej narracji, wybierając sędziów do Trybunału, którego rzekomo
„nie ma”.
Nie dzieje się to bez powodu. Trybunał Konstytucyjny pozostaje dziś jednym z ostatnich bastionów praworządności w Polsce, podczas gdy kolejne instytucje państwa są przez rząd Donalda Tuska konsekwentnie demolowane.
Postępujące zadłużanie kraju, faktyczne przyzwolenie
na rozkradanie Polski, zatrzymywanie kluczowych inwestycji rozwojowych, obniżanie naszej pozycji międzynarodowej, poniżanie i zastraszanie Polaków
za pomocą represji ze strony państwowych urzędów
i instytucji, a także pozostawianie chorych bez leczenia prowadzą do wykształcenia przekonania, że nie jesteśmy już u siebie i że na własny kraj nie możemy liczyć. Jednocześnie tworzony jest obraz państwa niezdolnego
do podejmowania suwerennych decyzji, chociażby
z powodu gigantycznego zadłużenia i coraz większych problemów z jego obsługą.
Odbicie Trybunału przez polityków realizujących w istocie niemiecką agendę przekształcenia Unii Europejskiej
w nową niemiecką Rzeszę ma w tym planie kluczowe znaczenie. To Trybunał Konstytucyjny może kolejny
raz przypomnieć o wyższości Konstytucji RP nad prawem unijnym, o granicach kompetencji przekazanych
Unii Europejskiej i o tym, że orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie mogą zastępować polskiej Konstytucji. Może również przypomnieć, że żyjemy w niepodległej Polsce, a nie pod niemieckim zaborem.