Stowarzyszenie skazane na porażkę
Poniedziałek, 3 czerwca 2013 (14:00)Z dr. Marcinem Zarzeckim, ekspertem w zakresie socjologii polityki, rozmawia Marta Milczarska
Przemysław Wipler potwierdził, że odchodzi z Prawa i Sprawiedliwości, i zamierza stworzyć nowy ruch republikański. Jakie są szanse jego powodzenia?
– Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia polityków, którzy odchodzili z Prawa i Sprawiedliwości, wydawałoby się, że powinno się uczyć na tych wydarzeniach. Póki co przypadki secesji partyjnej nie przysłużyły się tym politykom, w tym sensie, że sami odesłali się na margines życia politycznego. Jak rozumiem, sama istota tworzenia odrębnej partii na podstawie swoich partykularnych interesów polega na tym, że powinno się oszacować zbiór potencjalnych wyborców, to znaczy ocenia się, że istnieje jakaś frakcja elektoratu, wyborców, którzy będą się identyfikować z tą nową strukturą. Wydaje mi się jednak, że „ruch republikański” w polskiej przestrzeni politycznej jest na tyle niedookreślony, że mogą się do niego odwoływać bardzo różne osoby, łącznie z Jarosławem Gowinem. To właśnie list otwarty byłego ministra sprawiedliwości w znacznej mierze odwoływał się do nurtu republikańskiego w obrębie liberalizmu politycznego i społecznego. Śmiem twierdzić, że powstanie tej partii w żaden sposób nie zakończy się sukcesem, w żaden sposób ta partia nie odbierze wyborców ani Prawu i Sprawiedliwości, ani Platformie Obywatelskiej.
Ruch republikański to nowość, która sama w sobie ma przyciągnąć polityków i uwagę opinii publicznej...
– Paradoksalnie łatwiej byłoby stworzyć Jarosławowi Gowinowi frakcję republikańską z członków Platformy Obywatelskiej, niż Wiplerowi stworzyć taką z polityków Prawa i Sprawiedliwości. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że elektorat PiS jest stały i stabilny, to nie jest elektorat przepływowy, w przeciwieństwie do elektoratu Platformy. To oznacza, że takie przedsięwzięcie ma raczej nikłe szanse powodzenia. Nawet odwołując się do niezadowolonego skrzydła Prawa i Sprawiedliwości, republikanin nie odpowiada potrzebom tej części. Historia poszczególnych partii politycznych pokazuje, że secesjoniści ponosili klęskę. Może jakiś charyzmatyczny polityk mógłby pociągnąć za sobą część niezadowolonych polityków i próbować stworzyć nowy twór polityczny. Ale tutaj nie mówimy o jakimś charyzmatycznym, rozpoznawalnym, identyfikowalnym polityku, który głośno wrażał swoje niezadowolenie i funkcjonował w partii jako główny konkurent przywódcy. Tak w tym wypadku nie było. Nie jest to co prawda „no name” polityczny, ale nie jest to też osoba, która pociągnie za sobą jakiekolwiek zasoby polityczne w postaci elektoratu lub posłów.
Nowe stowarzyszenie Republikanie ma opierać się na osobach niezwiązanych z polityką. Jest to sposób na przyciągnięcie uwagi osób zmęczonych politykami?
– To z pewnością próba uruchomienia nowych zasobów społecznych, ludzi, którzy nie identyfikują się z polityką, która jest stygmatyzowana negatywnie wśród Polaków. Badania socjologiczne wykazują, że młodzi ludzie, którzy nie mają jeszcze prawa wyborczego, już wycofują się z polityki, negatywnie ją oceniając. Oczywiście działanie Wiplera jest na pewno próbą odpowiedzi na ten problem. Jednakże jako osoba, która zajmuje się marketingiem politycznym, mogę powiedzieć, że w czasie deklaracji wielu ludzi podkreśla, że polityka to taki ruch, w obrębie którego nie pojawiają się nowe twarze, że ludzie, którzy się skompromitowali, przechodzą z jednej partii do drugiej, że pełnią funkcje niezależnie od kompetencji merytorycznych. Jednakże podczas głosownia widać, że te same osoby, które deklarowały niechęć do polityków, jednak głosują na polityków, którzy na scenie politycznej istnieją, a nie na osoby wcześniej z nią niezwiązane. Sam pomysł i mówienie o odświeżeniu sceny politycznej bez wątpienia są populistycznie poprawne, ale z perspektywy skuteczności wcale nie zwiększają szans na powodzenie nowo powstałej partii. To nie jest atrakcyjny pomysł ani dla wyborców Platformy, ani dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości.
Moim zdaniem, ta partia będzie miała duże problemy z ulokowaniem się na scenie politycznej. Jeżeli odwołuje się do nowych, nieznanych osób, to musi być bardzo silna ideologicznie, aby spozycjonować się wobec partii istniejących, i to będzie bardzo kłopotliwe właśnie ze względu na brak struktur politycznych, które będą musiały być tworzone od początku. To działanie długotrwałe i wymagające ogromnego doświadczenia.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska