Dziś w „Naszym Dzienniku”
Skarlała wdzięczność
Niedziela, 20 września 2026 (08:45)Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: ’Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam’. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: ’Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?’. Odpowiedzieli mu: ’Bo nas nikt nie najął’. Rzekł im: ’Idźcie i wy do winnicy’.
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: ’Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych’. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: ’Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę’. Na to odrzekł jednemu z nich: ’Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?’. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. (Mt 20,1-16a)
Są dziś takie miejsca na przedmieściach Jerozolimy, niedaleko od murów i bram oddzielających Izrael od Autonomii Palestyńskiej, gdzie rano (bywa, że i później) można spotkać mężczyzn czekających na to, że ktoś najmie ich do pracy. Podjeżdżają samochody, busy i zabierają ich na pola, do zakładów pracy itp. Ktoś w domu czeka na pieniądze, które wieczorem przyniosą – bo trzeba nakarmić rodzinę. Czy są tacy, których nikt nie najmie? Tak, to zależy od dnia. Wrócą do domu z pustymi rękami. Praca to w wielu miejscach na świecie „luksusowy towar”.
Tak było i w czasach Jezusa. Znany słuchaczom obraz posłużył Mu, aby opowiedzieć o Ojcu i królestwie Bożym, ale też zwrócić uwagę na to, co ów obraz zaciemnia, co Bożą miłość zniekształca. Na czym polegał problem robotników pracujących na polu od samego rana? Czy zostali skrzywdzeni, źle potraktowani przez gospodarza? Gdyby pracujący cały dzień otrzymali choć premię… byłoby OK. Nie dostali jej – niekiedy sobie myślimy. Ludzie wrócili do domów zagniewani. Być może wielu pytało: po co się starać, skoro i tak wszyscy dostali po równo? Wdzięczność skarlała została zastąpiona przez interesowność, myślenie merkantylne, rozumienie wszystkiego w wymiarze „zasługi”, bilansu zysku i strat.
Przypowieść Jezusa miała za zadanie „wyprostowanie” uczniom (a przez nich i nam) wyobrażenia Ojca. Bóg nie jest handlarzem, rachmistrzem, nie spisuje skwapliwie każdej chwili życia (nie dodaje i nie ujmuje nam „nagrody” w zamian za „zasługi”) i nie „gniewa się”, gdy nie potrafimy sprostać wyzwaniom (szukamy wtedy „znajomości”, aby uniknąć kary). Taki obraz wielu chrześcijan nosi w sobie.
O coś innego chodzi. Bóg szuka nas nieustannie – nawet wtedy, gdy „wymykamy się” Mu, gdy stajemy się „robotnikami ostatniej godziny”. Bóg jest INNY. Trudno nam Go pojąć. Może to wina tego, że „teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno […] poznajemy po części” i dopiero kiedyś „ujrzymy twarzą w twarz” (por. 1 Kor 12,12)? Obyśmy się sami mogli przekonać – ku naszej radości i zbawieniu.
Ks. Paweł Siedlanowski