• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Sukces pilnie poszukiwany

Poniedziałek, 3 czerwca 2013 (02:09)

Analiza

Sugerując sukces negocjacyjny rządu, prezydent tak się zagalopował, że zapomniał o rezygnacji Donalda Tuska z walki o równe dopłaty dla polskich rolników.

 

Pogarszająca, szczególnie w ostatnich miesiącach, swoje notowania w sondażach Platforma Obywatelska pilnie potrzebuje jakiegoś sukcesu, który dałby pretekst do odwrócenia wyników sondażowych. Z pomocą swojemu macierzystemu ugrupowaniu stara się przyjść Bronisław Komorowski, który w tych plebiscytach zaufania – w przeciwieństwie do kolegów z rządu – jeszcze przoduje.

Do tej pory starania prezydenta przynoszą jednak co najwyżej średni skutek, a obywatele jak przestali już doceniać rząd Platformy „za ofiarną pracę na rzecz kraju”, tak nadal nie chcą go docenić – na co wskazują niekorzystne dla rządzących wyniki badań opinii publicznej.

Nie udało się przekonać Polaków, aby Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej świętowali z prezydentem w marszu różowych baloników i czekoladowego orła bez korony. Być może uda się ich jednak uświadomić, jak wiele zawdzięczają rządowi Donalda Tuska. Mówiąc o wyzwaniach, jakie stoją przed Polską, prezydent Bronisław Komorowski odniósł się do wyników lutowego szczytu Unii Europejskiej poświęconego budżetowi Wspólnoty na kolejne siedem lat.

– Wielkich wyzwań nie brakuje i dzisiaj. Pierwszym i najważniejszym jest zbudowanie trwałego miejsca Polski w głównym nurcie integracji europejskiej. Byśmy byli w gronie krajów, które podejmują najważniejsze decyzje. Drugie wyzwanie, nieomal na miarę członkostwa w Unii Europejskiej, to wykorzystanie wielkiego sukcesu polskiego rządu, jakim jest 300 mld zł, które zapisano dla Polski w przyszłym unijnym budżecie – mówił prezydent Komorowski w sobotnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Przekonując o olbrzymich zasługach dla kraju rządu swojej macierzystej partii, prezydent Komorowski poszedł na całość.

– W ciągu tysiąclecia mieliśmy dwie okazje, by nadrobić cywilizacyjne zaległości i dogonić Europę Zachodnią. Pierwszą taką szansę mieliśmy w wieku XVI. Drugą, i prawdopodobnie ostatnią, która pozwoli nam konkurować z największymi krajami kontynentu, mamy teraz. Musimy tę gigantyczną kwotę mądrze wydać, dobrze zainwestować w rozwój – dodał.

Po lutowym szczycie UE poświęconym budżetowi unijnemu na kolejne siedem lat rządzący natychmiast ogłosili wielki sukces prowadzonych przez polski rząd negocjacji. W znacznej części musiał to być jednak tylko urzędowy optymizm. Trudno bowiem – ze względów propagandowych – aby rząd ogłaszał, że po żmudnych negocjacjach poniósł klęskę albo że nie jest zadowolony z wyników szczytu.

Faktem jest natomiast, że rząd praktycznie poddał się w walce o środki na polskie rolnictwo, które nadal nie będzie traktowane na równych zasadach z rolnictwem w krajach Europy Zachodniej.

Tym większa to porażka, że o wyrównaniu dopłat w rolnictwie w kolejnym budżecie Unii Europejskiej zapewniano w dystrybuowanej propagandzie mającej przekonać Polaków do poparcia dla naszego członkostwa w UE. Sugerowanie wielkiego sukcesu negocjacyjnego jest tym bardziej nieuprawnione, że biorąc pod uwagę, iż do nowego budżetu wpłacamy większą składkę niż do starego, w sumie otrzymamy mniej środków unijnych niż – negocjując poprzedni budżet – wywalczył rząd poprzedników Donalda Tuska.

Na domiar złego nawet tych wspomnianych przez prezydenta Komorowskiego 300 miliardów z Unii ciągle nie możemy być pewni, co – ze szkodą dla Polski – może wpłynąć na opóźnienie kolejnych inwestycji w naszym kraju realizowanych z udziałem unijnych funduszy.

Budżet ciągle nie został bowiem zaakceptowany przez Parlament Europejski, domagający się m.in. uregulowania przez państwa członkowskie deficytu powstałego podczas realizacji poprzedniego budżetu. Jeśli zgodnie z ostatnim harmonogramem Parlament Europejski w tym miesiącu budżet zaakceptuje, premier Tusk – z braku realnych sukcesów, którymi mógłby się pochwalić – ponownie będzie mógł ogłosić „sukces” – nie że cokolwiek wywalczył, ale że nam nic nie zabrano.

Spragniony sukcesów premier z powodzeniem przetestował nawet ostatnio tworzenie wrażenia odniesienia sukcesu z rozwiązywania problemów stworzonych przez siebie samego. Gdyby „zły” Donald Tusk najpierw nie wykluczył „matek pierwszego kwartału” spod działania ustawy wprowadzającej roczne urlopy rodzicielskie, to następnie „dobry” Donald Tusk nie mógłby ogłosić światu, przed telewizyjnymi kamerami, jak bardzo kocha dzieci i przyznaje „matkom pierwszego kwartału” możliwość skorzystania z rocznego urlopu.

Artur Kowalski