• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

"Trzydziestka" NINIWY Team

Niedziela, 2 czerwca 2013 (07:50)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Łukasza Wanota z 30. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię

Ojciec, wiadomo z jakiej okazji, zaprosił dzieci do wspólnej, 174-kilometrowej przejażdżki rowerowej. Miło z jego strony. W ramach protestu z namiotów wyprowadziliśmy się dopiero późnym popołudniem, przekornie o 5:01 czasu lokalnego... Dla tych paru chwil w słońcu, gdy porywisty pan stepów jeszcze drzemie, warto było wstać wcześniej, gdyż później na drogach szalał dym niczym z pieśni Nietzschego. W krótkim więc czasie rozstaliśmy się z wolnofalową fazą snu, a rozespanym oczom,  coraz wyraźniej podzielającym nasz wewnętrzny zachwyt, ukazała się dobrotliwa matka natura. Za taką dzikością wszyscy tęskniliśmy. Chryste Panie, jak tu jest pięknie! By choć trochę zakrzywić dzielący nas dystans 4000 km, wczytajcie się w przelany na karty dzisiejszej relacji ślad pamięci bliskiej mi przyjaciółki, która tutaj się urodziła:

Niesamowicie nieosiągalne zdaje się  opowiedzenie o Kazachstanie, z  oddaniem w pełni magii tego miejsca. W samym sercu rzadko mówi się „państwo”. Od dziecięcych lat zwykliśmy mawiać (Rodina) – Ojczyzna. Kazachstan to nasza druga Matka. Ojczyzna, matka, rodzina. W tym miejscu wszyscy stanowimy jedność.

Moja mała ojczyzna. Tak mogłabym określić tę cząstkę wspomnień, która wybucha z chwilą, gdy wasze kółka wkraczają na kazachskie przestrzenie. Jestem szczęśliwa, że TU jesteście! Jednocześnie ciekawa, jakie przygody was tu spotkają bądź też jakim przygodom wy się napatoczycie. Jak przywita was Matka Ziemia?

Matka Ziemia – tak nauczono mnie o niej mówić, czego prawdziwą głębię odkrywam po latach, otulając tęsknotą wspomnienia. Chciałabym, byście zobaczyli piękno tej cudownej ziemi, by wiatr gnający po bezkresnym stepie opowiedział wam historię tego miejsca, wpisując waszą, jednocząc w Duchu.

Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, który się narodził z Ducha” (J 3, 8).

Wiatr odwiecznie budzący szacunek, dający przeczucie, że gnając samotnie wśród wysokich trzcin, tak naprawdę nigdy  nie jest sam. Od zawsze płatał psikusy, wyrzucając na drogę „pierikatipolie” (okrągłą leciutką roślinkę, trzcinkę), przetaczając ją wzdłuż drogi. Pamiętam, jak pewnego razu, będąc dzieciaczkami, postanowiliśmy przechytrzyć wiatr i porwać go do worka. Udało nam się, jednak musiał uciec, gdyż po chwili znów smagał nas po twarzach.

Chciałabym, byście ujrzeli wolność tego zakątka. Prostotę i dobro ludzi, uszanowanie tradycji, kult pracy, miłość do ojczyzny. Byście zachwycili się polami po horyzont usłanymi tulipanami czy słonecznikami i przeintensywną niebieskością nieba. By w szumie wiatru i odgłosie historii zastawianej na piaszczystych drogach Kazachstanu każdy z Was odnalazł swój kierunek wiatru. By móc po ciężkim dniu powiedzieć sobie: „Jestem szczęśliwym człowiekiem”. Kazachstan jest w każdym z Was.

Przelewam tęsknotę w modlitwę za Was.

 

Z serca dziękujemy za Twoją refleksję! Ponad wszelką niepewność, z każdym kolejnym kilometrem czujemy rodzący się w nas prawdziwy, dziki i nieokiełznany Kazachstan, którego tak bardzo pragnęliśmy, siedząc wspólnie zimą przed trzaskającym kominkiem. Nasze marzenia, by wyruszyć w drogę, wtedy jeszcze tak mgliste, stały się rzeczywistością, którą absorbujemy z pełnym uwielbieniem. Nasi Wschodni Bracia, których spotykamy, przepełnieni są tkliwością i dobrocią.

Nie mniejsze podziękowania kierujemy w stronę Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek z Kodnia. Klasztor ten, bez zmian, pozostaje zamknięty dla świata, ale wyłącznie terytorialnie, gdyż serc sióstr w żaden sposób nie obowiązuje klauzura; są pełne miłości i ciepła, a swoją modlitwą otaczają wielu ludzi. Czujemy się wyróżnieni, że na czas trwania wyprawy włączyły w nią personalnie każdego z uczestników wyprawy. Bóg zapłać!

 

Uczestnik wyprawy – adopcja duchowa:

o. Tomasz Maniura – Wspólnota Karmelu

Anna Baran – s. Bogumiła

Marcel Gawron – s. Elia

Filip Hepner – s. Małgorzata

Jakub Hepner – s. Benedykta

Michał Kandefer – s. Maria

Jakub Kostrzewski – s. Magdalena

Justyna Kotas – s. Dorota

Sławomir Kunicki – s. Stanisława

Urszula Machelska – s. Karmela

Michał Piec – s. Teresa

Mateusz Majchrzak – s. Anna

Krzysztof Skok – s. Maksymiliana

Wojciech Mazur – s. Cecylia

Sonia Manssour – s. Miriam

Marcin Mazurek – s. Weronika

Mateusz Mika – s. Klara

Piotr Waksmundzki – s. Franciszka

Witosław Wierzbicki – s. Józefa

Piotr Wierzgacz – s. Gabriela

Sara Wierzgacz – s. Łucja

Hanna Witczak – s. Aniela

Jolanta Wręczycka – s. Michaela

Szymon Zieliński – s. Bernadeta

 

Dzisiaj relacja jest tak długa, jak czasy dzielące nas od kolejnych etapów podróży. Jeden odcinek 40 km, niezaprzeczalnie, nawet gdyby potraktować go prażącym słońcem, które dzisiaj nas spaliło, wciąż powinien mieć tę samą, matematyczną wartość! Dlaczego zasady całkowania nie obowiązują na kazachskich stepach!? Nieistotne, na której z róży wiatrów zawiesimy swe spojrzenie, widok jest jeden: niezamieszkały, porzucony przez los horyzont! Nihilizm otoczenia wywołał u nas fatamorgany (chodzą pogłoski, że Anna Baran widziała wodospad czekolady). W końcu ktoś dostrzegł jakieś zabudowania! Żeby zwalczyć zaburzenie dystansu, postanowiliśmy typować, jak daleko znajduje się to coś, co prawdopodobnie jest kominem. Przedział propozycji od 2 do 30 kilometrów. Prawidłowej odpowiedzi: 15 km, udzielił Mateusz Majchrzak. Gratulujemy! Wygrałeś rowerową wycieczkę z Wierszyny do Polski!

Jedynym władcą szos jest tutaj wiatr, który poddaje nas ogromnej próbie charakteru. Każdy metr staje się kilometrem, a każda kropla potu, zanim spadnie na ziemię, drąży zwątpienie w spokojniejsze jutro. Jedziemy parami, w jednej zwartej grupie, wierząc, że każdy trud jest przypomnieniem naszej wysokiej rangi. Jesteśmy ogromnie zmęczeni, ale czujemy, że jesteśmy tu, gdzie powinniśmy być. W tym szczególnym dniu dziękujemy naszym rodzicom, że stworzyli nam taką możliwość, a przede wszystkim za to, że nas urodzili.

„Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49).

Podobnie jak Jezus w dzieciństwie wzrastał w łasce w oczach Boga i ludzi, tak i my podczas tej wyprawy czujemy, że wzrastamy w mądrości.

Po 120 km postanowiliśmy wrzucić coś na ruszt. Obiad zjedliśmy w restauracji „Pod Krzakami”, nieopodal szosy. Przygotowanie posiłku wymagało sprawdzenia wielu ustawień naszych karimat, które pełniły funkcję wiatrochronów. Ile to człowiek musi się namęczyć, żeby kulturalnie zjeść chińską zupkę… Przed sypialnianą dzielnicą miasta Kostanay chwytliwy temat dalekiej oraz niebezpiecznej wyprawy w głąb Syberii wyczuły lokalne media. Standardowo były zdjęcia i wywiady, a błysk fleszy ośmielił nas, by poprosić o wskazanie najbliższego katolickiego kościoła. Podczas tranzytu na miejsce docelowe Górnikowi zwiało z głowy czapkę, którą odzyskał 3 rowery dalej…

Gdy cicho wchodziliśmy do otwartej świątyni, na zewnątrz zapadał już zmrok. Przed ołtarzem ktoś w samotności adorował Jezusa… Ojciec rzucił tylko rozpoznawcze sacerdotes, by uzyskać niewerbalne potwierdzenie, że jest to ksiądz, po czym sprawnie łamiąc język, rzucił:

– My prijechali na wielosipiedach iz Polszy.

– Ksiądz Wojtek jestem.

Natychmiast poczuliśmy się jak w domu. Ze względu na dostępny prysznic oraz kuchnię przydzielamy temu obiektowi kategorię pięciogwiazdkową (dziewczyny mają nawet swój pokój). Dobrej nocy!

 

Myśli o. Tomasza Maniury z drogi

Przyjmowanie

Warto opanować umiejętność przyjmowania
Odpowiedniego przyjmowania słońca i wiatru
Dobra i zła
Człowieka
Wszystkiego
Boga

Na wyciągnięcie ręki

Niemożliwe jest nauczyć się wiary
Na wyciągnięcie ręki jest życie nią

Wierszyna, Kokotek

Małe, Maleńkie
Boże

Bilans dnia

– Stomil Olsztyn vs. GKS Katowice (0:0)
– 174 km przez 9 siodełkowych godzin

 

Źródło:  niniwateam.pl