Skarga na prokuratorów
Sobota, 1 czerwca 2013 (02:05)Będzie zażalenie na decyzję o umorzeniu postępowania w sprawie zniszczonych rzeczy Tomasza Merty.
W najbliższych dniach w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie złoży je pełnomocnik wdowy po Tomaszu Mercie, mec. Bartosz Kownacki. – Nie może być tak, że rzeczy zostały zniszczone i nikt nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności – mówi prawnik. To reakcja na niedawne umorzenie postępowania w sprawie przywłaszczenia złotej obrączki i zegarka Tomasza Merty oraz złotego sygnetu Wojciecha Seweryna. W ramach tego samego postępowania, wobec braku znamion czynu zabronionego, umorzono też wątek dotyczący uszkodzenia dowodu osobistego Merty.
Okoliczności, w jakich doszło do zniszczenia dokumentu, ujawnił „Nasz Dziennik” w sierpniu 2011 roku. Dowód wydany rodzinie nosi ślady nadpalenia, podczas gdy z dokumentacji rosyjskiej wynikało, że zachował się w stanie idealnym. W ramach śledztwa przesłuchano w charakterze świadków m.in. żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, pracowników ambasady w Moskwie i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Prokuratura nie wykluczała, że do zniszczenia rzeczy po Mercie doszło na terenie Polski. W toku postępowania śledczy ustalili, że po katastrofie przedmioty należące do Tomasza Merty zapakowano w foliowy worek i za pośrednictwem ambasady przekazano MSZ w Warszawie. Tu, po pobieżnej ocenie, że worek nie zawiera przedmiotów pamiątkowych, podjęto decyzję o ich zniszczeniu. Nikt jednak o tym nie poinformował rodziny, choć wdowa zgłaszała się do Żandarmerii Wojskowej po rzeczy męża. A przecież zniszczono nie tylko dowód. Przepadły też zegarek i obrączka, która dla Magdaleny Pietrzak-Merty ma przede wszystkim wartość sentymentalną.
– Wiemy, że rzeczy te były w polskich rękach i zniknęły. Jeżeli żaden urzędnik państwowy za to nie odpowiada, to kto? – pyta Kownacki.
Kto kłamał?
Prawnik jest rozczarowany decyzją prokuratury o umorzeniu. I nie tylko tą. W lipcu 2012 r., a więc w czasie, gdy toczyło się jeszcze postępowanie, Prokuratura Okręgowa w Warszawie wystosowała wniosek o wszczęcie śledztwa w sprawie działań wdowy, jej prawnika i „Naszego Dziennika”. Chodziło o wypowiedzi Merty oraz jej pełnomocnika, dotyczące zeznań byłego ambasadora Jerzego Bahra, przesłuchiwanego w charakterze świadka w sprawie zniszczenia i zaginięcia rzeczy. Prokuraturę zaniepokoiły wypowiedzi Magdaleny Pietrzak-Merty i mec. Kownackiego w tej sprawie.
Tłumaczenia dyplomaty sprowadzały się do tego, że po katastrofie urzędnicy ambasady mieli nadmiar obowiązków, pewne decyzje podejmowali natychmiast, a później o nich zapominali. Bahr nie wiedział, w jaki sposób worek z rzeczami osobistymi ofiar znalazł się w jego gabinecie. Relacjonował, że to jego sekretarka odebrała kopertę z obrączką od człowieka, który z kolei miał ją od Rosjan. Wypowiedzi zarówno Merty, jak i jej pełnomocnika nie były dosłownym cytatem ze słów Bahra. Ale śledczy uznali, że doszło do naruszenia tajemnicy postępowania przygotowawczego. W ten sposób wniosek o wszczęcie postępowania trafił do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Ta jednak nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i dochodzenia nie wszczęła. Decyzja praskiej prokuratury jest prawomocna. – Pani prokurator zapoznała się z materiałami nadesłanymi przez prokuraturę okręgową. Uznała, że doszło do ujawnienia treści zeznań, ale te zeznania – to, że pan Bahr mówił, że nic nie pamięta – nie miały żadnego wpływu na postępowanie, które toczyło się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie – powiedziała wczoraj w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prokurator Renata Mazur.
Decyzję odmowną podjęła prok. Monika Mazur. Wniosek o jego wszczęcie podpisała prok. Małgorzata Adamajtys, zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie. – Prokuratorów obowiązuje zasada legalizmu. Jeżeli prokurator poweźmie informację, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa, jest zobowiązany do tego, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście do tego przestępstwa doszło. Jesteśmy wtedy zobligowani do działania z urzędu – tłumaczy prokurator Mazur.
Decyzję odmowną praska prokuratura podjęła 8 sierpnia 2012 r., prawie miesiąc od czasu wpłynięcia wniosku prokuratury okręgowej. Czy w tym czasie prokuratura podejmowała jakieś inne działania wobec wdowy, jej pełnomocnika i dziennikarzy „Naszego Dziennika”? – Prokuratura ma bardzo ograniczone możliwości działania w ramach postępowania sprawdzającego. Pani prokurator zapoznała się z materiałami ze śledztwa tamtej prokuratury oraz z dokumentacją medialną. Na tej podstawie podjęła decyzję. W postępowaniu sprawdzającym nie ma możliwości wykonania innych czynności – podkreśla prok. Mazur. – Można jeszcze przesłuchać zawiadamiającego, ale w tym wypadku nie było to konieczne – zaznacza.
– Śledczy uznali, że nie ma wystarczających dowodów na popełnienie przestępstwa w przypadku zniszczenia rzeczy Tomasza Merty, ale zanim to nastąpiło, w czasie tamtego śledztwa próbowano wszcząć drugą sprawę, przeciwko osobom pokrzywdzonym. Mam po tym wszystkim głębokie poczucie niesmaku – komentuje całą sprawę mec. Bartosz Kownacki. Zdaniem prawnika, próba wszczęcia śledztwa przeciwko pokrzywdzonej rodzinie to próba wywarcia presji. – Chodzi o to, byśmy siedzieli cicho, byśmy się nie wypowiadali. To jasny sygnał dla nas, żebyśmy się zastanowili, czy w ogóle w sprawie Smoleńska warto zabierać głos – kwituje mecenas.
Anna Ambroziak