• Poniedziałek, 10 sierpnia 2026

    imieniny: Wawrzyńca, Borysa

Ewangelia

Niedziela, 9 sierpnia 2026 (10:37)

Mt 14,22-33

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”. Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”. A On rzekł: „Przyjdź!”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie!”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?”. Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.

 


 

Rozważanie

Panie, ratuj!

Gdy zawieje wiatr od strony Wzgórz Golan, fale na Jeziorze Galilejskim w ciągu kilku chwil stają się potężne, budząc lęk nawet u ludzi obeznanych z rybackim rzemiosłem! Piotr wiedział o ich sile. Mimo to, kiedy Jezus go zaprosił, wszedł na taflę wody. Dopóki patrzył na Niego, szedł po falach, gdy tylko odwrócił wzrok, wystraszył się mocniejszego podmuchu i zaczął tonąć. „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” – usłyszał.

Co uratowało apostoła? Bezradność. Świadomość, że sam nic nie może. „Panie, ratuj mnie!”.

Tych wątpliwości będzie jeszcze niemało w życiu Szymona, innych apostołów: zaparcie się znajomości z Jezusem na dziedzińcu pretorium, dezercja z Golgoty, niewiara w to, że możliwe jest przebaczenie. Niesamowite jest to, że Zmartwychwstałemu to nie przeszkadza – pokorny Piotr, trzykrotnie wyznający miłość do Syna Bożego, otrzymuje nominację papieską.

Czy w życiu chrześcijanina jest miejsce na wątpliwości, poszukiwania? „Dubito ergo sum, vel, quod idem est: cogito ergo sum” (Wątpię, więc jestem, albo, co jest tym samym: myślę, więc jestem) – pisał Kartezjusz. Czy to pociecha? Filozoficzna próba wyjaśnienia, kim jesteśmy? Czy wątpienie jest wpisane aż tak mocno w ludzką naturę, że bez niego zatracilibyśmy swoje jestestwo? Napędza pragnienie poznania, przybliżania się do nieznanych zjawisk? Pozwala pokonywać lęk, wkraczać w nieznane? W dużym stopniu tak. Czy zwątpienie jest wrogiem wiary? Wszak autor listu do Hebrajczyków pisał: „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje” (Hbr 11,6). Byłyby to okrutne słowa, gdyby nie ważne dopowiedzenie, które pojawia się zaraz potem: „[On] nagradza tych, którzy Go szukają”. A więc poszukiwanie już jest uczestniczeniem w Obietnicy! Nie pewność, bo tej nigdy tu, na ziemi, nie zyskamy. Bóg chce, by Go szukać.

Dla św. Augustyna szukanie Go stanowiło centralny sens ludzkiego życia – kluczem do odnalezienia Boga była droga introspekcji, czyli wejrzenia w głąb własnej duszy. „Późno Cię ukochałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię ukochałem. Wewnątrz mnie byłeś, a ja byłem na zewnątrz i tam Cię szukałem […]. Byłeś ze mną, a ja nie byłem z Tobą” – pisał w „Wyznaniach”. Aby to dostrzec, potrzebna jest łaska, pokorna miłość dająca pierwszeństwo Bogu. Ale też zgoda na bezradność, porażkę. Bo dopiero wtedy – gdy runą nasze ludzkie zabezpieczenia, pomysły na nasze prywatne nieba – On może działać.

Ks. Paweł Siedlanowski