NINIWA Team dotarła do Czelabińska
Czwartek, 30 maja 2013 (22:11)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Łukasza Wanota z 28. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:
Gdy tylko usłyszałem głos ojca Tomka w słuchawce, mój zdrowy rozsądek, ten wypielęgnowany polski pesymizm o nieprzekazywalnym doświadczeniu sytuacji… eksplodował w powietrzu niczym opona Joli w lubelskim Cycowie! Dobiegające zewsząd przesunięcia w barwie głosu, te euforyczne nastroje o znamieniu wielkiej, niewymuszonej niczym szczerości, spowodowały połowiczny rozpad otaczającej mnie rzeczywistości (sic!). Nagle postaci nabrały ostrości, a twarze doświadczone wiatrem przeplatanym promieniami słonecznymi stały się wyraźnie znajome.
Tego ranka wyraźnie poczuliśmy głód dalszej drogi. Pragnienie, by zaspokoić go czym prędzej, podjęliśmy z wielkim entuzjazmem, punktualnie o 4.30 czasu lokalnego. Tym razem pobudka odbyła się bez wsparcia Uli i Soni, naszych wyprawowych sióstr hejnalistek pod wezwaniem infradźwięków (dźwięki niesłyszalne dla człowieka). Do podjęcia tej decyzji od zmierzchu nakłaniał nas komar Wasilij wraz z jego liczną rosyjską rodziną. Spanie przy drodze magistralnej M5 prowadzącej do Czelabińska, gdzie w oddali słychać rozpędzone tiry, jest dla nas czymś zupełnie normalnym… Ale nocleg na umownej granicy Europa – Azja, w górach Ural już niekoniecznie!
Priorytet wydarzeń naturalnie rozpoczął się od Mszy Świętej, która odprawiona została zaraz po złożeniu namiotów i zwinięciu karimat. Po spożyciu pokarmu, zgodnie z tradycją uroczystości Ciała i Krwi Pańskiej, wyruszyliśmy wielkim peletonem w prawdopodobnie najdłuższą rowerową procesję Bożego Ciała w Rosji, by symbolicznie przekazać kruche Ciało Chrystusa z Europy do Azji.
Dotychczas włączaliśmy się w ten powszechny kult ku czci Najświętszego Sakramentu w ramach wypraw przygotowawczych w Polsce. Tradycja ta została zapoczątkowana w 2010 roku, podczas pielgrzymki do Warszawy, na beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki, który jest patronem tegorocznej wyprawy Polska – Syberia. Zapewne wielu specjalistów od ekstazy statystycznej, pamięta również wpis utworzony 7 czerwca, kiedy grupa pod osłoną nocy, po przebyciu 315 km wjechała do Rzeszowa. Jak sprawnie pokonać taki dystans, możecie pytać wszystkich z wyłączeniem mojej osoby oraz Michała Kandefera (Katowice-Sączów, 5h).
Kolejne dystanse wpisane w schemat stacji ołtarzowych 40-40-40 km pokonujemy równym tempem, koło na kole, by nie wypaść z tunelu aerodynamicznego. Jedziemy równo niczym Przemysław Niemiec i Rafał Majka w tegorocznym Giro d'Italia (gratulujemy wysokich pozycji w rankingu!). Dzisiaj jest również odpowiedni czas dla piewców przyrody, którzy mogą wychwalać cudowną pogodę (opadów pozameteorytycznych nie stwierdzono), lekki powiew muskający nasze skronie czy chociażby rozciągające się pola uprawne z chylącymi się ku drodze kłosami zboża. Nic więc dziwnego, że już w 28. dniu wyprawy, zaraz po południu, NINIWA Team przekroczyła umowną granicę Europa – Azja na Uralu. Jest moc!
Jednak mocy tej nie należy szukać w sobie, o czym przypominają nam słowa dzisiejszej suplikacji. Przepiękny hymn, który towarzyszył nam na stacjach procesji, przeplatany kazaniami o. Tomka wyrwanymi z ciszy adoracji, wyraźnie podkreśla naszą kruchość. Nasze rowery łamią się jak zapałki, gdy przypadkiem jesteśmy w Finlandii. Supporty pękają na niemieckich autostradach w takt muzyki Beethovena, w szwajcarskich górach odpadają nam sakwy, na francuskich przełęczach odkręcają się nam pedały, setki dziurawych dętek, czy ktoś prowadzi kronikę? Jesteśmy marnością tego świata i sami nic nie stanowimy. Nasze siły są ludzkie i ograniczone! Wierzymy jednak, że Bóg towarzyszy nam w całej drodze. Jesteśmy pewni, że oddając mu swoje słabości, On je przemienia i tworzy z nich swoje, wielkie dzieła!
Uwielbiam nabożnie, Jezu, bóstwo Twe.
W tych oto postaciach utaiłeś je,
Tobie cały umysł mój poddaje się,
bo nad Tobą myśląc, nie ogarnia Cię.
Zmysły: wzrok, smak, dotyk, zawód czynią nam.
Lecz tylko słuchowi żywą wiarę dam.
Wierzę słowom, które wyrzekł Boży Syn:
to najczystsza Prawda, oto wiary czyn!
Na krzyżu ukryłeś tylko bóstwa Twe.
Tu i człowieczeństwo utaiłeś swe,
Ja w oboje wierzę: tam być, proszę Cię,
gdzie łotr dobry chciał być, Jezu, przyjmij mnie!
Jak niewierny Tomasz Twych nie widzę ran,
lecz wyznaję z wiarą; Tyś mój Bóg i Pan!
Obym wierzył mocniej, Jezu, pomóż mi,
kochał Cię serdeczniej, żywiej ufał Ci.
Tyś pamiątką śmierci i chleb żywy sam,
życia swego zdroje przekazujesz nam.
Daj bym dla mej duszy z Ciebie życie brał
i Twej obecności błogą radość znał.
Dobry Pelikanie, Panie, Jezu nasz,
Ty mnie nieczystego w krwi swej obmyj zmaz.
Wszak jedna jej kropla tak wielką ma moc,
że całego świata gładzi zbrodni noc.
Zasłoniętą teraz widzę postać Twą.
Tęsknię za tym, Jezu, usłysz prośbę mą,
Abym ujrzał Twoją odsłoniętą twarz,
patrząc na Twą chwałę, szczęścia doznał wraz.
W honorowym miejscu relacji, nieprzypadkowo zaraz po nowym tłumaczeniu Adoro Te Dovete, szczególnie pozdrawiamy Oblatów z Lublina, których patronem jest św. Tomasz z Akwinu. Dobrze, że jesteście! Pamiętamy o Kasi Szendzielorz, sypiącej kwiaty przed ołtarze – dzisiaj dziewczyny godnie Cię zastąpiły. Wiemy o organizowanym wieczorze uwielbienia na rynku w Lublińcu – łączymy się z Wami modlitwie! Za jedność dziękujemy również całej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Katowicach na Koszutce! W tym miejscu rozpoczynamy urodzinowy ciąg życzeń. Sto lat dla o. Janusza Napierały OMI z kokotkowym paszportem oraz Wojtka Skipioła, uczestnika wyprawy do Kijowa i Rzymu! Nasze morale podbudowane są dodatkowo perspektywą wieczoru, ponieważ dzisiaj swoje urodziny świętuje Piotrek Wierzgacz. Życzymy Ci wiele szczęścia i radości w tandemie życia z Sarą!
Grono osób pragnie dowiedzieć się, co porabia indywidualność Kunicka? Parafrazując lotną sejmową myśl, kiedy pytają mnie, odpowiadam: Górnik nie świruje pawiana, ale będzie miał możliwość wyrobić się dramatycznie podczas dzisiejszych baletów, zapewne jako DJ, gdyż już podczas stacji ołtarzowych serwował rockowe brzmienia zespołu 2 Tm 2,3. No cóż, Sławek z uśmiechem na ustach podsumowuje: „hy hy hy, na jacha, mocna modlitwa!” Dzisiaj też zdemontował z kierownicy swój krzyż i błogosławił nim cały świat…
Podczas tej wyprawy odnajdujemy prawdę w poglądach Koheleta. Tylu awarii jeszcze nie było! Większość ekipy boryka się z problemami technicznymi, bo sprzęt nie spełnia swoich założeń. Dlatego o 14.30 czasu lokalnego zakończyliśmy dzisiejszy etap. To ostatnia szansa, by kupić nowe części, w związku z czym dzisiaj na zakupach zostawiliśmy mnóstwo rubli. Łącznie kupiliśmy 6 pełnych kół, z czego komplet dla Kuby Hepnera (pora zrzucić trochę ciałka…), po jednym dla Mateusza Majchrzaka i Hanii. Żeby bilans się zgadzał. Reszta na zapas, ale miejmy nadzieję, że wrócą do Polski. Dla poszkodowanego Marcela kierownica + mostek oraz inne drobniejsze akcesoria.
W tym miejscu ogromne podziękowania za pomoc dla niemieckich księży z włoskiego ruchu Focolari, którzy logistycznie ogarnęli cały temat oraz udostępnili miejsce noclegowe. Z gościnności skorzystaliśmy w pełni: było wspólne gotowanie obiadu, pranie i pierwszy prysznic od niedzieli! Jesteśmy wypoczęci, zintegrowani i pełni sił. Na koniec odprawiliśmy nabożeństwo majowe i oczywiście idziemy grzecznie spać…
Relację powinienem rozpocząć od wiadomości dla brata Michała Pieca, by nie musiał tego wszystkiego czytać: wszystko ok! (wybacz, upadłem na klawiaturę i samo się napisało).
Dziękujemy:
– Mary za lekkie pióro w zeszłym tygodniu
– Za Waszą codzienną modlitwę
– Za Jego cichą obecność
– Za Twój uśmiech na twarzy
Bilans dnia:
– Najdłuższa rowerowa procesja Bożego Ciała w Rosji:
– 134 km przez 7 siodełkowych godzin
– 1 szprycha Joli
– niegroźna wywrotka Hani
Nocleg:
Czelabińsk
Źródło: niniwateam.pl